PIOTR IWICKI - niezależny serwis muzyczny - jazz, fusion, blues, jazzrock, koncerty, newsy.
RSS
środa, 27 stycznia 2016
Przyjaźń bywa szorstka - Paweł Kaczmarczyk
Paweł Kaczmarczyk w wywiadzie dla "Gazety Polskiej Codziennie" opowiada o naszej jazzowej scenie, własnym pomyśle na jazz i ...nie tylko...
Śpiewanie jak mgła - Stacey Kent - Tenderly

 

 

tender

Jest tak ulotna i delikatna jak jej głos. Jednak nie przeszkadza to jej wyjść na scenę w pięknej, tiulowej sukience do której przywdzieje punkowe glany. Stacey Kent, jedna z najwybitniejszych wokalistek jazzowych naszych czasów, właśnie wydała album "Tenderly". Piękny, nastrojowy, nie nachalny.

Artystka posiada niepowtarzalny głos, a charakterystyczny sposób prostych interpretacji bez zbędnych zawijasów czy wodospadów lejących się na słuchacza nut, to jej markowy znak. Liczne koncerty i płyty często pozbawione są wsparcia perkusji, co czyni ostateczny efekt bardzo kameralnym. To trochę jakby w kąciku naszego mieszkania usiadła w puszystym fotelu wokalistka, która nie chce nam wykrzyczeć a raczej wyszeptać do ucha to, co każdy mężczyzna chciałby usłyszeć od swojej wybranki (i vice versa). 

Ale ten styl wolny od gromkiego forte, za to bogaty w pięknie lejące się nutki, ma tyle samo fanów ilu krytyków. A to już jest coś! Stacey Kent nie pozwala przejść nad swoim śpiewem obojętnie. "Jej głos jest miękki, nieskazitelny i klarowny jak nigdy dotąd a ona sam przekonującą i ujmująca" - napisał entuzjastycznie w "The Guardian", Dave Gelly. Tego entuzjazmu nie podziela "The Times", który piórem Chrisa Pearsona oznajmia:

"Spotkanie z gitarzystą Roberto Menescalem, współtwórcą bossa-novy, procentuje dwunastoma utworami niemal wyszeptanymi, jednak mało oryginalnymi, wręcz kalkami stylu". Minusem ma tu być zbyt kurczowe trzymanie formuły wypracowanej przez Stana Getza i Joao Gilberto. Ale czy to wada równać do najlepszych, ikon stylu? Nie zgodzę się z Pearsonem, bowiem choć album ma w sobie sporą dozę latynoskich klimatów, to nie jest to płyta stricte bossova. To bardziej balladowe ujecie jazzu w jego soczystości i kameralności niż wejście do świata synkop i gorących rytmów. Jak widać, coś co jednych zachwyca, innych mierzi. Ale formuła interpretacji Stacey Kent zawsze była (i jest) oparta na bardzo zmysłowym, właśnie takim niemal wyszeptywanym interpretowaniu ballad bądź klasycznych swingujących tematów. I to sprawiło, że ma bardzo wielu fanów, którzy po całodniowym zagonieniu uwielbiają sobie puścić jej krążek w domu. Ot dla wyciszenia, zbudowania klimatu nadchodzącego zmierzchu.

kj

Bezdyskusyjnie ktoś, komu album przypadł do gustu jest Dionizy Piątkowski, człowiek, który już niejednokrotnie sprowadzał artystkę do Polski:

- I tym razem Stacey Kent nie zaskakuje słuchaczy – jest najdoskonalsza w swej charakterystycznej, muzycznej pozie i  choć  wokalistka unika forsownych skojarzeń z bossa-novą, to „Tenderly jest – tak sądzę - jej niezwykle ważnym nagraniem. Amerykańska wokalistka nie siląc  się na oryginalność, z dużą dozą jazzowej nostalgii śpiewa standardy a wtórujące jej trio: Roberto Menescal- gitara, Jeremy Brown—kontrabas oraz asystujący prawie każdemu nagraniu Stacey, saksofonista Jim Tomlinson (prywatnie jej życiowy partner) tworzą niezwykle ciekawe brzmienie i spójny nastrój całego albumu - dodaje producent.

