|
piątek, 20 listopada 2009
Jazz Jamboree - akt II
Śpiewając Jazz - Gwiazdą wieczoru będzie Marianna Wróblewska, jedna z najciekawszych wokalistek w historii polskiego jazzu, współpracująca niegdyś m. in. z Mieczysławem Koszem, Zbigniewem Namysłowskim czy Włodzimierzem Nahornym. Artystka powróciła na scenę jazzową po 11 latach nieobecności. w koncercie wezmą tez udział Maciej Zakościelny i Beata Przybytek
Odszedł Andrzej E. Grabowski
Był jednym z pierwszych ludzi, którzy w swej działalności postawili na publicystyczną - medialną komunikację o muzyce via Internet.
czwartek, 19 listopada 2009
Jazz jak dynamit
Wczoraj koncertem Gary Burtona i Chicka Corei, duetu który przed 36. laty ustanowił kanon jazzu, rozpoczęła się VII Jesień Jazzowa w Bielsku-Białej. Tradycyjnie otworzył ją Tomek Stańko, szef artystyczny tego znakomitego festiwalu.
Słynny jazzowy tandem wykonał swoje największe hity zarówno ze starych płyt, tych które 35 lat temu otworzyły nowy rozdział w historii jazzu, jak i standardy Billa Evansa i Theloniousa Monka. Nie zabrakło podszytych iberyjskimi klimatami Alegrii, Senor Mouse i No Mystery. w niemal każdym temacie każdy z artystów miał swoje przysłowiowe "pięć minut" na improwizację. Niektóre tematy zabrzmiały lepiej niż w wersjach, które znamy z płyt (np. Bud Powell i Duende). Prawdziwy podziw wzbudzał Gary Burton, którego wirtuozeria i niespotykana czystość gry na wibrafonie (tzw. outy, czyli nietrafienie we właściwe płytki instrumentu są rzadsze u Burtona niż usterki w Toyocie Starlet z roczników 1980) musiały budzić podziw.
Podobny efekt odnosiły popisy Corei, którego perkusyjne traktowanie fortepianu jest znakiem rozpoznawczym, kanonem jazzu. Finał blisko dwuipółgodzinnego grania był niespodziewany. Najpierw Corea dyskretnie zwędził dwie pałki Burtonowi i rozpoczął radosne harce na wibrafonie (bywalcy koncertów Corei wiedzą, że potrafi on stylowo grać nie tylko na wibrafonie ale i na marimbie, jak choćby dziesięć lat temu w Operze Leśnej w Sopocie w czasie Gdynia Summer Jazz Days, gdzie do formacji Orygin dołączył równiez Burton).
Po chwili dołączył do niego Gary, po czym po serii zabawnych dialogów wspólnie wzorem meksykańskich marimbafonistów grających po dwóch na jednym instrumecie (marimbie) zagrali wspólnie na cztery ręce... Armando's Rumbę.
Finał utworu (był to ostatni bis) duet zagrał już "po Bożemu" - z Chickiem Coreą za czarnymi i białymi klawiszami. Cóż, Bielsko-Biała ma genialny festiwal z udziałem pierwszoligowej obsady gwjazzd. Ten festiwal ma genialnego szefa, którego wspiera jego dynamiczna córka - Ania. Jak zwykle dyskretnie ukryta gdzies w tłumie.
Bielsko-Biała ma też prezydenta - wielkiego jazzfana, Pana Jacka Krywulta.
Tomasz Stańko & Jacek Krywult - piorunująca mieszanka jazzowej i samorządowej komeptencji.
Co tu ukrywać, pierwszy dzień Jesieni Jazzowej w Bielsku-Białej mógłby być ozdobą każdego festiwalu jazzowego (i nie tylko) na świecie. I pomysleć, że to dopiero poczatek. Tutaj rozkład jazzdy festiwalu. Piotr Iwicki - JazzGazeta Złoty Nowakowski i Lorber - smoothjazz górą
25 listopada w warszawskim Capitol Club odbędzie się
wyjątkowy koncert Marcina Nowakowskiego, podczas którego artyście
zostanie wręczona ZŁOTA PŁYTA za album “Better Days”.
Specjalnym gościem koncertu będzie amerykański symbol smooth jazzu,
producent płyt Chrisa Botti, Kenny G oraz ... Marcina Nowakowskiego, Jeff Lorber.
środa, 18 listopada 2009
Branford Marsalis na festiwalu Jazz Jantar czyli niedziela będzie jego
W niedzielę w ramach festiwalu Jazz Jantar (Gdańsk) zagra jeden z najsłynniejszych jazmanów naszych czasów, Branford Marsalis. Przywozi bardzo mocny skład, a ci, którzy znają go wyłącznie ze współpracy ze Stingiem moga przeżyć szok. Dlaczego? Bo to świetny jazzman jest i w czasie własnych koncertów nie mizdrzy się do publiczności nawet jedną nutą. The „NEW“ Branford Marsalis Quartet Jazz Jantar 2009 – 22.11.2009 / g. 20.00 / Polska Filharmonia Bałtycka Branford Marsalis – saksofony/ Joey Calderazzo – fortepian/ Eric Revis – kontrabas/ Justin Faulkner - perkusja
BRANFORD MARSALIS Branford Marsalis (ur. 1960), trzykrotny zdobywca Grammy, wirtuoz, świetny kompozytor i szef wytwórni Marsalis Music będzie gwiazdą Festiwalu Jazz Jantar 2009. Jego kwartet od dziesięciu lat pozostaje wzorem i kwintesencją mainstreamowego jazzu. Latem 2009 roku nastąpiła pierwsza zmiana osobowa w zespole. Jeffa „Taina” Wattsa na perkusji zastąpił rewelacyjny osiemnastolatek (!) Justin Faulkner. Trzeba go sprawdzić! W latach 80-tych Branford zyskał uznanie jako członek legendarnego Art Blakey’s Jazz Messengers oraz kwintetu Wyntona Marsalisa. Nagrywał i występował z artystami, których w żaden sposób reklamować nie trzeba. Byli to m.in. Miles Davis, Dizzy Gillespie, Herbie Hancock i Sonny Rollins. Międzynarodową sławę zyskał koncertując ze Stingiem, z którym nagrał w sumie sześć płyt. Współpracował z zespołami Grateful Dead, Brucem Hornsby, wystąpił w kilku filmach. Jest autorem muzyki do filmów (m.in. Mo’ Better Blues Spike’a Lee) i prowadzi program jazzowy dla radia publicznego w USA. Nagrał ponad dwadzieścia płyt. Najgłośniejsze albumy Branforda Marsalisa to „Braggtown”, „Contemporary Jazz”, „I Heard You Twice The First Time” oraz DVD z klasykiem Coltrane’a „A Love Supreme”. Prócz pracy scenicznej saksofonista współpracuje z uczelniami m.in. Berkley, Michigan State, San Francisco State, Stanford and North Carolina Central, gdzie odbywa warsztaty wraz ze swoim kwartetem. Opracował nowatorski program edukacyjny dla studentów zwany Marsalis Jams. Po ataku huraganu Katrina zaangażował się w odbudowę rodzinnego Nowego Orleanu.
