PIOTR IWICKI - niezależny serwis muzyczny - jazz, fusion, blues, jazzrock, koncerty, newsy.
RSS
piątek, 30 maja 2014
Pochwała jazzowej klasyki
Niekwestionowani mistrzowie, kreatorzy jazzowych kanonów to gwiazdy najbliższego festiwalu Warsaw Summer Jazz Days. Jego szef, Mariusz Adamiak, postawił na mistrzów akustycznych fraz oraz prawdziwe ikony gatunku.
piątek, 23 maja 2014
Tori Amos - Unrepentant Geraldine - płyta z rekomendacją JazzGazety

Barwny świat pani Amos

Jeden z najpiękniejszych głosów rocka, charyzma i rozedrgane emocje we wszystkich interpretacjach, to znak rozpoznawczy Tori Amos. Jej najnowszy album "Unrepentant Geraldine" to nie tylko znakomita muzyka ale nowy rozdział w twórczości.

Od debiutu przed 22 laty albumem "Little Earthquakes" , artystka zdumiewa głębią tekstów oraz wspaniałym doborem środków wyrazu. Choć obraca się w szeroko pojmowanej stylistyce indie rocka, nie musi otaczać się licznymi instrumentami. Nie potrzebuje zgiełku bębnów czy kilku gitar. Potrafi zasiąść sama na scenie i jak przed laty w nowojorskiej Madison Square Garden wystąpić jedynie samodzielnie władając fortepianem i klawesynem z niewielką pomocą gitarzysty. Z tak małym orężem dwukrotnie zapełniła wówczas kompletem publiczności tę wielka prestiżowa halę. Kto był na jej koncercie bądź widział jedną z licznych rejestracji wie, że Amos to już nie artystyczne charyzma ale istne koncertowe zwierzę. Kiedy słuchałem Tori "na żywo" przed laty na kameralnym koncercie w radiowym studiu im. Agnieszki Osieckiej, widziałem jak po kilku taktach pierwszej piosenki części publiczności płynęły łzy wzruszenia. Ona sama czasami zdaje się być kłębkiem nerwów. W czasie naszej rozmowy bardzo ważyła zdania mówiąc niezwykle mądrze, wnikliwie dotykając ludzkich emocji, stron jasnych i ciemnych naszego człowieczeństwa. Tak jak tutaj. "16 Shades of Blue" to opowieść o trudnych relacjach damsko-męskich (jedna z najlepszych piosenek tego roku), "Promise" to piękna rozmowa matki z córką, rzecz autobiograficzna bowiem  wraz z Tori Amos śpiewa jej córka - Tash. Piękne i bardzo szczere. Tak jak cały album. w zasadzie za niemal wszystko odpowiada tutaj Amos. Fortepian, instrumenty klawiszowe, śpiew to jej dominium. Tylko gitary zostały nagrane przez Maca Aladdina, a dodatkowe smaczki Amos dopracowała i zaprogramowała osobiście z mężem Markiem Hawleyem.

A dlaczego to album inny? Artystka nie kryła nigdy fascynacji sztukami multimedialnymi i ta fascynacja procentuje wielobarwnością tej płyty, często szalonymi zdjęciami we wkładce, bardzo kolorowym światem jej muzycznych podróży.

Sprawczyni tego albumu to nietypowa postać muzycznego showbiznesu. Obok drogi artystycznej prowadzi intensywną działalność na rzecz fundacji Rape, Abuse & Incest National Network (RAINN) prowadzącej bezpłatny telefon alarmowy dla osób, które dotknęła przemoc, kazirodztwo bądź gwałt. To wynik jej doświadczenia z początku kariery, kiedy wracając z jednego z pierwszych profesjonalnych koncertów postanowiła podwieźć  fana. Ten napadł na nią i wykorzystał. Jak sama mówiła wielokrotnie, zaciążyło to na jej życiu i odbiło na twórczości. Jej działalność społeczna ma być wsparciem dla tych, którzy potrzebują pomocy. Tori Amos sama w 1994 roku jako pierwsza wykonała telefon darmowej linii pokazując innym, że jest to droga do uzyskania pomocy. Dzisiaj wiele środków z własnej artystycznej działalności angażuje w ten projekt.

Dla mnie to równie ważne, że obok świetnej muzyki część zysków Amerykanki i z tej płyty da możliwość komuś, gdzieś tam daleko zadzwonić i uzyskać pomoc w krytycznej sytuacji. Pomoc, której sama Amos nie uzyskała, stąd dzisiaj rozżalenie ale i przesłanie takie jak to w piosence tytułowej.

Piotr -powiedziała mi przed laty Tori - jeśli muzyka nie niesie ze sobą przesłania, pomocy, pocieszenia , to jest pustym stanem, w którym niby-artysta próbuje nabrać ciebie na niby-sztukę. Może byłabym poetką, ale kto chce słuchać poetek? Stąd śpiewam to co mi w sercu dźwiękami rozbrzmiewa - dodał trzymając wielki bukiet polskich, żółtych tulipanów, który dałem jej w podziękowaniu za całą muzykę, którą rozbrzmiewał wielokrotnie mój dom. Przy jej jaskrawo rudych włosach wyglądały oszałamiająco.