Można powiedzieć, że to muzyka zbudowana z wzajemnej miłości i jednakowego odczuwania jazzu. Stacey Kent swojego męża i saksofonistę "w jednym" czyli Jima Tomlinsona poznała w Anglii. Współpraca z błyskotliwym i zdolnym muzykiem  zaowocowała  nagraniem wspólnie wielu płyt. Jej pierwszy album, „Close Your Eyes” ukazał się w 1997 roku. Pojawiała się gościnnie na płytach Tomlisona – ostatnio na płycie “The Lyric” (2005), która otrzymała nagrodę “Album of the Year” 2006 na BBC Jazz Awards. „Tenderly” to dziesiąty album studyjny w dorobku Stacey Kent.

"A vida é a arte do encontro, embora haja tanto desencontro pela vida" - życie jest sztuką spotkania ale też jest wiele w nim rozbieżności, cytuje Vinicius de Moraes, mistrza bossa-novy artystka w materiale promującym album.

"Kolejna płyta, przy której zwyczajnie można usiąść i zrelaksować się", napisał spontanicznie jeden z fanów Stacey Kent w internetowym komentarzy płyty, a ktoś inny skwitował, że jest tak nudna, że chyba odda ją na cele dobroczynne. Z tym ostatni się zdecydowanie nie zgadzam.

Piotr Iwicki - Gazeta Polska Codziennie



10:24, jazz-gazeta
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 stycznia 2016
Ojciec wielu mistrzów
Autor ponad 50 płyt i blisko setki kompozycji wykonywanych na całym świecie, w dodatku obsypany licznymi nagrodami i tytułami z fonograficznymi Fryderykami włącznie, to postać idealnie skrojona na okładki magazynów, wymarzony temat celebryckich dyskusji. Nic z tego, 82-letni profesor Marian Borkowski, kompozytor światowego formatu od lat oddany jest artystycznemu sacrum a jego album "Solo works" to kolejny pewniak w tegorocznych rozdaniach Fryderyków.
sobota, 16 stycznia 2016
Piękno zrodzone w bólu - Lari Lu dla Gazety Polskiej Codziennie
Jest jednym z najbardziej interesujących głosów naszej muzycznej sceny. Niezależna, odkrywcza i szukająca bezustannie swojej ścieżki, jak nit inny dotąd w Polsce, poszła śladami sonorystycznych eksperymentów Björk, wielopłaszczyznowych zabaw z dźwiękami jak u Laurie Anderson. Jednak nigdy nie wyszła z ram komunikatywności niezależnego, elektrycznego popu. Proszę Państwa, oto Lari Lu!
piątek, 15 stycznia 2016
Grammy 2016 - pierwsi laureaci
"- Każdego roku Akademia ma przywilej i honor przyznania nagrody tym, którzy mieli wielki wkład w nasz muzyczny przemysł, dziedzictwo kulturalne - powiedział Neil Portnow prezydent The Recording Academy. Wpływ nagrodzonych w tym roku artystów, producentów jest niepodważalny. Od lat wpływali na kształt branży i jeszcze długo ich dzieło ten wpływ będzie nadal wywierać" - Piotr Iwicki - Gazeta Polska Codziennie
wtorek, 12 stycznia 2016
Bo wie to David - Piotr Iwicki - Gazeta Polska Codziennie
"- Stałem na scenie i zadawałem sobie pytanie, co wy tu robicie, po co przyszliście na mój koncert, powinniście iść na Phila Collinsa! Z czasem okazał się, że to sam sobie powinienem zadać pytanie; co ja tu robię?" David Bowie
niedziela, 10 stycznia 2016
Pograjmy na poważnie

str

Polska muzyka klasyczną stoi. Znakomite występy artystów na wszystkich kontynentach, płyty trafiające na półki w magazynach płytowych od USA pod Japonię, nazwiska trafiające do zestawień najbardziej wpływowych rankingów i laurów, z Grammy włącznie, to spektakularna demonstracja, że obok jazzu, właśnie muzyką poważną odciskamy polski ślad w świecie.

