PIOTR IWICKI - niezależny serwis muzyczny - jazz, fusion, blues, jazzrock, koncerty, newsy.
RSS
poniedziałek, 19 września 2016
Krzysztof Komeda - Litania
 
Obrazek Komeda w Polskim Radiu vol. 7 - Litania

Komeda w Polskim Radiu vol. 7 - Litania


nr kat. PRCD 1939
Data Premiery: 16.09.2016 r.
Dostępność Dostępny
Cena: 26,99 zł
 
Dodaj do:
 

Oddajemy państwu siódmą i ostatnią płytę z serii Krzysztof Komeda w Polskim Radiu. Nagrania, jak w poprzednich edycjach zarejestrowane zostały w studiach PR oraz podczas festiwalu Jazz Jamboree. Płytę rozpoczyna przepiękna zaledwie trzyminutowa kompozycja tytułowa „Litania”. Przepiękna i nie dość znana jak by się wydawało. Następne dwa utwory mają jeden tytuł „Night Time, Day Time Requiem” różni je roczna odległość czasowa nagrania oraz skład muzyków zespołu Komedy. Niezwykle ciekawe.

 
Worldwide shipping!!!
 
 
 
 Lista utworów     
  01 Litania   listen 00:03:45    
  02 Night time, Day time requiem   listen 00:26:40    
  03 Night time, Day time requiem   listen 00:27:45    



12:10, jazz-gazeta
Link Dodaj komentarz »
Ze znakiem jakości JazzGazety...

prog

12:08, jazz-gazeta
Link Dodaj komentarz »
Bydgosz Jazz Festival czyli nie tylko The Yellowjackets

14 BYDGOSZCZ JAZZ FESTIVAL

Stowarzyszenie Artystyczne Eljazz, Miasto Bydgoszcz, Samorząd Województwa Kujawsko-Pomorskiego oraz Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego już po raz 14 mają zaszczyt zaprosić Państwa na Bydgoszcz Jazz Festival. Tegoroczna edycja odbędzie się w dniach 16 października do 12 listopada 2016 r. W programie znajdą się wykonawcy o zróżnicowanej stylistyce od jazzu akustycznego przez fusion po muzykę elektroniczną włącznie. Światowe gwiazdy: Bob Mintzer z Yellowjackets i Alfredo Rodriguez, otworzą festiwal, a koncerty odbędą się w Operze Nova w Bydgoszczy. Cykl koncertów klubowych rozpocznie wybitny saksofonista Dave Liebman z zespołem Vein.
W ramach festiwalu w Teatrze Polskim odbędą się Zaduszki Jazzowe, na których wystąpią dwa zespoły: Ethnojazz Krzysztofa Kobylińskiego i L.A.Trio z którym zagra brytyjski harmonijkarz Julian Jackson.
Festiwal zamknie premierowy koncert w Filharmonii Pomorskiej z muzyką Krzysztofa Komedy w bogatej instrumentacji , wykonany przez Eljazz Big Band i Capellę Bydgostiensis.
Po wszystkich koncertach festiwalowych odbędą się Jam Session w klubie Eljazz.

Koncerty festiwalowe odbywać się będą w siedmiu kategoriach artystycznych:

  • ·      ŚWIATOWE KONCERTY GWIAZD
  • ·      MŁODZI NA START
  • ·      KONCERT  MUZYKI KAMERALNEJ
  • ·      ZADUSZKI JAZZOWE
  • ·      ŚWIATOWE PREMIERY
  • ·      JAM SESSION
  • ·      SZTUKI WIZUALNE

Bilety w cenie od 10 do 85 zł – szczegóły na www://bydgoszczjazzfestival.com.pl

Zapraszam do Bydgoszczy!

