PIOTR IWICKI - niezależny serwis muzyczny - jazz, fusion, blues, jazzrock, koncerty, newsy.
RSS
piątek, 29 lutego 2008
Nowy "Downbeat" a w nim...

 
Cover 0308
 
On Newsstands Now
   February 26, 2008
Greetings!

The March 2008 issue of DownBeat can be found on newsstands right now! This issue features organist Dr. Lonnie Smith on the cover, along with a tribute to Oscar Peterson and features on Eliane Elias and Otis Taylor. Throw in our Summer Jazz Camp Guide, and this is an issue not to be missed!
eNewsletter Sponsor
ECM_LLOYD CDCharles Lloyd Quartet
Rabo de Nube

Charles Lloyd's newly
revamped band features Jason Moran, Reuben Rogers and Eric Harland. Blisteringly up-tempo pieces and sensual ballads make up this exciting set recorded on tour last year. The great saxophonist celebrates his 70th birthday on March 15th.
Click Here to Buy
Dr. Lonnie Smith
'I'm Thinking To Touch You With That Music'
By Ted Panken

Lonnie SmithA not inconsequential component of Smith's popularity with emerging generations of listeners is his low-key, hard-earned and old-school showmanship. The term, however, makes him bristle. "When I get up there, you might see showmanship, but I'm not even thinking about it because I'm shy," Smith said. "But when I play, those things come out because I want people to feel loose and enjoy themselves. If you don't draw anybody, you're not coming back. We used to have dancers and comedians-a show. But young people don't know what we did to keep this music going.

"I have so much passion," he continued. "I had an algebra teacher who got real involved, and would shout, 'Yeah, that's it!' and start writing out the answer. That's how I feel when I'm playing, so enthused and so happy. I'm pleasing myself first, and you're next. The Hammond has such a warm sound-the feel of the earth, the sun, the moon, the water-and it matches so well with the Leslie. The horn that goes around inside the Leslie moves slow and fast-when you close the switch on it, it's like a nasal sound; when you open the switch, it's like the earth opened. Later, I'm out of breath, I don't want to talk, I don't want to do nothin', I just want to go home and relax. It's so pleasant, unless somebody pisses you off on the stage. Sure, sometimes people you play with don't match too good. But 99 percent of the time I'm having a ball."

Part of the fun comes is the trademark turban and "doctor" designation. Smith did not want to discuss these. But pressed on the issue, he mentioned that he turbaned-up during the Buffalo days, and that "'doctor' was given to me because I was doctoring up my music." He paused. "I know you were trying to get to it," he said, mildly amused. "You got it. 
{Read more from this issue}
Oscar Peterson
Wizard With 88 Keys
By John McDonough

Oscar PetersonThe older one gets, playwright Noël Coward observed late in life, the most painful prospect is not illness but the loss of one's friends.

Pianist and composer Oscar Peterson, who died Dec. 23, 2007, in his home in Mississauga, Ontario, west of Toronto, seemed to channel that thought. As early as 1982, at 56 and still at the height of his powers, he led a Pablo session with Milt Jackson called, rather fatalistically, Ain't But A Few Of Us Left. The "few" referred not just to that generation who had emerged after the war to bridge to span between swing and bebop-but more specifically a band of brothers within that generation that became associated with Jazz at the Philharmonic (JATP), Verve Records and its founder, Norman Granz. Through much of his career, Peterson stood at its epicenter.

As the anointed few became fewer, Peterson expressed what Coward had noted. He regularly paused in his later concerts to remember, often emotionally, the loss of Roy Eldridge, Ray Brown, Milt Jackson, Ella Fitzgerald and then in November 2001, Granz himself. In the end, Peterson almost outlived them all. Among the original band of JATP brothers, only Herb Ellis, Louie Bellson and Buddy DeFranco survive him (as does Les Paul, who departed before Peterson arrived). They were all embedded in his musical character, and parts of them lived in every exquisitely turned phrase he played.
{Read more from this issue}