 

Choć radiowe playlisty, agresywna reklama w tzw. dobrych sklepach muzycznych oraz celebrycka obecność w telewizjach śniadaniowych czy na okładkach magazynów tak śliskich od płytkiego wazeliniarstwa jak ich lakierowane okładki, budują całkiem inny obraz naszego muzycznego biznesu, to najlepszym recenzentem jest i tak obecność w zestawieniach odtworzeń przesyłanych z zagranicy do organizacji tzw. zbiorowego zarządzania (czyli tantiemy dla artystów za puszczanie ich muzyki np. w radiu). Ot, nie wozi się drzewa do lasu, nasze gwiazdy popu i rocka, w większości wtórne do zachodnich oryginałów i wartościowe jak demoludowe podróbki coli, nie mają co szukać na falach eteru brytyjskich czy amerykańskich rozgłośni. Za to jazz, muzyka filmowa czy folk w konwencji world-music (vide np. Kapela ze wsi Warszawa, jazzowo-ludowe twórcze wycieczki Anny Marii Jopek czy multikulturowa estetyka Marii Pomianowskiej)  podobnie jak muzyka kolokwialnie nazywana "poważką", stają się ambasadorem naszej muzycznej kultury. Znamiennie brzmią tutaj słowa Czesława Niemena, które usłyszałem od niego w warszawskim klubie Stodoła w luźnej rozmowie o kondycji naszego muzycznego profanum:

- Oni nie szukają siebie, nie chcą grać siebie, oni robią wyścigi kto jest bardziej podobny do Anglików. Kto szybciej gra na gitarze i ma dziwniejsze spodnie. To co potem grają, jak grają, jak śpiewają, to nic jest. Szkoda włączać radio, prądu szkoda.

Wyspy piękna

Na szczęście są tacy, którzy równają do najlepszych, często wskakując na artystyczny muzyczny Olimp. Płyty, które ostatnio trafiły do rąk melomanów, to tyle samo radość dla ucha, co przykład, że na morzu nijakości trafiają się wyspy piękna.

temper

Gruppo di Tempera - powstała w 2007 roku i skupia czołowych muzyków-wirtuozów, od lat współpracujących ze sobą w rozmaitych formacjach kameralnych i orkiestrowych. Posiadając tak znakomity warsztat i doświadczenie, zmierzyli się wykonawczo z kameralną muzyką francuską. Agata Igras-Sawicka – flet; Sebastian Aleksandrowicz – obój; Adrian Janda – klarnet; Artur Kasperek – fagot; Tomasz Bińkowski – waltornia oraz Agnieszka Kopacka-Aleksandrowicz – fortepian na wydanym właśnie albumie porywająco interpretują dzieła Jacquesa Iberta, Dariusa Milhaud, Jana Françaixa a swoistym echem z przeszłości dla wielu czytelników będzie "Sekstet na flet, obój, klarnet, waltornię, fagot i fortepian" Francisa Poulenca. Kto pamięta legendarne czwartkowe spektakle telewizyjnej Kobry, ten świetnie rozpozna w pierwszym temacie znajome dźwięki. Choć zarejestrowane przez Gruppo di Tempera kompozycje to klasyka XX wieku, dzisiaj brzmi ona komunikatywnie a nazwiska Milhaud czy Ibert kompletnie nie odstraszają nawet mało obytych słuchaczy. Tak zwykle jest, gdy trudne dzieło trafia na wybornego wykonawcę.

skriab

Podobnie dzieje się w wypadku muzyki Aleksandra Skriabina, która pod palcami znakomitego pianisty Wojciecha Majewskiego, przemawia do nas pięknem tego, co Skriabin nam dał (dzisiaj przez wielu uznawany za najwybitniejszego kontynuatora romantycznego nurtu wynikającego wprost ze sztuki Fryderyka Chopina). Płyta artysty swobodnie poruszającego się po klasyce, jazzie i poetyckich klimatach, jest w całości poświęcona muzyce wielkiego rosyjskiego kompozytora. 34 miniatury m.in.: preludia, mazurki, etiudy, poematy, w chronologicznym układzie utworów - od dziecięcego „Kanonu”(1883) aż do ostatnich „5 Preludiów op.74” z 1914 roku - to zarówno znakomity przykład ewolucji stylu Skriabina ale i możliwość pokazani kunsztu przez solistę a pianistyka Skriabina to Himalaje wirtuozerii. Majewski pokazuje tutaj zarówno rewelacyjny warsztat jak również mentalną dojrzałość na miarę (niegdyś) wykraczających daleko za percepcję zwykłego melomana kompozycji. Pod palcami Majewskiego, Skriabin nie taki straszny, a i piękny!

