PIOTR IWICKI - niezależny serwis muzyczny - jazz, fusion, blues, jazzrock, koncerty, newsy.
RSS
środa, 25 lipca 2012
MICHAEL WOLLNY PROJECT
XVIII Międzynarodowy Plenerowy Festiwal Jazz na Starówce
Donny McCaslin w elektrycznym sosie
... czyli jego nowy album Casting for Gravity
STEVE VAI The Story Of Light
WIRTUOZ GITARY POWRACA PO SIEDMIU LATACH Z NOWYM MATERIAŁEM
wtorek, 24 lipca 2012
Melody Gardot - już w niedzielę!



F Adamiakjazz na Facebook


10:51, jazz-gazeta
Link Dodaj komentarz »
Florian Weber
BIOSPHERE nowy album nagrany z gwiazdami - Lionel Loueke, Thomas Morgan & Dan Weiss
Downbeat - najsłynniejsza jazzzowa ankieta czytelników on-line
Oddaj głos przez Internet
poniedziałek, 23 lipca 2012
Dziewczyna z Ipanemy
Znakomity artykuł na portalu deser.pl Przeczytajcie sami. Koniecznie!
AVISHAI COHEN TRIO
18 października Warszawa, Palladium w ramach cyklu Deutsche Bank Invites
piątek, 20 lipca 2012
VI TZADIK POZNAŃ FESTIVAL 2012
Poznań 03 - 05 sierpnia
Bardzo piękna wokalistka
Sunny Kim, koreańska wokalistka roku, wydaje album inspirowany poezją i malarstwem Sun Doo Kim’s zatytułowany "Painter’s Eye"
XVIII Międzynarodowy Plenerowy Festiwal Jazz na Starówce
W najbliższą sobotę, z okazji 80. rocznicy urodzin Joe’a Zawinula przypadającej w tym roku, wystąpi Radio. String. Quartet. Vienna,
Jazz w Manufakturze
czyli Manu Summer Jazz Sundays 2012
wtorek, 17 lipca 2012
Hancock nie podlega korozji

To była kulminacja tegorocznego Warsaw Summer Jazz Day. No bo jak inaczej określić niedzielny koncert Herbiego Hancocka w Sali Kongresowej w czasie którego zgodnie z zapowiedziami, zrobił stylistyczną wycieczkę po wszystkich swingujących konwencjach z których go znamy.

 hancock1-by-piotr-iwicki

Foto: Piotr Iwicki

Cały występ lider podzielił na trzy nieformalne części. W pierwszej pokazał autorską wizję nowoczesnego jazzu, balansującego między fusion, jazz rockiem a głównym nurtem, tyle, że doprawionym nowoczesnymi technologiami. Swoistym znakiem czasu był arsenał lidera, któremu obok znakomitego fortepianu (manufaktura Fazioli jest dzisiaj konkurentem giganta - Steinwaya) towarzyszyły trzy klawiatury syntezatorowe, cztery iPady i wielki plazmowy ekran sprzęgnięty z sterującą całością instalacją komputerową. Otwierająca występ kompozycja „Actual Proof” niczym nie przypominała oryginału z albumu „Thrust” wydanego w 1974 roku. Połamane rytmy, zawiła aranżacja sprawiały, że w zasadzie był nowym artystycznym bytem a nie interpretacją starego tematu. Podobnie stało się z jednym z najsłynniejszych standardów mistrza „Watermelon Man” (oryginał z 1973 roku) ze zmienionym metrum i zastosowaną polimetrią z iście szalonym metrum 17/8, był prawdziwą jazzową kostką Rubika. Tutaj dzielnie wspierali szefa muzycy zespołu, co sprawiło, że nawet najniebezpieczniejsze rafy i mielizny aranżacji zespół ominął wprawnie.