DYREKTOR ARTYSTYCZNY

Józef Eliasz

el

12:07, jazz-gazeta
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 czerwca 2016
Letni urodzaj płyt

MUZYKA\Nowości płytowe od jazzu po rocka

Letni urodzaj płyt

Wydawcy dbają skrupulatnie o to, aby we właściwym momencie na sklepowe półki, trafiły stosowne płyty. Lato to nie jest czas na eksperymenty, to okres wytchnienia i relaksu. Do głosu dochodzą albumy z góry skazane na sukces. Ot, takie wakacyjne pewniaki.

sim san mcc gog giej

Santana u źródeł

„Santana IV" to pierwszy od 45-ciu lat album nagrany przez muzyków znanych z pierwotnego skłądu formacji Santana. Oczywiście na czele stoi legenda gitary Carlos Santana. To on razem z  Greggiem Roliesem (instrumenty klawiszowe i śpiew), Nealem Schonem (gitary), perkusjonistą Michaelem Carabello i specem od bębnów - Michaelem Schrievem w 1971 roku dali swiatu słynny album "Santana III". Najnowszy to zbiór premierowych kompozycji pełnych energii zapamiętanej z czasów świetności grupy. Ale na tym się nie kończy, bo do klasycznego składu Santany dołączyli tu muzycy, którzy obecnie towarzyszą liderowi zespołu czyli Karl Perazzo (instrumenty perkusyjne), Benny Rietveld (bas) oraz legendarny wokalista Ronald Isley. Jak mówią autorzy albumu, ta Idea ponownej współpracy narodziła się w głowie Neal'a Schon'a już kilka lat temu, kiedy to zaproponował Carlosowi Santanie ponowne spotkanie w studiu nagraniowym. Santana od razu podchwycił pomysł ale doszedł do wniosku, że najlepiej byłoby zorganizować coś na kształt reaktywacji klasycznego składu. Efekt jest taki, że mamy na płycie to, co w Santanie kochamy najbardziej: afrykańsko-latynoskie rytmy, przejmujące wokale, elektryzująco bluesowo-psychodeliczne solówki gitarowe, perkusyjny czad oraz – co najważniejsze -  urzekające, chwytliwe melodie, które na długo pozostaną w pamięci słuchacza. - Wydaje mi się, że dziś rozumiemy się z Carlosem lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Napędzamy się niesamowicie podczas wspólnego grania - wychodzą nam spod palców rzeczy bardzo agresywne, ale i melodyjne, w pewien sposób poetyckie. Generalnie prowadzimy bardzo klimatyczny dialog gitarowy – kwituje wszystko Schon. A efekt? Album przebojem wszedł na listy bestsellerów. Zasłużenie.

 

Skaldowie a la Gogolewski 

Kiedy zaczynałem pisanie o najnowszym albumie jazzowego trio Wojciecha Gogolewskiego „Medytacje wiejskiego listonosza jazzowego”, stwierdziłem, że nic nie odda duszy tej płyt jak słowa lidera zawarte we wkładce. „ Drodzy Skaldowie! Miałem wtedy jakieś szesnaście lat i lekki przesyt Mozartem, Bachem czy Beethovenem. Właśnie kończyły się wakacje − które jak zwykle spędziłem z wędką na ukochanym Pomorzu − a to oznaczało, że nieuchronnie zbliża się dzień, kiedy trzeba będzie wrócić do ćwiczenia fug i pasaży. Stojąc po kostki w grząskim błocie, z kijem w ręku i lodem w sercu, myślałem o kolejnych miesiącach żmudnych ćwiczeń. I wtedy – z charczącego tranzystora − usłyszałem TO. "Cała jesteś w skowronkach" Skaldów. B-moll w pierwszym takcie skojarzony z H-dur w drugim, a potem refren w D-dur… Po paru godzinach morderczej podróży pociągiem wróciłem do domu. Nareszcie. Rzuciłem plecak i wędki na podłogę, usiadłem do instrumentu i zacząłem grać. Miałem szesnaście lat… i właśnie zdałem sobie sprawę, że muzyka jest moim życiem. Dzięki Wam, Skaldowie - Wojciech Gogolewski, pianista, kompozytor.” Ja tylko dodam, że towarzyszą mu tutaj Paweł Pańta (bas elektryczny) i mistrz perkusji – Adam Lewandowski. Prawdziwe przeboje Andrzeja Zielińskiego nabierają tutaj swingujących rumieńców a płyta choć stricte jazzowa, adresowana jest nawet do tych, którzy od jazzu programowo stronią.  Dla mnie natomiast istotny jest fakt, że muzyka Skaldów jest ciągle żywa. Inspiruje, powraca echem w czyimś nowym dziele. A to dowodzi, że wpisana jest  już nasz muzyczny kanon. Ol tym, że piękna, nie trzeba dodawać. Życie i historia nakleiły na niej etykietę: ponadczasowe.

