PIOTR IWICKI - niezależny serwis muzyczny - jazz, fusion, blues, jazzrock, koncerty, newsy.
RSS
czwartek, 12 marca 2015
Joanna Pascale
Album "Wildflower". Album wybprodukowany prze Orrina Evansa a nagrany w doborowym towarzystwie m.in.: Christian McBride, Kurt Rosenwinkel, Gregoire Maret, Bilal, Cyrus Chestnut już w maju. a u nas muzyka już teraz...
poniedziałek, 09 marca 2015
DUKE ROBILLARD – legenda jazz-bluesowej gitary na jedynym koncercie w Polsce


 duker

Tradycją już stało się, że cykl koncertowy Warsaw Blues Night prezentuje najznamienitszych muzyków światowych z kręgu bluesa. Nie inaczej będzie też 16 marca 2015 w Hybrydach. Na jedynym koncercie w Polsce wystąpi legendarny wirtuoz jazz-bluesowo swingującej gitary – Duke Robillard z zespołem.

 

Duke Robillard należy do najbardziej uznanych współczesnych artystów świata bluesa i jazzu, o czym niewątpliwie świadczą nominacje do nagrody Grammy oraz liczne statuetki Blues Music Awards czyli „bluesowych Oscarów”.

 

Jego twórczość zdaje się mieć nieskończoną rozpiętość stylistyczną – od swingującego jazzu przez klasycznego elektrycznego bluesa po muzykę zawierającą elementy funku, rock’n’rolla czy rockabilly. Współpracował z tak różnymi artystami, jak: Bob Dylan, Scott Hamilton, Tom Waits, Ronnie Earl, Jay McShann, Ruth Brown, Jimmy Witherspoon, Herb Ellis.

 

Blisko 50 lat od artystycznego debiutu Duke Robillard ciągle jest w trasie koncertowej, dając blisko 250 koncertów rocznie i niezmiennie przyciągając na koncerty tłumy wielbicieli uwielbiających jego nietuzinkową gitarową wirtuozerię.

Rozpoczynał karierę, zakładając w 1967 roku najsłynniejszą orkiestrę bluesową świata The Roomful of Blues, z którą koncertował i nagrywał płyty przez 12 lat. Później przez wiele lat był podporą The Legendarny Blues Band i The Fabulous Thunderbirds, a od kilkunastu lat nagrywa i podróżuje z własnym zespołem The Duke Robillard Band.

W ciągu wieloletniej kariery nagrał blisko 30 płyt dla najbardziej renomowanych wytwórni płytowych.

wwwb

 

Zbliżający się koncert to wydarzenie obowiązkowe dla każdego szanującego się miłośnika gitarowej wirtuozerii, zwłaszcza, że tej klasy muzycy nieczęsto odwiedzają nasz kraj. Dla stałych fanów Warsaw Blues Night będzie to wspomnienie wyjątkowego występu Robillarda sprzed 7 lat w Hybrydach.

 

 

 

53. Warsaw Blues Night

wystąpią: The Duke Robillard Band (USA)

kiedy: 16 marca 2015, godz. 19.00

gdzie: Hybrydy, ul.Złota 7/9

więcej informacji: www.blues.waw.pl



16:36, jazz-gazeta
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 marca 2015
JOHN PATITUCCI
Nowy album giganta kontrabasu "Brooklyn" już w maju (Mistrz gra tym razem na gitarze basowej!!!) w dodatku w wybornym towarzystwie...
poniedziałek, 02 marca 2015
Afrodeezia Millera

Niezwykle lubiany przez polskich jazzfanów basista i producent Marcus Miller po latach fonograficznej niezależności podpisał kontrakt z dużą wytwórnią płytową. Są już tego efekty, bardzo obiecujące.

Wszystko wydarzy sie jesienią. wówczas na rynek trafi najnowszy album Amerykanina "Afrodeezia" a w ramach światowej trasy koncertowej Miller odwiedzi nasz kraj.  to najnowszy album genialnego amerykańskiego gitarzysty, kompozytora  aranżera i multiinstrumentalisty Marcusa Millera. Jego charakterystyczny styl gry na gitarze basowej jest rozpoznawalny dziś na całym świecie. Muzyk ma w swoim dorobku współpracę z największymi gwiazdami muzyki jazzowej i nie tylko. Nagrywał u boku takich gigantów jak Miles Davis, Aretha Franklin, Luther Vandross, David Sanborn i Al Jarreau. To on produkował ostatnie krążki wielkiego Milesa, kreując ich mocne brzmienie w konwencji fusion jazzu. Marcus Miller jest też laureatem nagrody Grammy za najlepszy album jazzowy.

Polska trasa koncertowa zapowiada sie niezwykle atrakcyjnie, bowiem będzie to mały objazdowy festiwal jazzowy. Pod skrzydłami Marcus Miller Afrodeezia Tour pojawi sie też projekt Leszek Możdżer & Przyjaciele ze specjalnym gościem Zbigniewem Namysłowskim. Istotnym jest to, że sam Miller wiele razy przyznawał się do fascynacji płytami Namysłowskiego uznając je za równie istotne dla całego światowego jazzu jak amerykański kanon.