22:10, jazz-gazeta
Link Dodaj komentarz »
A w Akwarce...
akwa3
21:57, jazz-gazeta
Link Dodaj komentarz »
Cztery razy Botti
Jest jedną z najjaśniejszych gwiazd smooth-jazzu. Dla jednych epigon Chata Bakera, tyle samo przystojny, co zmysłowy w grze na trąbce. Dla swingujących ortodoksów – kolejna gwiazda jazzowego biznesu. Jego płyty stają się bestsellerami, na koncerty walą tłumy a on sam nie kryje, że kocha Polskę. O tym, jak popularny jest nad Wisłą (nie tylko dzięki współpracy ze Stingiem) świadczy fakt, że trzeba było zorganizować dodatkowy koncert cyklu „Jazz Raz Po Raz” w Warszawie, tak wielu chętnych chce go posłuchać.
Wprost od Pana Michała
Papaya Dance podbija świat!
wtorek, 19 lutego 2008
MIKE PATTON & CHRISTIAN FENNESZ
29.02.2008 - Warszawa Klub Proxima
Dodatkowy koncert Bottiego!

Wiem, że mam wielu fanów w Polsce - mówi dla JazzGazety Chris Botti - widziałem to na koncertach, zarówno tych moich - autorskich, jak i wóczas, kiedy grałem ze Stingiem. Powiem wprost, fajnie reagujecie! - dodał

bo

W związku z ogromnym zainteresowaniem trasą Chrisa Botti zdecydowalismy się zorganizować jego dodatkowy, specjalny, nocny koncert. Impreza odbędzie sie 4 marca o godz. 22:30 w warszawskiej Filharmonii Narodowej. PARADAM - organizator koncertu.

 

15:11, jazz-gazeta
Link Dodaj komentarz »
Ciekawostki "newsowe" z Emarcy Records

http://www.emarcy.com/news.php

W zakładkach (Linkownia) prosty dostęp do strony głównej a tam aktualnie bardzo fajny videoclip. Jaki? Nie zdradzam.

14:54, jazz-gazeta
Link Dodaj komentarz »
Charles Lloyd „Sangam” ECM

sangam

Mówi się, że jest saksofonistą, który połączył w jedność nonkonformizm Johna Coltranea i rockową energię zapożyczoną wprost od Jimiego Hendriksa. Na pewno jak mało który z jazzmanów potrafi przekraczać stylistyczne granice, a album „Sangam” tego doskonałym dowodem.

Nagrany w czasie koncertu przed trzema laty, w trio z genialnym tablistą Zakirem Hussainem i multiinstrumentalistą, Ericem Harlanem album, to pochwała spontanicznej improwizacji, stylistycznego nieskrępowania i jazzowej witalności. Lider zdaje się mieć za nic jakiekolwiek granice formalne, bawi się tematami, które stają się pretekstem do nich a nie formalno-harmonicznym gorsetem. . W zasadzie kilka pierwszych chorusów solówek, mogłoby równie świetnie pełnić rolę tematów – szkieletu kompozycji. To co dostajemy, bardziej budowa linearna, gdzie muzyka rozwija się na naszych oczach (przepraszam – uszach), niż wariacyjna: temat – improwizacje – temat. Lloyd (rocznik 1938) sięga na scenie po rozmaite instrumenty, zarówno dęte (saksofony, flety), siada też za fortepianem, gra na basie, ludowym węgierskim instrumencie dętym tarogato, chwyta za perkusjonalia. I choć nie jest wirtuozem wielu z nich, to jak szaman wprowadza barwy, klimaty, zaczyna snuć dźwiękowe opowieści. Wtrąca jedna nutę, aby inni ją podchwycili i poszli jego ścieżką. Lloyd to jazzowy geniusz, który iskrę od Boga poparł studiami (absolwent University of Southern California). Trudno sobie wyobrazić lepsze połączenie, choć pewnie dla niektórych to mezalians.