Po części dynamicznej przyszedł czas na solowe popisy Lionela Loveke, gitarzysty kwartetu (przy pomocy elektronicznych urządzeń i gitary stworzył kompozycję i iście symfoniczno-chóralnym rozmachu) oraz Hancocka, który zahipnotyzował słuchaczy bardzo swobodnymi improwizacjami na melancholijny temat zawieszony stylistyczni między Skriabinem, Debussym a Gershwinem. Nieformalna trzecia część występu była swoistą listą przebojów w której wspomniana dwójka wraz z Trevor Lawrence (perkusja) i Jamesem Geniusem (bas) wykonała „Cantaloupe Islan” (przeróbkę tego hancockowskiego tematu światowym hitem pop uczyniła już w XXI wieku formacja Us3), „Kameleona” oraz szaloną wersję „Rockit”. Ta ostatnia, sztandarowa z rewolucyjnego swego czasu albumu „Future Shock” poderwała publiczność na nogi, pół wypełnionej szczelnie widowni tańczyła w rytm jazzu podszytego hip-hopem.

hancock2-by-piotr-iwicki

Foto: Piotr Iwicki

Herbie Hancock jest prawdziwym mistrzem estrady. Jak mało kto potrafi ciągle zaskakiwać ale i dostarczać publiczności tego, czego ta oczekuje. Całość przeplata bardzo dowcipnymi opowieściami, zarówno o rozwoju muzycznych technologii (na tym zna się jak mało kto) jak i prozie życia jazzmana („Loveke wydał ostatnio płytę, kupcie ją. Dzieci muszą coś jeść…”). Wiele ciepłych słów adresował do warszawskiej publiczności, z którą spotyka się regularnie co kilka lat. Niestety, ja odniosłem wrażenie, że ten dwuipółgodzinny koncert już kiedyś słyszałem, bowiem w części schlebiającej oczekiwaniom melomanów, przypominał kilka, które już kiedyś nam zagrał. A może warto byłoby zaprosić mistrza, aby wystąpił tylko z akustycznym triem. W opinii, że najlepsze artystycznie, dotykające jazzowego absolutu momenty niedzielnego koncertu to te, kiedy mistrz grał na fortepianie, nie byłem odosobniony.

Przed nami jeszcze jeden koncert Festiwalu. 29 lipca zaśpiewa Melody Gardot, aktualnie najbardziej rozchwytywana wokalistka jazzu.  Ma to być przysłowiowa wisienka na torcie Warsaw Summer Jazz Days.

Piotr Iwicki - Gazeta Polska Ciedziennie



16:57, jazz-gazeta
Link Dodaj komentarz »
Rockowe plany, czyli nie tylko jazzem człowiek żyje
Ian Anderson, Quidam, Anathem, Gazpacho ...
Dave Douglas
BE STILL - premiera 25 września
Jon Lord nie żyje
Zawsze ceniłem go za to co robił, pierwsze kroki hammondowe stawiałem grając jeden ze słynniejszych motywów otwierający "Dziecko w czasie". Powiem Wam wprost, To Był Ktoś!
XVIII Międzynarodowy Plenerowy Festiwal Jazz na Starówce
PROGRAM FESTIWALU - polecamy wszystkie koncerty!
poniedziałek, 16 lipca 2012
Dwie i pół godziny w kratkę...

czyli koncert Herbiego Hancokca. Pełna relacja jutro w Gazecie Polskiej Codziennie i tutaj. A na razie, fotka ku zachęcie jutrzejszego czytania

herbie-hancock-by-piotr-iwicki

13:39, jazz-gazeta
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 lipca 2012
Herbie Hancock - już dzisiaj w Warszawie, u nas opowiada ciekawe historie

Jazzman jak kameleon

h-h

Jest jednym z najwybitniejszych jazzmanów w historii gatunku, gigantem muzyki bez podziału na style i gatunki.  Jego kompozycje o statuetkę Grammy skutecznie rywalizują z utworami Krzysztofa Pendereckiego, Pierre’a Bouleza i Stinga. Herbie Hancock, muzyk którego standardy grywane są nawet przez hip-hopowców, zagra w niedzielę w ramach festiwal Warsaw Summer Jazz Days w Sali Kongresowej w Warszawie.

Piotr Iwicki: Niewielu jazzmanów tak często jak Pan odwiedza Warszawę.

Herbie Hancock: Nie wiem jak inni, ale istotnie, co jakiś czas zapraszacie mnie tutaj. I przyznam się, że zawsze chętnie przyjeżdżam. Świetnie reagujecie zarówno na moje akustyczne granie jak i elektryczne projekty. Jesteście świetną publicznością.

A tym razem zdaje się, że będziesz z projektem trochę akustycznym i po trosze elektrycznym.