Joey Calderazzo - elokwentny pianista i kompozytor, który jazzowe ostrogi zdobywał w słynnej nowojorskiej Juilliard Arts School, by potem praktykować w zespołach najwybitniejszych twórców współczesnego jazzu. W połowie lat osiemdziesiątych zadebiutował (zastąpił Kenny'ego Kirklanda) w zespole Michaela Breckera. Z liderem tym nagrał kilka znaczących dla jazzu albumów oraz odbył entuzjastycznie przyjęte przez publiczność koncerty w Stanach i Europie. Do kwartetu Marsalisa również trafił po śmierci Kirklanda i mówiło się wtedy, że jest jedynym pianistą, który był w stanie go zastąpić. Pracując z Michaelem Breckerem pianista błyskawicznie stawał się popularnym i poszukiwanym muzykiem. W 1991 nagrał album za sidemanów mając Branforda Marsalisa, Dave’a Hollanda i Jacka DeJohnette (!), co jest przywilejem najwybitniejszych muzyków. Obecnie tworzy świetne trio (z basistami Johnem Patituccim i Jayem Andersonem oraz perkusistami Peterem Erskinem i Jeffem Hirschfieldem).
Eric Revis - uczeń Elisa Marsalisa (ojca Branforda). Współpracował z takimi muzykami jak Billy Harper, Louis Hays, Lionel Hampton, Jeff „Tain” Watts i legendarna piosenkarka Betty Carter. Siła jego gry, głęboki beat i precyzyjne akcentowanie sprawia, że jest on stabilnym fundamentem zespołu, a jednocześnie wywołuje małe „trzęsienie ziemi” wśród publiczności.
Justin Faulkner - osiemnastolatek z Philadelphii. Wulkan energii, wirtuoz, wschodząca gwiazda jazzowej perkusji. Wielkie odkrycie Branforda.
Koncert ze znakiem jakośći JazzGazety
BILETY 30,- studenci szkół artystycznych* 40,- studenci* Normalne: 70,- przedsprzedaż w dniach 28.09.2009 – 25.10.2009 90,- sprzedaż od 26.10.2009 * sprzedaż biletów wyłącznie w Klubie Żak, za okazaniem ważnej legitymacji studenckiej (1 bilet na 1 legitymację)
INFO www.jazzjantar.pl Sala: Polska Filharmonia Bałtycka, Gdańsk, ul. Ołowianka 1 Wszystkie miejsca numerowane. Sprzedaż biletów w Klubie Żak, www.eventim.pl i www.ticketonline.pl oraz w Polskiej Filharmonii Bałtyckiej (tylko w dniu koncertu – 22.11.2009) Festiwalu Multimedialny Schaeffer
Dorobek kompozytorski Bogusława Schaeffera jest ogromny i niezwykle różnorodny. Każdy jego utwór nosi piętno oryginalności , a komentarze odautorskie – które kompozytor chętnie do ich wykonań dołącza – zawierają elementy prowokacji... a czy nie o to w sztuce (również) chodzi? Czy trzeba dodawać, że nie samym jazzem człowiek żyje?