 

Szczęśliwa trzynastka

Wierzyć się nie chce, że to już trzynasty solowy album artysty wpisanego w kanon muzyki współpracą Artem Garfunkelem oraz legendarnym albumem solowym „Graceland”. Jak zwykle u Simona bywa, muzyka jest porywająca a jej aranżacja bogata. „Stranger to Stranger” ukazuje niepodważalną wirtuozerię lidera jako wokalisty i kompozytora w zupełnie nowym świetle. Album—następca dobrze przyjętego przez fanów „So Beautiful or So What” z 2011 roku—otwiera drogę do zupełnie nowego, wspaniałego, muzycznego świata, który rzuca wyzwanie słuchaczom, igrając z ich oczekiwaniami wobec muzyki Paula Simona tak samo, jak ponad 30 lat temu robił to słynny „Graceland”.

- Chodziło nam o to, żeby stworzyć coś dobrze znanego w zupełnie nowy sposób, nagrać muzykę, która zabrzmi zarazem staromodnie i nowocześnie. Muzykę, która ma w sobie jakąś tajemnicę  – zdradza Simon. Ale to co jednych urzeka, innych razi. Wspomniany przepych aranżacyjny – jak twierdzą krytycy, ma przesłonić słabość samych kompozycji. Ale najlepiej kwituje sam sprawca zamieszania: - Brzmienie jest tematem przewodnim tego albumu, ale także każdej piosenki, która się na nim znajduje. Będę szczęśliwy, jeśli ludzie dobrze odczytają moje intencje. Dobra piosenka wydana w odpowiednich dla siebie czasach może stanowić inspirację nawet dla kilku pokoleń fanów. Piękne brzmienie – cóż… ono jest wieczne.”. Czy brzmi to nieskromnie? Pewnie tak, ale człowiekowi wpisanemu w kanon muzyki wszystko wolno. No, może prawie wszystko. Reasumujące, świetna płyta na lato.

 

Wycieczka z McCartneym

Wsiadamy do wehikułu czasu i zapinamy pasy. Za sterami sam Paul McCartney, który zabiera nas w podróż po czasoprzestrzeni swojej muzycznej solowej aktywności. Z głośników mówi do nas sam pilot:

- Ja i moja ekipa wpadliśmy na pomysł, by stworzyć kolekcję moich nagrań nie mając nic innego na myśli jak wydanie czegoś, co się fajnie słucha. Możliwe, że kompilacja będzie cieszyć słuchaczy w trakcie długiej przejażdżki samochodem albo wieczorem w czasie domowej prywatki. Zastanowiliśmy się więc wszyscy razem i wzięliśmy się za te różnorodne playlisty obejmujące wszystkie długie i kręte okresy mojej kariery – tłumaczy McCartney.

I tak dokładnie się dzieje. Album ma dwie wersje: dwu i czteropłytową (jest też inkarnacja winylowa). W tej maksymalnej dostajemy 67 utworów, które powstały po rozpadzie legendarnego zespołu The Beatles. Składanka obejmuje zarówno jego solowe nagrania, jak również te powstałe wraz z zespołami The Wings oraz The Fireman. Startujemy w 1970 roku a lądujemy wygodnie nowym miksem hitu „Say, Say, Say” stworzonym specjalnie na okazję tego wydawnictwa. Jednym słowem, powstał album, smakołyk nie tylko dla zagorzałych beatlemaniaków. To również rodzaj leksykonu i świadectwo ewolucji muzyki McCartneya, człowieka, który wraz z Czwórką z Liverpoolu zdefiniował muzykę pop na kilka dekad a stworzony przez nich kanon przetrwa nas wszystkich.

