PIOTR IWICKI - niezależny serwis muzyczny - jazz, fusion, blues, jazzrock, koncerty, newsy.
RSS
poniedziałek, 27 czerwca 2016
Letni urodzaj płyt

MUZYKA\Nowości płytowe od jazzu po rocka

Letni urodzaj płyt

Wydawcy dbają skrupulatnie o to, aby we właściwym momencie na sklepowe półki, trafiły stosowne płyty. Lato to nie jest czas na eksperymenty, to okres wytchnienia i relaksu. Do głosu dochodzą albumy z góry skazane na sukces. Ot, takie wakacyjne pewniaki.

sim san mcc gog giej

Santana u źródeł

„Santana IV" to pierwszy od 45-ciu lat album nagrany przez muzyków znanych z pierwotnego skłądu formacji Santana. Oczywiście na czele stoi legenda gitary Carlos Santana. To on razem z  Greggiem Roliesem (instrumenty klawiszowe i śpiew), Nealem Schonem (gitary), perkusjonistą Michaelem Carabello i specem od bębnów - Michaelem Schrievem w 1971 roku dali swiatu słynny album "Santana III". Najnowszy to zbiór premierowych kompozycji pełnych energii zapamiętanej z czasów świetności grupy. Ale na tym się nie kończy, bo do klasycznego składu Santany dołączyli tu muzycy, którzy obecnie towarzyszą liderowi zespołu czyli Karl Perazzo (instrumenty perkusyjne), Benny Rietveld (bas) oraz legendarny wokalista Ronald Isley. Jak mówią autorzy albumu, ta Idea ponownej współpracy narodziła się w głowie Neal'a Schon'a już kilka lat temu, kiedy to zaproponował Carlosowi Santanie ponowne spotkanie w studiu nagraniowym. Santana od razu podchwycił pomysł ale doszedł do wniosku, że najlepiej byłoby zorganizować coś na kształt reaktywacji klasycznego składu. Efekt jest taki, że mamy na płycie to, co w Santanie kochamy najbardziej: afrykańsko-latynoskie rytmy, przejmujące wokale, elektryzująco bluesowo-psychodeliczne solówki gitarowe, perkusyjny czad oraz – co najważniejsze -  urzekające, chwytliwe melodie, które na długo pozostaną w pamięci słuchacza. - Wydaje mi się, że dziś rozumiemy się z Carlosem lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Napędzamy się niesamowicie podczas wspólnego grania - wychodzą nam spod palców rzeczy bardzo agresywne, ale i melodyjne, w pewien sposób poetyckie. Generalnie prowadzimy bardzo klimatyczny dialog gitarowy – kwituje wszystko Schon. A efekt? Album przebojem wszedł na listy bestsellerów. Zasłużenie.

 

Skaldowie a la Gogolewski 

Kiedy zaczynałem pisanie o najnowszym albumie jazzowego trio Wojciecha Gogolewskiego „Medytacje wiejskiego listonosza jazzowego”, stwierdziłem, że nic nie odda duszy tej płyt jak słowa lidera zawarte we wkładce. „ Drodzy Skaldowie! Miałem wtedy jakieś szesnaście lat i lekki przesyt Mozartem, Bachem czy Beethovenem. Właśnie kończyły się wakacje − które jak zwykle spędziłem z wędką na ukochanym Pomorzu − a to oznaczało, że nieuchronnie zbliża się dzień, kiedy trzeba będzie wrócić do ćwiczenia fug i pasaży. Stojąc po kostki w grząskim błocie, z kijem w ręku i lodem w sercu, myślałem o kolejnych miesiącach żmudnych ćwiczeń. I wtedy – z charczącego tranzystora − usłyszałem TO. "Cała jesteś w skowronkach" Skaldów. B-moll w pierwszym takcie skojarzony z H-dur w drugim, a potem refren w D-dur… Po paru godzinach morderczej podróży pociągiem wróciłem do domu. Nareszcie. Rzuciłem plecak i wędki na podłogę, usiadłem do instrumentu i zacząłem grać. Miałem szesnaście lat… i właśnie zdałem sobie sprawę, że muzyka jest moim życiem. Dzięki Wam, Skaldowie - Wojciech Gogolewski, pianista, kompozytor.” Ja tylko dodam, że towarzyszą mu tutaj Paweł Pańta (bas elektryczny) i mistrz perkusji – Adam Lewandowski. Prawdziwe przeboje Andrzeja Zielińskiego nabierają tutaj swingujących rumieńców a płyta choć stricte jazzowa, adresowana jest nawet do tych, którzy od jazzu programowo stronią.  Dla mnie natomiast istotny jest fakt, że muzyka Skaldów jest ciągle żywa. Inspiruje, powraca echem w czyimś nowym dziele. A to dowodzi, że wpisana jest  już nasz muzyczny kanon. Ol tym, że piękna, nie trzeba dodawać. Życie i historia nakleiły na niej etykietę: ponadczasowe.

 

Szczęśliwa trzynastka

Wierzyć się nie chce, że to już trzynasty solowy album artysty wpisanego w kanon muzyki współpracą Artem Garfunkelem oraz legendarnym albumem solowym „Graceland”. Jak zwykle u Simona bywa, muzyka jest porywająca a jej aranżacja bogata. „Stranger to Stranger” ukazuje niepodważalną wirtuozerię lidera jako wokalisty i kompozytora w zupełnie nowym świetle. Album—następca dobrze przyjętego przez fanów „So Beautiful or So What” z 2011 roku—otwiera drogę do zupełnie nowego, wspaniałego, muzycznego świata, który rzuca wyzwanie słuchaczom, igrając z ich oczekiwaniami wobec muzyki Paula Simona tak samo, jak ponad 30 lat temu robił to słynny „Graceland”.