wtorek, 17 listopada 2009
Przesłuchanie w podróży – Jerzy Małek
Od czasu, kiedy ostatni album Torda Gustavsena wysłuchałem jadąc w przemiłym, artystycznym towarzystwie na trasie Radzyń Podlaski – Fajenty Nowe, przemierzając pradolinę Wisły w gęstej jak mleko mgle, pokochałem takie niespieszne przemieszczanie się pod dyktando wybitnych fraz. Tak było i teraz, tyle, że tematem zasłuchania i dysputy stał się album „Bop Beat” Jerzego Małka. Słuchanie to było dwójnasób ciekawe, bowiem mój towarzysz podróży Muzyk Z Bardzo Daleka (w skrócie MZBD), kompletnie nie widział czego słucha, co więcej, nawet gdybym mu powiedział, to i tak naszego artysty nie zna. Co więcej, zarówno MZBD jak i ja płyty słuchaliśmy pierwszy raz, a potem drugi, trzeci…
To co zdumiało MZBD, to fakt, że liderem nagrania nie jest … klawiszowiec grający na fenderze. Wprost uwierzyć nie chciał, że sprawcą albumu jest trębacz, i to w dodatku zaliczany do młodego pokolenia (choć to określenie jest o tyle nieprecyzyjne, że młodym pokoleniem jest się podobno do pięćdziesiątki). - Kurcze, wielka powściągliwość, coś czego muzycy nabierają dopiero po trzech czy czterech solowych albumach – skonstatował. I ma rację. Pierwszy, czy drugi skazane są na nachalność, zbytnie epatowanie słuchacza i przekonywanie niemal każdą nutą: słuchaj jaki jestem świetny! (nomen omen Małek na swoich wcześniejszych płytach tego nie uczynił). A na „Bop Beat”
czegoś takiego nie znajdziecie (podobno to pierwsza z czterech dotąd niewydanych płyt lidera). Małek zdaje się być po prostu członkiem formacji, w której muzycy genialnie prowadzą dialog, na kilka chwil przejmując pałeczkę pierwszeństwa w improwizacjach. A fakt, że w pierwszej części płyty do głosu dochodzi fender (stylowy Jan Smoczyński) sprowadza na manowce myślenie, że własnie klawiszowiec jest liderem. Album przekonuje też swoją autentycznością. Słychać, że muzycy wiedzą o jazzie wszystko, że kochają klimaty post-funkowe i chętnie mieszają je ze współczesnym straight-ahead jazzem. Co więcej, nie obcy jest im trip-hop i break-beat, które użyte jak przyprawa (a nie podmiot potrawy) czynią całość atrakcyjną i intrygującą. Tego się po prostu świetnie słucha. Jest na albumie tez rodzynek wokalny, czyli „Get Up” śpiewano-rapowane przez Mikę Urbaniak. - Man, to chyba laska z NYC, ale barwa biała za to solidny akcent i swoboda – odpowiedział MZBD, gdy zagadnąłem go o to, czy kojarzy głos. Jak widać ma rację w 100 procentach. Zapytany kto to? Nie wiedział. No bo niby skąd miał wiedzieć. No i nadszedł wreszcie czas na dywagacje „kto to trąbi”. I tu się zaczęło (było nawet przypuszczenie, że to dwóch muzyków, bo ten z „Street Dance” to na bank nie ten sam kolo co w „The Quay”). Po chwili tłumaczenia, że to ten sam człowiek, mój towarzysz podróży zaczął zgadywać kto to jest? „Red Neons” skłaniały go ku jakiemuś nieznanemu frikowi z Down Townu (oczywiście nowojorskiego), a w „The Quay” MZBD skonstatował: na bank Randy Brecker! Ale chwila zawahania przywiodła na usta inne słowa: Chuck Mangione, choć tutaj pewność uleciała. Przez chwilę było coś o: „być może jakimś nowym projekcie Nicolasa Paytona, bo podobno miał się zabrać ponownie za granie z sekcją elektroniczną”. Moje każdorazowe zaprzeczenie, wprawiało MZBD w osłupienie. Sprawy nie ułatwiał grający piknie, i jakoś tak inaczej od tych który zna, wibrafonista (Dominik Bukowski, atut płyty). Śmiesznie zrobiło się też w „Street Dance” kiedy MZBD kompletnie zgłupiał i nie wiedział co powiedzieć, nawet przebąknął, że „to jak Randy, ale…”. I tyle sobie pogadał. Oczywiście zachwyciliśmy się fenderem pod palcami Sławka Jaskułke (i znowu ten „Street Dance” – chyba lokomotywa albumu podobnie jak „The Quay”). Mnie zdumiała łatwość jaka Małek zmienia frazowanie i konwencję gry gdy tylko podłącza do instrumentu wah-wah a grając barwą pastelową, przytłumiona przywodzi skojarzenia z artykulacją skrzypcową (vide „Don’t Ask Me Why”. Czy robi to świadomie? Być może, wszak terminował u Michała Urbaniaka. A ten wiadomo, o skrzypcach „z prądem” wie wszystko. Inna sprawa, ze zawarta w tytule kwestia nie nakłania do dalszego zgłębiania etymologii tytułu. „Bop Beat” to album który czekał blisko trzy lata na wydanie, i powiem wprost, gdyby przeleżał się jeszcze w szufladzie nic nie straciłby ze świeżości, bowiem jest zagrany w sposób nie odwołujący nachalnie do jakiejkolwiek modnej konwencji. Cieszy świeżością i radości wspólnego muzykowania. Widać (czy raczej słychać) że artyści z listy płac są obok tego, że ze sobą muzykują, kuplami (głupio by mi było, gdybym się mylił). Pewnie nie mniej głupio, jak mojemu MZBD, gdy oznajmiłem mu, że to polska produkcja, bez udziału wszechobecnych Amerykanów, a artyści mają jeszcze sporo lat do pięćdziesiątki. No może słowo „głupio” tutaj zabrzmiało, bo zwyczajnie MZBD zwyczajnie zachwyciły się w następstwie oznajmienia o pochodzeniu krążka grą Polaków. Niewiele brakował, a zabrałby mi płytę! Nic z tego. Dlaczego? Bo to bardzo fajna płyta jest! Piotr Iwicki – JazzGazeta Jerzy Małek, trębacz jazzowy, kompozytor urodzony w 1978 r. w Elblągu. Początki gry na instrumencie wiążą się z grą w orkiestrze dętej, do której zapisał się w wieku 13 lat W 1996 r. Jerzy Małek zaczął profesjonalnie zajmować się muzyką uczestnicząc w życiu muzycznym jazzmanów z Trójmiasta. Grał w pierwszym stałym zespole z muzykami takimi jak: Dominik Bukowski, Adam Żuchowski, Zdzisław Kalinowski, z którymi zdobył pierwsze laury na Konkursie Zespołów Jazzowych i Bluesowych w Gdyni. TUTAJ link do profilu artysty na MySpace
poniedziałek, 16 listopada 2009
Made In Chicago (w obiektywie)
W piątek, 20 listopada w Poznaniu (Scena na Piętrze) rozpocznie się czwarta edycja festiwalu Made In Chicago. Imprezy jazzfanom przedstawiać nie trzeba. Ot, znakomity przegląd awangardowej chicagowskiej sceny jazzowej AACM, czesto uznawanej przez krytyków za tygiel w którym warzone jest jutro jazzu. Tym razem towarzyszyć festiwalowi będzie wystawa Krzysztofa Machowiny "My Great Black Music". Mały jej wycinek w JazzGazecie (ot wystawa bez wychodzenia z domu). Co tu ukrywać, Machowina, to kolejna spełniona nadzieja naszego jazzu ... choć nie muzyk. Przyznacie, że zdjęcia super!