 

Piękno ludzkiego głosu

Album „Ola Gjeilo” to sygnowana w tytule nazwiskiem i imieniem norweskiego kompozytora, płyta z muzyka, którą niektórzy nazywają neo-sacrum, inni współczesną muzyką chóralną w formule łatwej, lekkiej i przyjemnej. To właśnie Skandynawia bryluje w tego typu produkcjach. Pięknie brzmią, a każda nuta jest pochwałą absolutu ludzkiego głosu, ot najdoskonalszego z instrumentów jakie nasza Ziemia nosi. Gjeilo to człowiek doskonale wykształcony zarówno na uczelni w Oslo, jak i słynnej londyńskiej Królewskiej Akademii i Julliard School w Nowym Jorku. Jego wydany przed czterema laty album "Northern Lights" wiele wpływowych magazynów uznało najlepszym krążkiem muzyki chóralnej-klasycznej. Ten tez pewnie przypadnie do gustu krytykom, bo zwyczajnie łączy w jedność artyzm i piękno. No i jest to muzyka łatwo wpadająca w ucho, daleka od radiowej sztampy za to wyciszająca. Kompozytor posiłkuje się tutaj znakomitymi chórami, sam zaś siada za fortepianem i wygrywa frazy (może nawet improwizacje) które sprawiają, że muzyka wchodzi w rejony komunikatywności iście popowej, jednak nigdy nie wykracza z strefy piękna i muzycznego sacrum wpisanego w manifest klasycznej wytwórni płytowej Decca.

 

Piotr Iwicki (Polskie Radio)



15:49, jazz-gazeta
Link Komentarze (1) »
czwartek, 23 czerwca 2016
Piotr Iwicki: radio jest potęgą, jeśli chodzi o promocję

http://www.polskieradio.pl/7/160/Artykul/1581531,Radio-ma-wiele-arcydziel-ktore-trzeba-odkurzyc

pr1

https://www.youtube.com/watch?v=vQN0DZKJRBI

16:23, jazz-gazeta
Link Dodaj komentarz »
Wracamy do gry!

Powiem wprost, zaaklimatyzowałem się w Agencji Muzycznej Polskiego Radia! Tym samym zaczynam pisać o tym, co będziemy wydawać, wydaliśmy bądź mamy w planach... a najbliższa premiera to...

n

15:59, jazz-gazeta
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 lutego 2016
कंडक्टर czyli dyrygent - z Piotrem Borkowski rozmawia Piotr Iwicki
Kilka ostrych zakrętów w karierze, niemal pół życia tysiące kilometrów od Polski, najbardziej prestiżowe laury i artystyczne doświadczenie, którym można by obdzielić kilku dyrygentów. Piotr Borkowski, pierwszy dyrygent Symphony Orchesta of India w Mumbai, odwiedził Polskę na kilka dni aby odebrać tytuł doktora habilitowanego Uniwersytetu Muzycznego w Warszawie.
wtorek, 23 lutego 2016
Genialny epigon Zappy - Piotr Iwicki - Gazeta Polska Codziennie - Polskie Radio
Bezkompromisowa zabawa formą, kosmiczna wirtuozeria i wizjonerstwo, to wszystko w skrócie streszcza klimat niedzielnego koncertu Adriana Belewa w warszawskim klubie Progresja. Ponadtysięczny tłum fanów gigant rocka potraktował jak przyjaciół.
poniedziałek, 22 lutego 2016
Jazz oberwał najbardziej - dla Gazety Polskiej Codziennie - Andrzej Olejniczak
Jeden z najwybitniejszych polskich saksofonistów w historii, swobodnie balansujący między jazzem, rockiem, muzyką popową i poważną, rozpoznawalny niemal na całym świecie. Błyskotliwy wirtuoz i improwizator pojmujący życie jako podróż, której motorem jest ciekawość. Andrzej Olejniczak, od trzydziestu lat bardzo ceniony mieszkaniec Kraju Basków, z tego, że jest Polakiem uczynił znak rozpoznawczy, stając się ambasadorem naszej kultury na Półwyspie Iberyjskim.
poniedziałek, 01 lutego 2016
Z skrzypkiem na księżyc
Smoczyński jest ucieleśnieniem twierdzenia, że można być gwiazdą pozostając nadal skromnym człowiekiem. Muzyczna świadomość, wizja celu i metoda na jego osiągniecie. Tak, to Artysta przez duże A. Z Mateuszem Smoczyńskim rozmawia Piotr Iwicki - Gazeta Polska Codziennie
środa, 27 stycznia 2016
Przyjaźń bywa szorstka - Paweł Kaczmarczyk
Paweł Kaczmarczyk w wywiadzie dla "Gazety Polskiej Codziennie" opowiada o naszej jazzowej scenie, własnym pomyśle na jazz i ...nie tylko...
Śpiewanie jak mgła - Stacey Kent - Tenderly