Piąty element

Zwolennicy przekraczania granic zakochają się w albumie Atom String Quartet i Cezariusza Gadziny (nasz mieszkający w Brukseli wirtuoz saksofonów, światowego formatu) - "The Fifth Element". To coś jak bardziej wyrafinowany Jan Garbarek czy saksofonowy jazz ubrany w natchnione klasyczne instrumentacje. Tutaj światy się przenikają i nie widać stylistycznego szwu. Nastrojowa "Daraja" podobnie jak "Daily Sax", to kompozycje, które gdyby wydawnictwo miało amerykańską dystrybucje, bez wątpienia gościłyby wśród potencjalnych nominantów do Grammy. Podobnie jak cały album, bo to światowe granie jest!

fifth

Znamienne, że gdy do łączenia estetyk i konwencji zabierają się muzycy wszechstronni, a dodatkowo posiadający ugruntowany w uczelniach warsztat, to efekty są zazwyczaj porywające. Tak dzieje sie u Krzesimira Dębskiego na albumie wydanym przez Agencję Muzyczną Polskiego Radia, gdzie odnajdujemy trzy jego ciekawe kompozycje: Koncert skrzypcowy nr 3 (solista Łukaszem Błaszczyk); “Stories” na kontrabas i orkiestrę (tu Adamem Bogackim) oraz istne pomieszanie z poplątaniem - „Wariacje na temat K. Dębskiego”. Wszystko zostało nagrane efektowanie z towarzyszeniem Polskiej Orkiestry Radiowej pod dyrekcją kompozytora. Oblicze tego kompozytora, całkiem odmienne od stricte jazzowego czy twórcy muzyki filmowej, jest wielce intrygujące. Aż chce się krzyknąć: więcej!

krzes

Na koniec zostawiłem album, którym pozornie nie powinien stać się hitem. No bo chyba tylko Verdi, Faure, Bach i Mozart mogli budować swoją pozycję na fraza żałobnych. A tu proszę!

kwadro

Zespół Kwadrofonik wraz z śpiewającym Adamem Śtrugiem, sięgnęli po teksty pieśni pogrzebowych z XIX-wiecznego śpiewnika pelplińskiego, doprawili to elektronicznymi sztuczkami łącząc świat muzyki ludowej, tradycyjnej kościelnej z wszystkim, co atrakcyjne w muzyce współczesnej. "Requiem Ludowe - Kwadrofonik, Adam Strug" - płyta niby skazana na niszowość, stała się nie tylko hitem trafiającym do rąk odbiorcy  zakochanego w pięknie, poszukiwaniu i świeżości, również podbiła zestawienia krytyków. Dla mnie absolutny hit ostatnich miesięcy.

Zaręczam, sięgnijcie po opisane tutaj płyty. Raz, że są znakomite. Dwa, że wszystkie mają to coś tak istotnego: Dobre, Bo Polskie!

Piotr Iwicki - Gazeta Polska Codziennie - 9/10 stycznia 2016



15:56, jazz-gazeta
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 stycznia 2016
Unforgettable Natalie
To dzięki Natalie Cole i jej ojcu, wielkiemu Nat King Cole'owi, słowo Unforgettable - niezapomniany, stało się muzyczna marką. Kiedy cały świat radował się z nadejścia 2016 i żegnał odchodzący 2015 rok, z dala od reflektorów odeszła od nas w wieku 65 lat na zawał serca Natalie Cole.
niedziela, 03 stycznia 2016
Nowy Roku Prosimy Kulturalnie
... czyli Leszek Możdżer, Aga Zaryan, Włodek Pawlik, Krzesimir Debski, Dionizy Piątkowski, John Porter, Milo Kurtis, Hubert Zadrożny, Apostolis Anthimos, Marek "Prezes" Laskowski - o kulturze na nowy 2016 rok Piotr Iwicki - Gazeta Polska Codziennie - 2 I 2016