Kimś kto odpowiada tutaj za szkielet, zachowani pozorów formy, jest Hussain, wirtuoz zaliczany do grona najwybitniejszych tablistów świata. Wirtuoz jak zwykle wielokrotnie zaprzecza, jakoby instrument ten był wyłącznie elementem świata perkusjonaliów. Wygrywane melodie („Tales Of Rumi”, „Gumans”), interwałowe dysonanse (patrz otwierający koncert „Dancing On One Foot”), zalążki tematów… Palce lizać. Trochę w cieniu dwóch mistrzów znalazł się Harland, jednak piękne intro do kompozycji tytułowej pokazuje, że również on wie jak z perkusji uczynić instrument równouprawniony do melodycznych. Inna sprawa, że również trudno zidentyfikować kiedy i na czym gra, bo w zasadzie z wyjątkiem instrumentów dętych i tabli, wszyscy grają na wszystkim co stało na scenie!

„Sangam” stylistycznie zawieszone jest między jazzem (nie stroniącym od free), world music, indyjska raggą a dźwiękami wpisanymi w psychodeliczny nurt rocka. Mnie najbardziej fascynują chwile, gdy lider, niedawny gość V Jesieni Jazzowej w Bielsku Białej, puszcza się w rejony totalnej improwizacji z podkładem dwóch perkusistów, a to co gra ma artystyczny ciężar tandemu John Coltrane - Elvin Jones. Grają jakby świata po za tymi dźwiękami nie było! Piękne.

14:37, jazz-gazeta
Link Dodaj komentarz »
Jazz Legends Vol 1, 2, 3, Michał Urbaniak

urba

To są nagrania z pierwszej połowy lat 80, dokonane w rożnym czasie - mówi dla JazzGazety Michał Urbaniak. Chodzi o materiał studyjny, ktry wydałem na dysku Vol. 1. Płyty koncertowe, wydaje mi się, że to rzecz jasna, ale dodam, że to zostało nagrane w 1986 roku. Nareszcie materiał może zobaczyć dzienne świało. ALe zdradze, już szykuję prawdziwa bombę. Poczekajcie! - dodał nasz mistrz poddający się aktualnie rechabilitacji po poważnym zabiegu ortopedycznym

A jakie są te płyty?

Irytujący okres fonograficznego milczenia przerwał Michał Urbaniak, jeden z naszych nielicznych jazzmanów wliczanych do światowego swingującego krwiobiegu. Liczące ponad dwie dekady archiwalia, to dla jazzfanów rarytas zwłaszcza dla rodzimych jazzfanów,  dokumentacja z czasów, kiedy Urbaniak nad Wisła się nie pojawiał.

To wówczas z prasowych doniesień dowiadywaliśmy się, że nasz skrzypek, saksofonista i kompozytor występuje z towarzyszeniem najwybitniejszych postaci jazzu, w dodatku w miejscach, które uznaje się za kultowe. Dzisiaj za sprawą dysku „Jazz Legends Vol. 1” możemy posłuchać Urbaniaka który wraz z pianistą Kennym Barronem, perkusistą Royem Haynesem, gitarzystą Tedem Dunbarem i kontrabasistą Busterem Williamsem (cał czwórka to giganci jazzowej sceny), kreują piękne interpretacje m.in. Shorterowskiego „House of Jade” i „Yeah” Horace’a Silvera. W ośmiu kompozycjach (w tym trzy autorstwa naszego rodaka) wykonanych przez kwintet, dostajemy próbkę wiolinistycznej sztuki Urbaniaka, która w sposób jasny pokazuje, dlaczego muzyk zaliczany jest do grona najwybitniejszych speców tego instrumentów w historii jazzu.