 

 

tender

Jest tak ulotna i delikatna jak jej głos. Jednak nie przeszkadza to jej wyjść na scenę w pięknej, tiulowej sukience do której przywdzieje punkowe glany. Stacey Kent, jedna z najwybitniejszych wokalistek jazzowych naszych czasów, właśnie wydała album "Tenderly". Piękny, nastrojowy, nie nachalny.

Artystka posiada niepowtarzalny głos, a charakterystyczny sposób prostych interpretacji bez zbędnych zawijasów czy wodospadów lejących się na słuchacza nut, to jej markowy znak. Liczne koncerty i płyty często pozbawione są wsparcia perkusji, co czyni ostateczny efekt bardzo kameralnym. To trochę jakby w kąciku naszego mieszkania usiadła w puszystym fotelu wokalistka, która nie chce nam wykrzyczeć a raczej wyszeptać do ucha to, co każdy mężczyzna chciałby usłyszeć od swojej wybranki (i vice versa). 

Ale ten styl wolny od gromkiego forte, za to bogaty w pięknie lejące się nutki, ma tyle samo fanów ilu krytyków. A to już jest coś! Stacey Kent nie pozwala przejść nad swoim śpiewem obojętnie. "Jej głos jest miękki, nieskazitelny i klarowny jak nigdy dotąd a ona sam przekonującą i ujmująca" - napisał entuzjastycznie w "The Guardian", Dave Gelly. Tego entuzjazmu nie podziela "The Times", który piórem Chrisa Pearsona oznajmia:

"Spotkanie z gitarzystą Roberto Menescalem, współtwórcą bossa-novy, procentuje dwunastoma utworami niemal wyszeptanymi, jednak mało oryginalnymi, wręcz kalkami stylu". Minusem ma tu być zbyt kurczowe trzymanie formuły wypracowanej przez Stana Getza i Joao Gilberto. Ale czy to wada równać do najlepszych, ikon stylu? Nie zgodzę się z Pearsonem, bowiem choć album ma w sobie sporą dozę latynoskich klimatów, to nie jest to płyta stricte bossova. To bardziej balladowe ujecie jazzu w jego soczystości i kameralności niż wejście do świata synkop i gorących rytmów. Jak widać, coś co jednych zachwyca, innych mierzi. Ale formuła interpretacji Stacey Kent zawsze była (i jest) oparta na bardzo zmysłowym, właśnie takim niemal wyszeptywanym interpretowaniu ballad bądź klasycznych swingujących tematów. I to sprawiło, że ma bardzo wielu fanów, którzy po całodniowym zagonieniu uwielbiają sobie puścić jej krążek w domu. Ot dla wyciszenia, zbudowania klimatu nadchodzącego zmierzchu.

kj

Bezdyskusyjnie ktoś, komu album przypadł do gustu jest Dionizy Piątkowski, człowiek, który już niejednokrotnie sprowadzał artystkę do Polski:

- I tym razem Stacey Kent nie zaskakuje słuchaczy – jest najdoskonalsza w swej charakterystycznej, muzycznej pozie i  choć  wokalistka unika forsownych skojarzeń z bossa-novą, to „Tenderly jest – tak sądzę - jej niezwykle ważnym nagraniem. Amerykańska wokalistka nie siląc  się na oryginalność, z dużą dozą jazzowej nostalgii śpiewa standardy a wtórujące jej trio: Roberto Menescal- gitara, Jeremy Brown—kontrabas oraz asystujący prawie każdemu nagraniu Stacey, saksofonista Jim Tomlinson (prywatnie jej życiowy partner) tworzą niezwykle ciekawe brzmienie i spójny nastrój całego albumu - dodaje producent.