Hamid Drake
Nicole Mitchell Krzysztof Machowina. Rocznik 1974. Fotografowaniem muzyków zajmuje się od 10 lat. Jego prace publikowane były do tej pory w magazynach muzycznych „Jazz & Classics”, „Jazz Forum”, „Hi-Fi i Muzyka”, „Audio-Video” a także w „Dzienniku” i Playboy’u”.
Jak mawiał jeden z najsłynniejszych fotografów świata Don McCullin - “Fotografia nie jest związana z patrzeniem lecz z czuciem. Jeżeli nie czujesz nic w tym na co patrzysz, nigdy nie uda ci się sprawić, aby ludzie patrząc na twoje zdjęcia cokolwiek odczuwali.” Lapidarne to stwierdzenie i wydawać się może nad wyraz oczywiste, ale tkwi w nim ukryta i głęboka w swej prostocie prawda o sztuce fotografowania. Oczywiście ta, choć wymaga sprzętu i jak zresztą każda inna dziedzina twórcza również wiedzy, doświadczenia i kreatywności, w swej istocie jest niczym więcej i może aż, sposobem wyrażania emocji, drogą komunikacji z ludźmi, dalece bardziej emocjonalną niż rozumowo obiektywną.
Maia Szczególnego znaczenia nabiera ona kiedy w obiektywie pojawia się człowiek, zupełnie wyjątkowego natomiast kiedy jest to muzyk, który przecież swoją sztuką, pozbawioną semantycznych znaczeń właśnie do emocji odwołuje się jak żaden inny rodzaj twórcy. Ważne jest więc aby choć odrobina ich emanowała z fotograficznego kadru. Być może jeszcze ważniejsze by zdjęcie w możliwie najmniej zniekształcony sposób oddawało ludzką wyjątkowość wyrażoną przez muzykę i aby obraz przekuwał na nowo doskonałe piękno sztuki dźwięku. Nie bez racji twierdziła Susan Sontag, że fotografowanie - to w gruncie rzeczy akt nieinterwencji.
Greg Ward & Corey Wilkes Taką też w moim odczuciu drogą, wiele lat temu zaczął podążać Krzysztof Machowina. Taką też drogą konsekwentnie idzie i dziś. Głęboko wierzę, że wystawa jego fotografii, której wernisaż odbędzie podczas tegorocznej edycji festiwalu Made in Chicago, okaże się przekonującym tego dowodem, a on sam z tej zaledwie rozpoczynającej się drogi, nigdy nie będzie skłonny zawrócić. (Mikołaj Karłowski, PIW)
niedziela, 15 listopada 2009
Jazz i nie tylko...
czyli uwielbiam szum starej płyty zwłaszcza gdy to jest Trzeszcząca Płyta vol. 4 i vol. 5 Piotra Kaczkowskiego.
piątek, 13 listopada 2009
Pat Metheny - o nowym projekcie
Zdałem sobie właśnie sprawę, że próbując opisać ten projekt, nawet bliskie mi osoby nie bardzo rozumieją o co mi chodzi, aż do momentu gdy usłyszą efekt i do gry wkracza muzyka. Mam nadzieję, że już niebawem doświadczycie tego o czym piszę. Do zobaczenia w Warszawie. Pat Metheny
środa, 11 listopada 2009
Chris Botti - Jazz skrojony na miarę
Wczoraj miał miejsce półmetek polskiego tournee jednego z najbardziej rozchwytywanych muzyków współczesnej sceny jazzowej, Chrisa Botti. W wypełnionej szczelnie słuchaczami sali Teatru Wielkiego w Warszawie, amerykański trębacz dał dwugodzinny show, który zaczął tradycyjnie, jak wszystkie od czasu ukazania się na rynku albumu „Italia” tematem Gounoda „Ave Maria”. Już tutaj otrzymał burze braw. Dlaczego?
Botti to artysta kompletny. Wirtuoz i wrażliwy muzyk. Posiadł umiejętność tzw. oddechu cyrkulacyjnego czy jak mawia się też, permanentnego, co sprawia, że może grac frazy czy pojedyncze dźwięki bez konieczności przerywania ich na wzięcie oddechu. Dla laika brzmi to trochę tak, jakby trąbkę podłączono do kompresora. Wierzcie mi. Efekt piorunujący. Tym bardziej, że Botti potrafi to robić zarówno w średnicy skali instrumentu jak i w górny, gwiżdżących rejestrach. To musi się podobać.
fot. Piotr Iwicki A co było dalej? Ot, lider jak zwykle dawał możliwości wykazania się kolegom z zespołu, a na przestrzeni lat jego kwintet akompaniatorów stał się takim małym Hall of Fame. Na bębnach grał sam Billy Kilson,
na fortepianie gigant smooth jazzu (dwie Grammy na koncie) – Billy Childs a na gitarze nie kto inny jak Mark Whitfield.
Każdy z nich mógłby być samoistną gwiazdą jazzowego koncertu. Jak by tego było mało na scenie gościnnie pojawiła się zjawiskowa skrzypaczka Caroline Campbell (genialna w temacie Morricone)
oraz kuzynka Whitfielda – Sy Smith (wspaniale zaśpiewane The Look Of Love Burta Bacharacha).