Jeszcze lepiej wypada nasz jazzowy internacjonał na dwóch kolejnych albumach „Jazz Legends” (Vol.2 i Vol. 3) dopełnionych podtytułami: „Friday Night At The Village Vanguard” i „Satrurday Night At The Village Vanguard”. Dotykamy tutaj koncepcji kwartetu, w którym skrzypce zdają się zajmować miejsce typowe dla saksofonu, lecz to kompletnie nie dziwi, skoro weźmiemy pod uwagę fakt, iż Urbaniak jako wybitny saksofonista, tylko z racji na zalecenia lekarzy ograniczył (zawiesił wręcz na pewien czas) sięganie po tenor. Melodyjność i śpiewność jego improwizacji w oprawie mistrzowskiej sekcji rytmicznej Lenny White (bębny) i Ron Carter (kontrabas), dopełnionej przez pianistę Mike’a Gerbera, zwłaszcza w tak wyrafinowanych standardach jak „A Child Us Born” (Jones/Lewis) czy kanonie gatunku (m.in. „Sister Sadie”, „Softly As In A Morning Sunrise”, „Stella By Starlight”) zachwycają. Urbaniak zawsze pojmowany był jako Dzisiaj z perspektywy elektrycznych dokonań Urbaniaka z pogranicza jazzu, fusion i hip-hopu, mamy wielki szacunek dla skrzypka, zwłaszcza w kontekście niekwestionowanej roli prekursora nurtu fusion formatu światowego. Kontakt z trzema płytami „Jazz Legends” skutkuje rozterką, czy aby bez oprawy elektroniki nasz jazzman nie wypada jeszcze lepiej! Jak by tego było mało, niebawem przed jazzfanami jeszcze większa zagwozdka. Autorska wytwórnia UBX naszego skrzypka, wyda serię „Fusion Legends”, gdzie w zespołach Urbaniaka posłuchamy m.in. Marcusa Millera, Omara Hakima, Victora Bailey, Steve’a Gadda, Larry Coryella, Johna Abercrombie, Herbie Hancock, Tootsa Thielmansa i nieodżałowanego Kenny Kirkland.

Jak widać, słowo „legends” w tytułach serii użyto w sposób w pełni uprawniony. Albumz s,a dostępne pojedynczo jak i w trzypłytowym boxie.

Piotr Iwicki

Michał Urbaniak „Jazz Legends” Vol.1, 2, 3. UBX

 

14:29, jazz-gazeta
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 lutego 2008
The Yellowjackets w Akwarium !!!
Istnieją już ponad 30 lat i ciągle są jedną z najważniejszych grup nowoczesnego jazzu. Słynny kwartet The Yellowjackets zagra w środę w Jazz Clubie Akwarium.
piątek, 15 lutego 2008
Może coś z wytwórni Ryko...
A little something different for you this Valentine's Day
Rykodisc presents:

CUPID IS STUPID

A Valentine for the rest of us

(Featuring 3 of the most heartachin' tunes on the current Ryko rotation)
Finally, a soundtrack that understands.


12:28, jazz-gazeta
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 lutego 2008
Pat znowu szachuje - Pat Metheny
Specjalnie dla JazzGazety o "Day Trip"
SBB „Complet Tapes 1974” Metal Mind Productions

1974

Uwaga! Rzecz kultowa, czyli rejestracja legendarnego koncertu SBB w klubie Stodoła. Tutaj w specjalnej limitowanej edycji, zawierającej nie tylko kompozycje wykonane 19 kwietnia 1974 roku z genialnym „Wicher w polu dmie”, ale również dodane w formie bonusa, nagrane dzień wcześniej. Łącznie nowości mamy tutaj blisko pół godziny, składają się na nie utwory, których trio nie zagrało 19 kwietnia („Figo-Fago” „Rock For Mack”) oraz „I Nead You Baby” oraz „Zostało we mnie”. Dwa ostatnie SBB zagrał na obu koncertach, przez co mamy rzadką możliwość porównania jak grupa budowała formę utworów spontanicznie na scenie, jak różne są improwizacje i jak odmienne zwroty akcji. Kto zna pierwotną wersję albumu, ten wie, że Józef Skrzek (śpiew, piano elektryczne, syntezatory, gitara basowa, harmonijka) Jerzy Piotrowski (bębny) i Apostolis Anthymos (gitara) prezentowali poziom światowy a muzyka łącząca w jedność jazz i rocka, była tyle samo bezkompromisowa co efektowna, gdy trzeba pełna tajemnic, zwieszeń. Dwupłytowy album dopełnia wkładka z interesującym opisem pierwszych lata funkcjonowania grupy. Dowiadujemy się m.in. o obawach muzyków wynikających z rezygnacji ze współpracy z Czesławem Niemenem. Dzisiaj, słuchając tych koncertowych nagrań, nie sposób przyznać, że odważny krok muzyków zaprocentował jednym z najlepszych zjawisk na naszej rockowej scenie.