Można powiedzieć, że to muzyka zbudowana z wzajemnej miłości i jednakowego odczuwania jazzu. Stacey Kent swojego męża i saksofonistę "w jednym" czyli Jima Tomlinsona poznała w Anglii. Współpraca z błyskotliwym i zdolnym muzykiem  zaowocowała  nagraniem wspólnie wielu płyt. Jej pierwszy album, „Close Your Eyes” ukazał się w 1997 roku. Pojawiała się gościnnie na płytach Tomlisona – ostatnio na płycie “The Lyric” (2005), która otrzymała nagrodę “Album of the Year” 2006 na BBC Jazz Awards. „Tenderly” to dziesiąty album studyjny w dorobku Stacey Kent.

"A vida é a arte do encontro, embora haja tanto desencontro pela vida" - życie jest sztuką spotkania ale też jest wiele w nim rozbieżności, cytuje Vinicius de Moraes, mistrza bossa-novy artystka w materiale promującym album.

"Kolejna płyta, przy której zwyczajnie można usiąść i zrelaksować się", napisał spontanicznie jeden z fanów Stacey Kent w internetowym komentarzy płyty, a ktoś inny skwitował, że jest tak nudna, że chyba odda ją na cele dobroczynne. Z tym ostatni się zdecydowanie nie zgadzam.

Piotr Iwicki - Gazeta Polska Codziennie



10:24, jazz-gazeta
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 stycznia 2016
Ojciec wielu mistrzów
Autor ponad 50 płyt i blisko setki kompozycji wykonywanych na całym świecie, w dodatku obsypany licznymi nagrodami i tytułami z fonograficznymi Fryderykami włącznie, to postać idealnie skrojona na okładki magazynów, wymarzony temat celebryckich dyskusji. Nic z tego, 82-letni profesor Marian Borkowski, kompozytor światowego formatu od lat oddany jest artystycznemu sacrum a jego album "Solo works" to kolejny pewniak w tegorocznych rozdaniach Fryderyków.
sobota, 16 stycznia 2016
Piękno zrodzone w bólu - Lari Lu dla Gazety Polskiej Codziennie
Jest jednym z najbardziej interesujących głosów naszej muzycznej sceny. Niezależna, odkrywcza i szukająca bezustannie swojej ścieżki, jak nit inny dotąd w Polsce, poszła śladami sonorystycznych eksperymentów Björk, wielopłaszczyznowych zabaw z dźwiękami jak u Laurie Anderson. Jednak nigdy nie wyszła z ram komunikatywności niezależnego, elektrycznego popu. Proszę Państwa, oto Lari Lu!
piątek, 15 stycznia 2016
Grammy 2016 - pierwsi laureaci
"- Każdego roku Akademia ma przywilej i honor przyznania nagrody tym, którzy mieli wielki wkład w nasz muzyczny przemysł, dziedzictwo kulturalne - powiedział Neil Portnow prezydent The Recording Academy. Wpływ nagrodzonych w tym roku artystów, producentów jest niepodważalny. Od lat wpływali na kształt branży i jeszcze długo ich dzieło ten wpływ będzie nadal wywierać" - Piotr Iwicki - Gazeta Polska Codziennie
wtorek, 12 stycznia 2016
Bo wie to David - Piotr Iwicki - Gazeta Polska Codziennie
"- Stałem na scenie i zadawałem sobie pytanie, co wy tu robicie, po co przyszliście na mój koncert, powinniście iść na Phila Collinsa! Z czasem okazał się, że to sam sobie powinienem zadać pytanie; co ja tu robię?" David Bowie
niedziela, 10 stycznia 2016
Pograjmy na poważnie

str

Polska muzyka klasyczną stoi. Znakomite występy artystów na wszystkich kontynentach, płyty trafiające na półki w magazynach płytowych od USA pod Japonię, nazwiska trafiające do zestawień najbardziej wpływowych rankingów i laurów, z Grammy włącznie, to spektakularna demonstracja, że obok jazzu, właśnie muzyką poważną odciskamy polski ślad w świecie.