Pierwsza zaskoczyła głębią brzmienia instrumentu i nienaganna intonacją, a Pani kuzynka charyzmą. Cóż, bardzo miła niespodzianka. Ale niespodzianek było więcej, znacznie więcej. Ot choćby inteligentne, bardzo efektowne solo bębnów Kilsona na tle riffu z… „Iron Man” Black Sabath ( i pomyśleć, że karierę, ten niedoszły trębacz i puzonista rozpoczynał na garnkach i kubkach w matczynej kuchni J) Piękny był tez zagrany w duecie z Childsem bis, zaanonsowany bardzo długim speechem Bottiego na temat jego pierwszego zawodowego występu (gig) u boku Franka Sinatry. Po czym trębacz zszedł po schodach na widownię i tam zagrał team i improwizacje tonem a la Satchmo.
Botti chętnie anonsował poszczególne kompozycje ciekawymi historyjkami,
jak choćby streszczają rys historyczny „najważniejszej płyty jazzu – Kind Of Blue” Milesa Davisa. Po tym anonsie
wraz z kompanami zagrał tonem Milesa „Flamenco Sketches” zagrał pięknie, bardziej energetycznie niż przed niespełna dwoma laty w Filharmonii Narodowej. Brawo! Równie porywająco cały band wypadł w „When I Fall In Love” w którym było wszystko: od smooth-jazzu, przez funky-groove i straight-ahead (wspaniałe solo Childsa) po niemal popowe traktowanie megastandardu jazzu. Kolejny as w rękawie trębacza. Był jeszcze „coś”. Od pewnego czasu Botti chętnie sięga po tematy Leonarda Cohena. Tym razem usłyszeliśmy „Hallelujah” (duet trąbka-gitara). Kolejny majstersztyk. Cóż, Botti zaskarbiło sobie serca publiczności zanim wszedł na scenę. Na widowni zdawali się siedzieć ci, którzy dokładnie wiedzieli na co przyszli i czego oczekują. Botti potrafi zaś dać program – muzykę dokładnie uszytą na miarę oczekiwań tych, którzy wydali nawet po 300 złotych za bilet. Kto wie, czy ta muzyka nie jest jeszcze bardziej nienaganna niż jego tradycyjnie wypasione garnitury. Wczorajszy to były bardziej wariacje na temat garnituru niż marynarka. Każdorazowe przybycie Bottiego do Polski rozpoczyna akademicką dyskusję na temat gdzie jazz się zaczyna a gdzie kończy. Ortodoksyjni konserwatyści odmawiaja prawa nazywania „tego” jazzem a Bottiego nie uznaja za jazzmana. I co z tego, skoro ludzie przychodzą na jego koncert by posłuchać jazzu. A sam Willis Connover powiedział mi jakieś dwie dekady temu, wykładając najprostszą definicję jazzu: Jazz to jest to, czego słuchasz, gdy masz ochotę posłuchać jazzu. Czy macie jeszcze jakieś wątpliwości. Owszem, Botti stawiany jest w jednym rzędzie z Dianą Krall, Michaelem Buble, Jamie Cullumem, ale ci sami „konserwatyści” odmawiają prawa nazywania jazzmenm… Patowi Metheny. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Jazzman ma być brudny, zarośnięty i biedny. Ma być frikiem i tyle. Bogaty, popularny, elegancko ubrany budzi podejrzenia co do zawartości w jego sztuce „jazzu w jazzie”. Inna sprawa, że na wczorajszym koncercie publiczność była zgoła inna niż na wcześniejszych warszawskich koncertach jazzowych, które zagościły nad Wisłą na przestrzeni ostatnich trzech tygodni. Stały bywalców, z którymi widujemy się w kuluarach Kongresowej czy Torwaru, nie było (no może z wyjątkiem fotografika, który bywa na wszystkich koncertach). Nie było też muzyków jazzowych popularnie nazywanych jazzmanami. Można powiedzieć, że na widowni brylowali elegancko ubrani panowie i przedstawicielki płci pięknej, które tradycyjnie stanowiły około 70 procent audytorium. Bo taki jest target Bottiego. Jego twarz została onegdaj uznana za najsympatyczniejszą w którymś tam roku. On sam zaliczany jest do grona najlepiej ubranych artystów. To muzyka, która w USA adresowana jest do klasy średniej, i taka jest jego publiczność. Taka była też w Teatrze Wielkim. O ile jednak na koncerty Diany Krall przed laty przychodziła spora grupa snobów, kupując bilety po kilka tysięcy złotych na internetowych aukcjach, tak wczoraj widać było, że słuchacze znali muzykę Bottiego od podszewki i świetnie się przy niej bawili. Cóż, gdy mam ochotę na sernik wiedeński, nie jem steku czy chili con carne. Jem sernik. Wczoraj miałem ochotę na sernik i go dostałem. Jak setki osób w Teatrze Wielkim. Kurcze, jak to fajnie. Dzisiaj Botti zagra w Krakowie, tournee zakończy w czwartek w Poznaniu. Szczęśliwi ci, którzy mają bilety, bowiem kart wstępu nie ma od dawna.