Piotr Iwicki



21:10, jazz-gazeta
Link Dodaj komentarz »
The Intuition Orchestra - To The Inside

intu

Czy improwizacja to sól jazzu? A może improwizacja zbyt pochopnie została przypisana wyłącznie temu gatunkowi muzyki? Najnowszy album The Intuition Orchestry tylko pogłębia ta pytania.

Improwizacja była domeną mistrzów Baroku. Jan Sebastian Bach pasjami improwizował na zadane mu tematy, skrzypkowie popisywali się wirtuozerią w kadencjach, ukazując nie tylko własny kunszt ale i wyobraźnię. Jednak zespołowa improwizacja, muzyczna wycieczka w nieznane została zarezerwowana niemal wyłącznie dla jazzu, współczesnej muzyki intuicyjnej oraz free-stylowych hip-hopowych popisów raperskich. Bo to szczególny sposób wyrażenia ekspresji jest.  Z jednej strony, wymaga kreatywności od wszystkich uczestników twórczego aktu, z drugiej -kto wie czy jeszcze bardziej - wymusza na nich powściągliwość i konieczność słuchania innych. Świetnie zdaje sobie z tego sprawę Ryszard Wojciul, wszechstonnie wykształcony saksofonista i kompozytor, animator rozmaitych, często bardzo zwariowanych projektów.  Jego sztandarowym projektem jest formacja The Intuition Orchestra, historią sięgająca pierwszej połowy lat 80. minionego wieku. Wówczas to koledzy z podstawowej szkoły muzycznej (Ryszard Wojciul, Bolek Błaszczyk i Jacek Alka) rozpoczęli eksperymenty z muzyką improwizowaną. Bardzo szybko ich muzyczne spotkania przerodziły się w sesje grania intuitywnego, których rezultaty utrwalone zostały na wydanym dwa lata temu archiwalnym albumie "Legendarne Ząbki". Albumie niezwykłym, bowiem z jednej strony dokumentującym muzyczny underground ówczesnej Polski, z drugiej demonstrujący coś, co w kompletnie nie przystawało do pojęcia muzyki buntu. Sama nazwa The Intuition Orchestra pojawiła się jednak pod koniec pierwszej dekady tego wieku. Sami muzycy zaczęsli spotykac się częściej, czego efektem był niezwykły album z udziałem Grażyny Auguścik i Zdzisława Piernika ("Fromm") doceniony przez niekonformistyczny światek melomanów i recenzentów.

Nie inaczej jest z najnowszy albumem Orchestry - "To The Inside", o którym sam Wójciul mówi: "Duch naszej muzyki pozostaje niezmienny, choć dotyka różnych obszarów estetyki. Nie boimy się konsonansu, choć nasza gra jest często chropowata i dzika. Wspólne komponowanie oparte jest na słuchaniu partnera, na współodczuwaniu, na szukaniu przestrzeni, na wzajemnych inspiracjach."

I nie ma w tym nic z krygowania się czy przesady. Lider(saksofony, EWI, głos, klarnet)  wspierany przez siódemkę niezwykłych muzyków: Bolesław Błaszczyk – instrumenty klawiszowe, fortepian; Jacek Alka – perkusja; Marcin Olak – gitary, głos; Monika Szulińska – instrumenty perkusyjne; Maciej Szczyciński – kontrabas; Jacek Malicki – gitara; Wojciech Szewko – gitara basowa, zabierają nas w podróż w której tematy są jedynie drogowskazami. Forma buduje się wprost - linearnie, wymuszając na muzykach skupienie a efekt zaświadcza o niezwykłej empatii. Nikt nie popisuje się, nie udaje kogoś, kim nie sjest. Mówi się, że dobry zespół jest jak gang: jeden za wszystkich wszyscy za jednego. Tę jedność tutaj słychać. Artyście biorą zakręty fraz wzajemnie inspirując się, odbierają od siebie muzyczne wątki i ukazują własne wizje motywów.

To bardzo osobista muzyka, choć stworzona przez kilku ludzi. To zapis chwili, emocji, wirtualne obrazy, coś jak podkład do nieistniejącego filmu (nomen omen nagranie kończące płytę, zrealizowane w roku 1993 to jazzowa ballada wyimprowizowana przez muzyków jako dźwiękowa ilustracja do dyplomowego filmu animowanego zrealizowanego przez Agnieszkę Skolik (warszawska ASP) . reasumując, znakomity album dla tych, którzy lubią wycieczki w nieznane, ze spora dozą nieprzewidywalności.

Piotr Iwicki - Gazeta Polska Codziennie



10:47, jazz-gazeta
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 maja 2014
Prawdziwie czarny koń
Jeszcze chyba żadna polska wytwórnia fonograficzna, w tak krótkim czasie nie narozrabiała na rodzimym rynku jak warszawska For Tune. Jak jest jej recepta na sukces? Chyba ta sam co szekspirowskim "Hamlecie". W szaleństwie.
poniedziałek, 05 maja 2014
Prosto od artysty, czyli Paweł Kaczmarczyk w akcji...
Od jubileuszu rodzimego klubu Harris Piano Jazz Bar, przez Festiwal Muzyki Filmowej Krzysztofa Komedy, po norweski festiwal bluesowy – Paweł Kaczmarczyk rusza na kolejny podbój jazzowych scen Polski i Europy.