 

Choć radiowe playlisty, agresywna reklama w tzw. dobrych sklepach muzycznych oraz celebrycka obecność w telewizjach śniadaniowych czy na okładkach magazynów tak śliskich od płytkiego wazeliniarstwa jak ich lakierowane okładki, budują całkiem inny obraz naszego muzycznego biznesu, to najlepszym recenzentem jest i tak obecność w zestawieniach odtworzeń przesyłanych z zagranicy do organizacji tzw. zbiorowego zarządzania (czyli tantiemy dla artystów za puszczanie ich muzyki np. w radiu). Ot, nie wozi się drzewa do lasu, nasze gwiazdy popu i rocka, w większości wtórne do zachodnich oryginałów i wartościowe jak demoludowe podróbki coli, nie mają co szukać na falach eteru brytyjskich czy amerykańskich rozgłośni. Za to jazz, muzyka filmowa czy folk w konwencji world-music (vide np. Kapela ze wsi Warszawa, jazzowo-ludowe twórcze wycieczki Anny Marii Jopek czy multikulturowa estetyka Marii Pomianowskiej)  podobnie jak muzyka kolokwialnie nazywana "poważką", stają się ambasadorem naszej muzycznej kultury. Znamiennie brzmią tutaj słowa Czesława Niemena, które usłyszałem od niego w warszawskim klubie Stodoła w luźnej rozmowie o kondycji naszego muzycznego profanum:

- Oni nie szukają siebie, nie chcą grać siebie, oni robią wyścigi kto jest bardziej podobny do Anglików. Kto szybciej gra na gitarze i ma dziwniejsze spodnie. To co potem grają, jak grają, jak śpiewają, to nic jest. Szkoda włączać radio, prądu szkoda.

Wyspy piękna

Na szczęście są tacy, którzy równają do najlepszych, często wskakując na artystyczny muzyczny Olimp. Płyty, które ostatnio trafiły do rąk melomanów, to tyle samo radość dla ucha, co przykład, że na morzu nijakości trafiają się wyspy piękna.

temper

Gruppo di Tempera - powstała w 2007 roku i skupia czołowych muzyków-wirtuozów, od lat współpracujących ze sobą w rozmaitych formacjach kameralnych i orkiestrowych. Posiadając tak znakomity warsztat i doświadczenie, zmierzyli się wykonawczo z kameralną muzyką francuską. Agata Igras-Sawicka – flet; Sebastian Aleksandrowicz – obój; Adrian Janda – klarnet; Artur Kasperek – fagot; Tomasz Bińkowski – waltornia oraz Agnieszka Kopacka-Aleksandrowicz – fortepian na wydanym właśnie albumie porywająco interpretują dzieła Jacquesa Iberta, Dariusa Milhaud, Jana Françaixa a swoistym echem z przeszłości dla wielu czytelników będzie "Sekstet na flet, obój, klarnet, waltornię, fagot i fortepian" Francisa Poulenca. Kto pamięta legendarne czwartkowe spektakle telewizyjnej Kobry, ten świetnie rozpozna w pierwszym temacie znajome dźwięki. Choć zarejestrowane przez Gruppo di Tempera kompozycje to klasyka XX wieku, dzisiaj brzmi ona komunikatywnie a nazwiska Milhaud czy Ibert kompletnie nie odstraszają nawet mało obytych słuchaczy. Tak zwykle jest, gdy trudne dzieło trafia na wybornego wykonawcę.

skriab

Podobnie dzieje się w wypadku muzyki Aleksandra Skriabina, która pod palcami znakomitego pianisty Wojciecha Majewskiego, przemawia do nas pięknem tego, co Skriabin nam dał (dzisiaj przez wielu uznawany za najwybitniejszego kontynuatora romantycznego nurtu wynikającego wprost ze sztuki Fryderyka Chopina). Płyta artysty swobodnie poruszającego się po klasyce, jazzie i poetyckich klimatach, jest w całości poświęcona muzyce wielkiego rosyjskiego kompozytora. 34 miniatury m.in.: preludia, mazurki, etiudy, poematy, w chronologicznym układzie utworów - od dziecięcego „Kanonu”(1883) aż do ostatnich „5 Preludiów op.74” z 1914 roku - to zarówno znakomity przykład ewolucji stylu Skriabina ale i możliwość pokazani kunsztu przez solistę a pianistyka Skriabina to Himalaje wirtuozerii. Majewski pokazuje tutaj zarówno rewelacyjny warsztat jak również mentalną dojrzałość na miarę (niegdyś) wykraczających daleko za percepcję zwykłego melomana kompozycji. Pod palcami Majewskiego, Skriabin nie taki straszny, a i piękny!