- To nie kokieteria. W wywiadach często pada pytanie, jaka publiczność jest najlepsza, odpowiadam w Polsce. Sami sprawdźcie, choćby w gazetach. Jestem tutaj piąty raz i kolejny raz jestem szczęśliwy. Popatrzcie jak piękna jest ta sala. Czy można chcieć czegoś więcej... (Chris Botti - 10 listopada 2009 Teatr Wielki)
Piotr Iwicki - www.jazzgazeta.pl
niedziela, 08 listopada 2009
Festiwal pełną gębą - VII Jazzowa Jesień w Bielsku-Białej
Cztery koncertowe dni na przestrzeni dziewięciu dni i plejada gwiazd na liście płac, to znak rozpoznawczy tegorocznej edycji znakomitego festiwalu, za którego linię programową odpowiada sam Tomek Stańko - szef artystyczny. Od 19 listopada Bielsko-Biała będzie naszą Stolicą jazzu. Przynajmniej przez dziewięć dni. Co tu ukrywać, na przestrzeni pół dekady, bielska impreza wyrosła do rangi prawdziwego jazzowego hitu na naszej jazzowej mapie. Wystarczy zobaczyć kogo usłyszymy tym razem aby zrozumieć, że wielka jazzowa "polityka" nie odbywa się już tylko w Stolicy a występy postaci z okładki "DownBeatu" przestały być domeną Sali Kongresowej. Bez wątpienia "lokomotywy" tegorocznej edycji to występy Chicka Corei z Gary Burtonem (kultowy duet, liczący trzy dekady kamień milowy jazzu)
oraz tytan jazzowej awangardy Cecil Taylor. Ale nie tylko! Zobaczcie kto gra w zespołach Andersena czy Shepparda, aby zauważycie, że postacie stojące w cieniu liderów (tym razem) mogłyby być samoistnymi gwiazdami, jak choćby Eivind Aarset czy John Paricelli. W programie nie zabrakło oczywiście koncertu Stańki, tym razem z jego nordyckim kwintetem.Tylko pozazdrościć. Cóż, w Warszawie trwa festiwal-ikona Jazz Jamboree. W zasadzie, to ma teraz bardzo długą przerwę między koncertami. Porównując ofertę z południa Polski z tym co zafundowano nam tym razem pod legendarnym szyldem JJ, nawet płakać się nie chce.
19-28 listopada 2009 Rozkład jazzdy. 19.11
26.11 27.11 Tomasz Stańko Quintet (Tomasz Stańko 28.11
Troche historii i detali. To już siódma edycja festiwalu w Bielsku-Białej. Od sześciu lat Jazzowa Jesień nie tylko Dla wielu melomanów największym wydarzeniem tegorocznej edycji będzie występ duetu Koncert Cecila Taylora będzie natomiast wydarzeniem unikalnym nie tylko dlatego, że
piątek, 06 listopada 2009
Diana Krall - to był jej najlepszy koncert w Warszawie
Ile to już razy słuchałem słynnej Kanadyjki w grodzie Warsa i Sawy? Sam nie pamiętam. Ale wiem, że dzisiejszy występ Diany Krall w ramach festiwalu Jazz Raz Po Raz był najlepszym jaki kiedykolwiek słyszałem.
fot. Piotr Iwicki Główny set trwał ponad 80 minut, ale gwiazda nie kazała siebie zbyt długo prosić o bisy. I fajnie. Sporo rozmawiała z publicznością (nigdy dotąd tak wiele nie mówiła o sobie, dzieciach, wrażeniach), nigdy też dotąd nie wykonała tak zróżnicowanego i pełnego inteligentnych, dowcipnych muzycznych wtrąceń koncertu (trochę Beatlesów, jazzowych standardów sprzed lat w zawoalowanej formie).
fot. Piotr Iwicki Na scenie pojawiła się po pięknym anonsie jak zwykle skromnej Agnieszki Klorygi (Agencja PARADAM - na zdjęciu).
Zgodni z przewidywaniami, program oscylował między czymś co możemy określić mianem „The best…” artystki, „Quiet Nights” a … nowościami. Znakomite „Cheek to Cheek” (wspaniała re-agogika tematu, połamane metrum … reasumując, nie ma tego na płytach, ale może kiedyś…).
fot. Piotr Iwicki Koncert rozkręcał się dosyć leniwie, by w pewnym momencie gdzieś po dwóch kwadransach wejść na najwyższe obroty. Były takie dwa punkty, które uwiodły mnie (wręcz). To zagrane baaaaaaaaaaardzo wolno „Corcovado” (jeszcze nie słyszałem, aby ktoś grając tak leniwie „Quiet Nights” potrafił utrzymać ten kawałek w tak wielkim napięciu) … i coś, o czym nawet nie marzyłem. I tu niestety zatrzymam się na chwil kilka nad jednym tematem. Brawa na wejście - fot. Piotr Iwicki Już na wstępie zdradzę, że podziękowałem artystce po koncercie w czasie małego, kameralnego spotkania (otrzymywała platynową płytę za „Quiet…” Piotr Iwicki: specjalne dzięki za „A Case Of You”… Diana Krall: Wielki kawałek, tak, to piękna, wspaniała muzyka… No, i pięknie tego słuchaliście. Powiem po prostu: warszawska publiczność jest niesamowita, wiem to nie od dzisiaj. Gdy skończyłam pierwszy temat i usłyszałam brawa, po krótkiej przerwie, po ciszy, pomyślał wooooow! Jest w tej sali coś specjalnego, coś… Nie wiem co. No i ta publiczność, Man!
fot. Piotr Iwicki I tyle. No właśnie. Nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem Diany, ale pewnego dnia usłyszałem bonus na jej koncercie z Paryża (wersja DVD). I tam pojawia się ta genialna kompozycja Joni Mitchell… Joni gra ją na „Both Sides Now” (wersja studyjna, bo jest też wiele koncertowych, kto czyta JazzGazetę ten WieJ ). No i Pani Krall udało się wydobyć z tego szczodrze zaaranżowanego kawałka esencję. Zarówno w Paryżu przed laty jak i teraz tutaj, w Warszawie. Najpierw przez kilka chwil Krall dotykała tematu bawiąc się filigranowymi nutkami – perełkami, by w pewnym momencie zabrać się do konkretów.
fot. Piotr Iwicki Wielkie brawa po kilku taktach zdradziły, że nie tylko ja czekałem na to „coś”. I… Cóż, trzeba było tam być. Choćby dla tej piosenki, tego genialnego utworu, który Krall potrafiła przerobić po swojemu, nie tracąc nic z wagi oryginału.
fot. Piotr Iwicki A bisy… Dwa w tym oczywiście „The Boy From Ipanema” (lepiej znane jako Girl…), ale co tam, Elvis C. wszak nie jest kobietą. IA po tym wszystkim obietnica, że artystka wróci tutaj na pewno.