Moje granie zawsze jest nieobliczalne. Bywa, że mam na statywie syntezatory ale bardziej danego dnia pociąga mnie fortepian, ale też czasami siedzę za czarnym klasycznym fortepianem i dajemy z zespołem iście rockowego czadu. Nie liczy się formuła a ekspresja. Od strony repertuarowej spodziewajcie się czegoś z ostatnich moich płyt (śmiech). Zgadnij więc czego: jazzu czy fusion? (śmiech) Sami widzicie, że może się wszystko wydarzyć, jak każdego z wymienionych gatunków można ostatni posłuchać na moich płytach. Może być bardzo balladowo ale może być też funky.

Ta elastyczność, to chyba efekt lat pracy u boku Milesa Davisa. On był mistrzem budowania napięcia w każdej formule. Podobno nazywał Pana gmeraczem i poszukiwaczem nowości.

Zgadza się, Miles uważał, że instrument to narzędzie, jedynie narzędzie, w istocie grasz duszą, ekspresja wychodzi z ciebie. Jedynie dynamika to efekt tego, na czym akurat grasz. Ja uwielbiam stosować syntezatory barwowo, bawić się płaszczyznami, sięgać do potężnych możliwości współczesnych komputerów, ale najwięcej satysfakcji czerpię z dobrze zbudowanej improwizacji na fortepianie, w której masz wszystko. Nutki grane pianissimo i dynamikę jak u Nirvany czy podobnych gości. A co do gmerania… Tak, zawsze szukałem nowych urządzeń i bywało, że wpadałem w ostatniej chwili prosto z sklepu z instrumentami i podłączałem na scenie to coś, gdy Miles intonował pierwszy temat. Dużo mi wybaczał, ale też zawsze wymagał, abym mu opowiedział co to jest to nowe „coś” i czym się to je (śmiech). Był bardzo kreatywny, wyprzedzał epokę ale w dużej mierze dzięki temu, że umiał słuchać innych. Umiał odnajdywać w naszych poszukiwaniach tej właściwej drogi. On nie szukał w sklepie efektu wah-wah do trąbki, nie eksperymentował z nowymi procesorami czy przetwornikami ale usłyszał to u gitarzystów i tak też chciał grać. Mówił mi, chcę tak brzmieć jak elektryczna gitara Jimiego, co mam zrobić. No i potem McLaughlin czy ja mówiliśmy mu, musisz mieć to i to. I on się słuchał a potem pokazywał nam takie rzeczy, że nikt ani rockersi ani my, nie wpadlibyśmy ba taki pomysł. Był odkrywcą, jak Kolumb.

Historyk jazzu Tony Russell zauważył że: „Herbie Hancock w większym stopniu niż jakikolwiek inny muzyk uosabia transformację jazzu od akustycznych dźwięków z lat 60. do eklektycznego stylu muzyki z początku XXI wieku /…/”Co Pan na to?

Jestem onieśmielony (śmiech). Ale patrząc wstecz, może ma rację. Trudno oceniać siebie. To właśnie czynią krytycy czy historycy gatunku, oceniają, systematyzują. Niestety, to również oznacza, że zaczynamy obracać się w kręgu sztuki, która trafia do muzeum (śmiech).

Wierzyć się nie chce, że miał Pan być inżynierem elektronikiem…

Skąd to wiesz? To było wieki temu! Tak studiowałem w Iowa, ale to nie była ostatecznie moja bajka. Wygrały dźwięki które słyszałem mieszkając w Chicago. Te wszystkie od klasyki, przez bluesa po jazz nawet w swoich najbardziej awangardowych nurtach.

Pańskie kompozycje „Cantaloupe Island”, „Watermelon Man”, „Chameleon”, „Maiden Voyage”, „Dolphin Dance” czy „Future Shock”, słynne tematy filmowe, jest Pan kopalnią standardów, megahitów gatunku.

To nawyk jeszcze z dawnych czasów. Na płycie można było zmieścić 6 utworów z czego 3 miały być standardami a reszta twoja. I tak robiłem, chciałem, aby te moje były lepsze. To może wyraz artystycznej próżności ale też przejaw dbałości, aby być zauważonym. Jak widzicie, udało się. W muzycznym biznesie musisz być jak wojownik, w tym również zgadzam się z Milesem (śmiech).

Rozmawiał: Piotr Iwicki - Gazeta Polska Codziennie



09:18, jazz-gazeta
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 lipca 2012
Arturo O'Farrill
The Noguchi Sessions - album inspirowany sztuką Isamu Noguchi nagrany wprost w The Noguchi Museumm już w sklepach płytowych. a u nas muzyka już teraz...
 
1 , 2