Piąty element

Zwolennicy przekraczania granic zakochają się w albumie Atom String Quartet i Cezariusza Gadziny (nasz mieszkający w Brukseli wirtuoz saksofonów, światowego formatu) - "The Fifth Element". To coś jak bardziej wyrafinowany Jan Garbarek czy saksofonowy jazz ubrany w natchnione klasyczne instrumentacje. Tutaj światy się przenikają i nie widać stylistycznego szwu. Nastrojowa "Daraja" podobnie jak "Daily Sax", to kompozycje, które gdyby wydawnictwo miało amerykańską dystrybucje, bez wątpienia gościłyby wśród potencjalnych nominantów do Grammy. Podobnie jak cały album, bo to światowe granie jest!

fifth

Znamienne, że gdy do łączenia estetyk i konwencji zabierają się muzycy wszechstronni, a dodatkowo posiadający ugruntowany w uczelniach warsztat, to efekty są zazwyczaj porywające. Tak dzieje sie u Krzesimira Dębskiego na albumie wydanym przez Agencję Muzyczną Polskiego Radia, gdzie odnajdujemy trzy jego ciekawe kompozycje: Koncert skrzypcowy nr 3 (solista Łukaszem Błaszczyk); “Stories” na kontrabas i orkiestrę (tu Adamem Bogackim) oraz istne pomieszanie z poplątaniem - „Wariacje na temat K. Dębskiego”. Wszystko zostało nagrane efektowanie z towarzyszeniem Polskiej Orkiestry Radiowej pod dyrekcją kompozytora. Oblicze tego kompozytora, całkiem odmienne od stricte jazzowego czy twórcy muzyki filmowej, jest wielce intrygujące. Aż chce się krzyknąć: więcej!

krzes

Na koniec zostawiłem album, którym pozornie nie powinien stać się hitem. No bo chyba tylko Verdi, Faure, Bach i Mozart mogli budować swoją pozycję na fraza żałobnych. A tu proszę!

kwadro

Zespół Kwadrofonik wraz z śpiewającym Adamem Śtrugiem, sięgnęli po teksty pieśni pogrzebowych z XIX-wiecznego śpiewnika pelplińskiego, doprawili to elektronicznymi sztuczkami łącząc świat muzyki ludowej, tradycyjnej kościelnej z wszystkim, co atrakcyjne w muzyce współczesnej. "Requiem Ludowe - Kwadrofonik, Adam Strug" - płyta niby skazana na niszowość, stała się nie tylko hitem trafiającym do rąk odbiorcy  zakochanego w pięknie, poszukiwaniu i świeżości, również podbiła zestawienia krytyków. Dla mnie absolutny hit ostatnich miesięcy.

Zaręczam, sięgnijcie po opisane tutaj płyty. Raz, że są znakomite. Dwa, że wszystkie mają to coś tak istotnego: Dobre, Bo Polskie!

Piotr Iwicki - Gazeta Polska Codziennie - 9/10 stycznia 2016



15:56, jazz-gazeta
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 stycznia 2016
Unforgettable Natalie
To dzięki Natalie Cole i jej ojcu, wielkiemu Nat King Cole'owi, słowo Unforgettable - niezapomniany, stało się muzyczna marką. Kiedy cały świat radował się z nadejścia 2016 i żegnał odchodzący 2015 rok, z dala od reflektorów odeszła od nas w wieku 65 lat na zawał serca Natalie Cole.
niedziela, 03 stycznia 2016
Nowy Roku Prosimy Kulturalnie
... czyli Leszek Możdżer, Aga Zaryan, Włodek Pawlik, Krzesimir Debski, Dionizy Piątkowski, John Porter, Milo Kurtis, Hubert Zadrożny, Apostolis Anthimos, Marek "Prezes" Laskowski - o kulturze na nowy 2016 rok Piotr Iwicki - Gazeta Polska Codziennie - 2 I 2016
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 144