fot. Piotr Iwicki Cóż, na jutrzejszy koncert w Zabrzu biletów nie ma od dawna, ale za trzy tygodnie Krall zaśpiewa we Wrocławiu. Cóż, czy trzeba namawiać do tego, aby tam być? O koncertach czytaj TUTAJ JazzGazeta jest patronem medialnym cyklu Jazz Raz Po Raz Elektrozgrzyt - spotkania muzyków improwizujących
Znakomity, odjechany i - co najważniejsze - odjazzdowy zespół Sing Sing Penelope poprzez działania Stowarzyszenia Artystycznego Mózg
otrzymał dofinansowanie w tzw. programie norweskim na projekt – „Elektrozgrzyt -spotkania muzyków improwizujących”
poniedziałek, 02 listopada 2009
STEVE VAI - Where The Wild Things Are - czyli przekraczając granice
Heros gitary, wirtuoz, mający w Polsce spore i oddane grono fanów, przygotował imponujący materiał koncertowy. Na dwóch dyskach DVD zapisano wyprzedany występ Steve'a z 19 września 2007 roku, ze State Theatre w Minneapolis, który były częścią trasy "Sound Theories". W dodatkach znajdą się materiały audiowizualne, zaś w książeczce można obejrzeć wiele niepublikowanych wcześniej zdjęć Vaia. Album ze znakiem jakości JazzGazety.
I po konkursie... (oraz kilka ciekawostek)
Choć pytania wydawały się być dosyć trudne, prawidłowa odpowiedź padła nadspodziewanie szybko. Gratulacje dla zwycięzcy!
niedziela, 01 listopada 2009
Era Jazzu - Cassandra zaśpiewa już we wtorek. Wygraj BILET!
Słynna amerykańska wokalistka, wielokrotna zdobywczyni Grammy Award wystąpi w warszawskim hotelu Hilton za dwa dni. Tutaj artystka mówi o swojej najnowszej płycie. I niespodzianka! Przeczytaj jak wygrać bilet na jej występ. Koncertowi kibicuje JazzGazeta.
sobota, 31 października 2009
Koncerty, koncerty, koncerty
Urszula Dudziak, Joey Baron, Grażyna Auguścik, Ulf Wakenius i wielu innych
czwartek, 29 października 2009
Killer Joey w Katowicach
... czyli mistrz perkusji Joey Baron, wieloletni współpracownik Johna Zorna i niemal całej braci jazzowych eksperymentatorów na jedynym koncercie w Polsce.
String Connection
Jedna z najsłynniejszych polskich grup jazzowych w całej historii naszego swingowania, rusza 5 listopada w trasę koncertową. PO tym co usłyszałem w czasie ich koncertu latem na warszawskiej Starówce powiem wprost: to jazzda obowiązkowa.
środa, 28 października 2009
wtorek, 27 października 2009
Chris Botti Poland Tour 2009
To już kolejna trasa koncertowa jazzowej gwjazzdy pod partonatem JazzGazety. Trasa tym ciekawsza, że Botti zapowiada baaaaaaaaaaaaaaaardzo długie koncerty.
Chris Botti, słynny amerykański trębacz smooth jazzowy, ulubieniec polskiej publiczności wystąpi w Polsce w listopadzie 2009 roku. Artysta zagra w naszym kraju 5 koncertów, które odbędą się w Warszawie, Łodzi, Krakowie, Poznaniu i Zabrzu. Artysta znany jest także ze współpracy z wieloma artystami światowej klasy do których należą między innymi Sting, Paul Simon czy Andrea Bocelli. Chris Botti / Biografia ----------------------------------------- Naukę gry na trąbce zaczął mając 10 lat. W roku 1990 został zaproszony do zespołu Paula Simona, z którym grał przez kolejne 5 lat.
Do tej pory Chris Botti nagrał 8 solowych albumów oraz jedno DVD z zapisem koncertu promującego płytę Night Sessions. Artysta ma na swoim koncie wiele prestiżowych nagród w tym nagrodę Grammy. W jego karierze ważny okazał się fakt, że Botti po wydaniu swego pierwszego albumu "First Wish" (1995) zaistniał nie tylko w świecie jazzu, ale także na scenie popowej. Przysporzyło mu to wielu fanów na całym świecie.
Kolejne ważne płyty w dyskografii artysty to wydana w 2005 roku "To Love Again" oraz "Italia", która ukazała się w 2007 roku. Na tym pierwszym, który zawiera głównie znane tematy balladowe, zaśpiewała cała plejada gwiazd muzyki pop: Michael Bublé, Jill Scott, Paul Buchanan, Sting, Paula Cole, Renee Olstead.
Ponadto płyta ponownie została nagrana z udziałem The London Session Orchestra. We wrześniu 2007 premierę miał ostatni album Chrisa - "Italia". W trakcie tworzenia tej płyty inspiracją dla artysty były dokonania Milesa Davisa i Ennio Morricone. "Italia" przedstawia przekrój muzyki stworzonej przez najsłynniejszych włoskich twórców. Botti sięgnął tutaj między innymi do korzeni tejże piosenki, aranżując na nowo "Ave Maria", "Venice", "Estatè", czy tytułowy utwór "Italia." Ponadto na albumie po raz kolejny zaśpiewali goście. Tym razem byli to: Andrea Bocelli, Paula Cole i Dean Martin. Jako muzyk sesyjny, współpracował z wieloma artystami, wśród których są Andrea Bocelli, Aretha Franklin, Chaka Khan, Betty Midler, Bob Dylan i Paul Simon oraz The Brecker Brothers. Najbardziej znana jest chyba jednak jego współpraca ze Stingiem. Botti występował podczas jego trasy Brand New Day w 2000 i 2001, nagrali również kilka wspólnych utworów, które znalazły się na płytach trębacza. Jest również autorem muzyki do filmu Więzy / Caught(1996). Botti wzoruje się na wczesnych nagraniach Milesa Davisa i czerpie inspiracje z muzyki Tomasza Stańki. Nie zawęża jednak swojego kręgu zainteresowań muzycznych tylko do jazzu, ale sięga również do muzyki klasycznej i muzyki rockowej. W styczniowym wywiadzie udzielonym magazynowi JazzContent z artysta wyznał, że jest fanem Marilyn Mansona.