Miller to typ perfekcjonisty. Miałem zaszczyt grać z nim trzy lala temu gdy pierwszy raz występował w ramach gdańskiego festiwalu "Solidarity of Arts".  Jego entuzjazm, skupienie i umiejętność zaintrygowania wszystkich wykonawców jego wizją twórczą, szybko przełożyło się na wspaniała muzykę.  Miller nie uznaje kompromisów. A jak było teraz przy okazji pracy nad najnowszym albumem?

- Siła oddziaływania muzyki nie zna granic. Dzięki pieśniom z gatunku spirituals, dzięki muzyce jazzowej i soulowej, możemy zachować od zapomnienia naszą historię – szczególnie kiedy inne formy jej zapisu zostały wymazane już dawno temu. Przed rozpoczęciem nagrań poświęciłem dużo czasu na badanie tematu tego albumu, a wielu nowych odkryć dokonywałem już w samym studiu! Moim największym pragnieniem był powrót do źródeł tych rytmów, które sprawiają, że nasze muzyczne dziedzictwo jest tak bogate. Chciałem podążać za nimi od początku, od Afryki po Stany Zjednoczone. Podróżowaliśmy przez Mali do Paryża, z Nowego Orleanu do São Paulo i na Karaiby. Miałem szczęście pracować z muzykami z Mali, Burkiny Faso, Brazylii, Trynidadu - zdradza basista.

 A jakie były inspiracje?

Po wizycie w Domu Niewolników na wyspie Gorée napisałem utwór, który znalazł się na moim poprzednim albumie, Renaissance. Na scenie czułem potrzebę opowiedzenia o tym, co czułem w Senegalu. Chciałem, żeby ludzie zrozumieli, że „Gorée” opowiada nie tylko o tragedii niewolników. Opowiada również o tym, że ci ludzie, którzy nagle znaleźli się na dnie ładowni, potrafili – przede wszystkim dzięki muzyce – odnaleźć sposób na przetrwanie. Byli w stanie choćby na chwilę zamienić swoją rozpacz w radość.

Wkrótce potem UNESCO ogłosiło mnie Artystą dla Pokoju i rzecznikiem projektu Szlaku Niewolników (Slave Route Project). To właśnie wtedy w mojej głowie pojawił się pomysł na album Afrodeezia. Pewnego razu w São Paulo, grając sambę z lokalnymi perkusistami, uświadomiłem sobie, że ten sam rytm słyszałem już w Maroku, a grał go muzyk gatunku Gnawa! Uważam wszelkie tego typu połączenia za fascynujące. Jak powiedział Taj Mahal: „Nowy Orlean jest najbardziej na północ wysuniętą częścią Karaibów...” Właśnie w Nowym Orleanie graliśmy którejś nocy w studiu do rana, było cudownie. Od kiedy zaczęliśmy ten projekt zdarzyło się tyle wspaniałych rzeczy, których nie mogłem przewidzieć... Na przykład Alioune Wade, basistę z Senegalu, poznałem w 2014 roku na festiwalu Solidarity of Arts w Polsce. Od słowa do słowa, dzisiaj można go usłyszeć w partii wokalnej na płycie "Afrodeezia".  To moja muzyka. Pokazuje kim dzisiaj jestem: muzykiem otwartym, zawsze czujnym, muzykiem, który swoją prawdziwą osobowość odkrył około 10 lat temu, ale który wciąż się rozwija. Jestem dumny z mojego młodego zespołu: Alexa Hana na saksofonie, Adama Agati’ego na gitarze, Bretta Williamsa na klawiszach i Louisa Cato na perkusji. Wokół nich poruszają się fantastyczni soliści z różnych krajów. Wkład ich wszystkich tworzy nową dynamikę mojej muzyki. Są tu brzmienia, których mogliście jeszcze nigdy nie słyszeć: instrumenty takie jak kora, gimbri, cała grupa perkusjonaliów.

Czy to zwiastun nowej tendencji?

Nadchodzi nowa era dla czarnoskórych Amerykanów. Coraz bardziej złożone testy DNA pozwalają nam stwierdzić, że nie pochodzimy z Północnej Karoliny, Virginii , czy w najlepszym razie z rejonu Morza Karaibskiego. Dzięki takim testom wiem na przykład, że mam przodków w Nigerii. Te połączenia są rzeczywiste – są w mojej krwi. "Afrodeezia" to najbardziej wierne odzwierciedlenie osoby, którą dziś jestem. Nowy repertuar sprawia, że nie ma różnicy między Marcusem Millerem w życiu codziennym, a muzykiem, którego oglądacie na scenie. A to zmienia wszystko - kwituje Mistrz.

Nam nie pozostaje nic innego jak tylko czekać na album i koncerty. Miller i jego kompani odwiedzą: 17 listopada Poznań a w kolejne dni: Warszawę, Katowice, Wrocław i Gdynię.

Piotr Iwicki

Autor dziękuję Karolinie Majewskiej z Universal Music Polska za pomoc.

mimi

Fot. Alex Han

Na zdjęciu: Autor artykułu z bohaterem jesiennej trasy koncertowej



17:51, jazz-gazeta
Link Dodaj komentarz »