- Chodziło nam o to, żeby stworzyć coś dobrze znanego w zupełnie nowy sposób, nagrać muzykę, która zabrzmi zarazem staromodnie i nowocześnie. Muzykę, która ma w sobie jakąś tajemnicę  – zdradza Simon. Ale to co jednych urzeka, innych razi. Wspomniany przepych aranżacyjny – jak twierdzą krytycy, ma przesłonić słabość samych kompozycji. Ale najlepiej kwituje sam sprawca zamieszania: - Brzmienie jest tematem przewodnim tego albumu, ale także każdej piosenki, która się na nim znajduje. Będę szczęśliwy, jeśli ludzie dobrze odczytają moje intencje. Dobra piosenka wydana w odpowiednich dla siebie czasach może stanowić inspirację nawet dla kilku pokoleń fanów. Piękne brzmienie – cóż… ono jest wieczne.”. Czy brzmi to nieskromnie? Pewnie tak, ale człowiekowi wpisanemu w kanon muzyki wszystko wolno. No, może prawie wszystko. Reasumujące, świetna płyta na lato.

 

Wycieczka z McCartneym

Wsiadamy do wehikułu czasu i zapinamy pasy. Za sterami sam Paul McCartney, który zabiera nas w podróż po czasoprzestrzeni swojej muzycznej solowej aktywności. Z głośników mówi do nas sam pilot:

- Ja i moja ekipa wpadliśmy na pomysł, by stworzyć kolekcję moich nagrań nie mając nic innego na myśli jak wydanie czegoś, co się fajnie słucha. Możliwe, że kompilacja będzie cieszyć słuchaczy w trakcie długiej przejażdżki samochodem albo wieczorem w czasie domowej prywatki. Zastanowiliśmy się więc wszyscy razem i wzięliśmy się za te różnorodne playlisty obejmujące wszystkie długie i kręte okresy mojej kariery – tłumaczy McCartney.

I tak dokładnie się dzieje. Album ma dwie wersje: dwu i czteropłytową (jest też inkarnacja winylowa). W tej maksymalnej dostajemy 67 utworów, które powstały po rozpadzie legendarnego zespołu The Beatles. Składanka obejmuje zarówno jego solowe nagrania, jak również te powstałe wraz z zespołami The Wings oraz The Fireman. Startujemy w 1970 roku a lądujemy wygodnie nowym miksem hitu „Say, Say, Say” stworzonym specjalnie na okazję tego wydawnictwa. Jednym słowem, powstał album, smakołyk nie tylko dla zagorzałych beatlemaniaków. To również rodzaj leksykonu i świadectwo ewolucji muzyki McCartneya, człowieka, który wraz z Czwórką z Liverpoolu zdefiniował muzykę pop na kilka dekad a stworzony przez nich kanon przetrwa nas wszystkich.

 

Piękno ludzkiego głosu

Album „Ola Gjeilo” to sygnowana w tytule nazwiskiem i imieniem norweskiego kompozytora, płyta z muzyka, którą niektórzy nazywają neo-sacrum, inni współczesną muzyką chóralną w formule łatwej, lekkiej i przyjemnej. To właśnie Skandynawia bryluje w tego typu produkcjach. Pięknie brzmią, a każda nuta jest pochwałą absolutu ludzkiego głosu, ot najdoskonalszego z instrumentów jakie nasza Ziemia nosi. Gjeilo to człowiek doskonale wykształcony zarówno na uczelni w Oslo, jak i słynnej londyńskiej Królewskiej Akademii i Julliard School w Nowym Jorku. Jego wydany przed czterema laty album "Northern Lights" wiele wpływowych magazynów uznało najlepszym krążkiem muzyki chóralnej-klasycznej. Ten tez pewnie przypadnie do gustu krytykom, bo zwyczajnie łączy w jedność artyzm i piękno. No i jest to muzyka łatwo wpadająca w ucho, daleka od radiowej sztampy za to wyciszająca. Kompozytor posiłkuje się tutaj znakomitymi chórami, sam zaś siada za fortepianem i wygrywa frazy (może nawet improwizacje) które sprawiają, że muzyka wchodzi w rejony komunikatywności iście popowej, jednak nigdy nie wykracza z strefy piękna i muzycznego sacrum wpisanego w manifest klasycznej wytwórni płytowej Decca.

 

Piotr Iwicki (Polskie Radio)



15:49, jazz-gazeta
Link Komentarze (1) »
czwartek, 23 czerwca 2016
Piotr Iwicki: radio jest potęgą, jeśli chodzi o promocję

http://www.polskieradio.pl/7/160/Artykul/1581531,Radio-ma-wiele-arcydziel-ktore-trzeba-odkurzyc

pr1

https://www.youtube.com/watch?v=vQN0DZKJRBI

16:23, jazz-gazeta
Link Dodaj komentarz »
Wracamy do gry!

Powiem wprost, zaaklimatyzowałem się w Agencji Muzycznej Polskiego Radia! Tym samym zaczynam pisać o tym, co będziemy wydawać, wydaliśmy bądź mamy w planach... a najbliższa premiera to...

n

15:59, jazz-gazeta
Link Dodaj komentarz »