Chris Botti / Dyskografia ----------------------------------------- 1995 - First Wish 1996 - Więzy 1997 - Midnight Without You 1999 - Slowing Down the World 2001 - Night Sessions 2002 - December 2003 - A Thoussand Kisses Deep 2004 - When I Fall in Love 2005 - To Love Again 2006 - December 2007 - Italia 2009 - Chris Botti in Boston
Koncerty startują o godz.20.00 –ej.
Niedziela, 8 listopada, 2009 - Dom Muzyki i Tańca, Zabrze Poniedziałek, 9 listopada, 2009 - Klub Wytwórnia , Łódź, Wtorek, 10 listopada, 2009 - Teatr Wielki, Warszawa, Środa, 11 listopada, 2009 – Kijów.Centrum, Kraków Czwartek, 12 listopada 2009, AULA UAM, Poznań (brak biletów) Uweaga, to ważna wiadomość (sądząc po ilośc emalii) Ceny biletów: Zabrze: 255 zł | 195 zł | 155 zł Łódź: 210 zł | 180 zł | 140 zł | 120 zł Warszawa: 350 zł | 300 zł | 250 zł | 200 zł | 150 zł Kraków: 210 zł | 180 zł | 150 zł | 100 zł Poznań: 250 zł | 200 zł | 150 zł | 100 zł
Bilety są dostępne w punktach sprzedaży:
¾ Zabrze - Kasa Domu Muzyki i Tańca, tel. (032) 271 66 22 ¾ Łódź - Klub Wytwórnia, tel. (042) 631 80 00 ¾ Warszawa – Shortcut Warszawa, tel. (22) 692 14 30 ¾ Empiki oraz sklepy Media Markt i Saturn w całym kraju.
Sprzedaż internetowa:
poniedziałek, 26 października 2009
Pustynne wizje muzyka z fiordów
Nils Peter Molvaer „Hamada” Ponad 10 lat po albumie „Khmer”, norweski trębacz Nils Petter Molvaer, artysta uznawany za jednego z ojców nu-jazzu, mistrz ambientowych klimatów oraz mieszania jazzu z muzyką transową i drum’n’bassem, powraca do starej dobrej formy albumem, który jakością porównać można właśnie do kultowego krążka sprzed dekady. Wystarczy posłuchać „Friction”, genialne połączenie trip-hopu z duchem elektrycznego Milesa Davisa aby zdać sobie sprawę, że amerykańską wizję jazzu otwartego na nowości a la Bill Laswell na europejski rynek zaadoptował właśnie Molvaer. Orientalne motywy wygrywane na przetworzonej elektronicznie trąbce, dla których tłem są instrumentalny zgiełk („Cruel Altitude”) a kiedy indziej chill-outowe barwy („Soft Moon Shine”) wpisujące muzykę tak samo trafnie w nurt nowoczesnego jazzu jak i klimaty klubowe. Samo tytułowe arabskie słowo „Hamada” oznacza „martwy” i „bez życia”. Używane jest także jako geologiczny termin oznaczający kamienną i skalistą pustynię - dla człowieka nie do pokonania. I to może być kluczem do pełnego zrozumienia tej często bardzo mrocznej muzyki, którą wraz z Molvaerem dostarczają nam grający u jego boku Audun Kleive (perkusja) i mistrz gitarowej elektroniki – Eivind Aarset.
sobota, 24 października 2009
5th Mózg Festival - Bydgoszcz 2009
O festiwalu specjalnie dla JazzGazety mówi Sławomir Janicki - dyrektor festiwalu: MÓZG FESTIVAL – międzynarodowy festiwal muzyki współczesnej i form wizualnych jest kontynuacją 4 edycji festiwalu „Muzyka z Mózgu“. Nazwa została zmieniona aby zaznaczyć, że nie jest to festiwal stricte muzyczny, a poprostu festiwal sztuki współczesnej. Podczas festiwalu prezentowana jest sztuka wizualna, pod której pojęciem umieszczamy: performance, malarstwo, instalacje, prezentacje wideo, koncerty muzyki współczesnej. Mówiac o muzyce współczesnej mamy na myśli formy muzyczne, które wywodzą się zarówno z muzyki klasycznej takie jak: dodekafonia, punktualizm, mikrotonowość, sonoryzm, minimalizm, w następnym okresie – muzyka graficzna, muzyka konkretna, muzyka elektroniczna, którą nazywano później eksperymentalną, jak również muzykę mającą odniesienie do takich gatunków muzycznych jak jazz, muzyka etniczna, czy muzyka rockowa. Interesują nas więc muzyczne formy otwarte, zawierające w sobie elementy eksperymentu, improwizacji (jako najwyższej formy kompozycji). Interesują nas działania artystów wizualnych eksperymentujących z formą, przekraczających dotychczasowe granice ekspresjii artystycznej. Interesuje nas tradycja oraz poznawanie sztuki wywodzącej się z różnych, często bardzo odmiennych kulturowo, zakątków świata. Mając w pamięci słowa profesora Bogusława Schaeffera, jednego z największych współczesnych kompozytorów polskich, iż tradycję należy szanować, ale pamiętać trzeba, iż tradycję tworzymy także tu i teraz, jako cel stawiamy sobie dobierać artystów w taki sposób aby prezentować sztukę autorską i nowatorską, z poszanowaniem najważniejszych osiągnięć czasu, który minął.
Festiwal odbywa się pod patronatem medialnym JazzGazety. |
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
KLUBY Z NASZĄ REKOMENDACJĄ
KONCERTY
LINKOWNIA
PRASA
WARSZAWA czyli WARSAW
ZASKAKUJĄCE
|