21:33, jazz-gazeta
Link Dodaj komentarz »
Zbigniew Wegehaupt "TOTA"
Tytuł tego albumu to rzecz bardzo dla mnie mistyczna, osobista i zmysłowa, nawet nie chcę tego tłumaczyć…

Powiedział dla Jazzgazety „Wege”. Jedno jest pewne, to świetny album, ale nie dla żółtodziobów.

 Uwaga! To radykalna i bezkompromisowa płyta jazzowa, muzyczna propozycja adresowana zdecydowanie do zdeklarowanych jazzfanów, omijająca rafy uproszczeń czy typowego dla wszelkich nurtów smooth, mizdrzenia do słuchacza. Męski jazz, od strony kompozytorskiej w pełni autorstwa naszego znakomitego kontrabasisty, ikony rodzimego jazzu Zbigniewa Wegehaupta, niesie ze sobą siłę formacji McCoy Tynera, swobodę harmoniczną a la Wayne Shorter i (z racji na charakterystyczna barwę trąbki Jerzego Małka) klimat powściągliwych ballad Milesa Davisa (piękny „Fryc”) oraz balansujących między jazzem a muzyką poważną eksperymentów Wyntona Marsalisa. W kwartecie odnajdujemy Marcina Maseckiego, którego pianistyka daleko wykracza po za kanon jazzu, raz wchodząc w neoromantyzm kiedy indziej w rejony muzyki współczesnej. Formację na bębnach dopełnia Ziv Ravitz, muzyk nie wychodzi po za kanon współczesnej jazzowej sztuki perkusyjnej. Ot, godnie wykonuje rolę członka sekcji rytmicznej na czele której stoi lider.

„Tota” to album w solowym dorobku Wegehaupta trzeci i zdecydowanie najlepszy. Pięknie wpisuje się w najbardziej twórczy nurt współczesnego jazzu, w którym granice między tym co jest jazzem „z krwi i kości” a muzyką współczesną (wszelką ) zacierają się. To bardzo osobisty krążek, w którym jak w lustrze przegląda się całość jazzowych dokonań popularnego „Wegi”. To również jeden z najciekawszych i najbardziej artystycznych z polskich jazzowych albumów tej dekady.

tota

 

Zbigniew Wegehaupt „Tota” Polskie Radio

21:31, jazz-gazeta
Link Dodaj komentarz »
Trzy koncerty Agi Zaryan w Akwarium Jazzarium
21, 22 i 23 lutego, o godz. 21.00 w klubie Akwarium Jazzarium w Złotych Tarasach przy ul. Złotej 59 w Warszawie odbędą się koncerty Agi Zaryan, autorki multiplatynowego albumu „Picking Up The Pieces" oraz dwóch Złotych Płyt: „My Lullaby" i „Umiera Piękno
Theo Jorgensmann & Oleś’ Brothers „Alchemia”
O naszych w All About Jazz...
Bielska Zadymka Jazzowa 2008
Super festiwal w Bielsku-Białej, czyli kolejna szansa posłuchać starych dobrych znajomych z Warszawy: SFJAzz Collective, Wayne Shortera i Rebekki Bakken... Mój typ: SFJazz Collective. Tym razem z Douglasem i Lovano w składzie zagrają program oparty na muzyce Wayne'a Shortera. Kto słyszał band w Warszawie, ten wie, że posłuchać trzeba koniecznie. O Shorterze nawet nie warto pisać, że to jazzda obowiązkowa.
wtorek, 12 lutego 2008
jbbg [Jazz Big Band Graz]
„Electric Poetry & Lo-Fi Cookies”
 
1 , 2