PIOTR IWICKI - niezależny serwis muzyczny - jazz, fusion, blues, jazzrock, koncerty, newsy.
Blog > Komentarze do wpisu
Twórcy walczą o swoje
W poniedziałek w siedzibie Polskiej Agencji Prasowej oraz we wtorkowy wieczór w ramach Forum Ekonomicznego w Krynicy odbyły się panele związane z proponowanymi przez Unię Europejską dyrektywami odnoszącymi się do ochrony praw autorskich. Mowa o ACTA 2, czyli nowych regulacji na jednolitym rynku cyfrowym.

Krynica

Tam gdzie mówi się o zmianach regulacji odnoszących się do internetu, łatwo o kłamstwa. Wola uregulowania płatności na rzecz twórców, których dzieła zamieszczane są w wielkich portalach i serwisach (te oczywiście czerpią z tego faktu zyski), budzi od kilku miesięcy wielkie emocje. Nazwa ACTA 2 czybko przylgnęła do legislacyjnego procesu.

O co chodzi? Twórcy i wykonawcy, w tym pisarze, plastycy, fotograficy i muzycy, tworzą dzieła. Te zamieszczane są w sieci (np. teledyski), jednak ci którzy stoją za sztuką, za dziełem w ogóle nie mają z tego prawie nic. Trudno się dziwić, że gdy środowiska zaczynają dopominać się o swoje, dochodzi do radykalnej polaryzacji. W panelu w Krynicy udział wzięli Stanisław Trzciński (menager kultury i producent muzyczny), ‎wiceminister Paweł Lewandowski z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, kompozytor, zdobywca Oscara - Jan A.P. Kaczmarek, Jean-Noël Tronc wieceszef Europejskiego zrzeszenia Stowarzyszeń Autorów i Kompozytorów, Maria Sadowska (kompozytorka, reżyser i wokalistka) , Marek Kościkiewicz z zespołu De Mono oraz Marcin Olender z Google.

- Dyrektywa ma zmusić tych którzy obracają treścią do tego aby usiadły do rozmów z organizacjami reprezentujące twórców. Dyrektywa zmusi do posiadania licencji zawartej z organizacją reprezentująca twórców, ale też ich działanie będzie musiało być transparentne – podkreślił prowadzący panel Stanisław Trzciński. Stąd zdumiewa fakt, że kiedy w lipcu pierwszy raz postawiono sprawę na forum parlamentu europejskiego, deputowani z Polski byli jednymi z dwóch narodowości, które zagłosowały przeciw wprowadzeniu dyrektywy. Ramię w ramię stanęli parlamentarzyści PO i PiS. 12 września ponownie odbędzie się z Brukseli głosowanie, efektem może być skierowanie dokumentu do dalszych prac. Odrzucenie sprawi, że do tematu może politycy wrócą za 5, 6 latł

Pomimo tego, ze wiceminister kultury Paweł Lewandowski zadeklarował w imieniu polskiego rządu wsparcie twórców i artystów w sprawie nowej dyrektywy, to w innej niż zaproponowana w wersji PE. Nie jest pewne czy jest możliwe by 12 września połączyć kilka projektów do dalszej pracy. 

Nadrzędnym celem panelu było jednak uzmysłowienie wszystkim, że w rękach naszych europosłów również leży przyszłość kultury, tożsamość narodowa.

- Państwo prawa nie ma szans w konfrontacji z korporacjami – ostrzegło Ja A.P. Kaczmarek. Trzy agencje ratingowe ‎mogą zniszczyć państwo. Na linii gigantyczne firmy - twórcy potrzebna jest fundamentalna przyzwoitość. Obracając dziełem twórców nie dzielą się pieniędzmi, które twórcom się należą, bo to oni, twórcy dają wkład w to czym oni obracają – zauważył nasz laureat Oscara.

Zdecydowanie radykalniejsza w opiniach była Marusia Sadowska:
- Kultura nie jest start-upem. Tożsamości narodowa tworzą w większości ludzie mniej znani. Na czele ci widoczni to celebryci, ale to jeden procent twórców. Dzisiaj większość środowisk twórczych głoduje, oni żyją w skrajnej biedzie. Muzycy w małych miastach, twórcy tworzący tożsamość narodowa poprzez mrówczą pracę, i oni ścierają się z opinią, że skoro robią to co lubią to dlaczego trzeba im za to płacić. Taka jest świadomość, ale są też smutne fakty. Aby dostać 1 dolara potrzeba 25 tysięcy odtworzeń na You Tube, z tego twórca i wykonawca dostanie...9 groszy. Pod warunkiem, że oglądający nie zamkną okienka z reklamą. Wejście muzyki do środowiska cyfrowego, do sieci zubożyło muzyków. ‎Przez wadliwe uregulowania Polska traci 2 miliardy złotych. Przez to tracą również twórcy – mówiła nie bez emocji Sadowska. Jej stanowisko nie spodobało się przedstawicielce jednej z dużych korporacji internetowych. Przez moment było wręcz niemiło.


Równie niepokojące są konkluzje Marka Kościkiewicza. Lider i założyciel De Mono w Krynicy powiedział: Nie dziwie się, że Google nie chce twórcom płacić. Żyjemy w kapitalizmie, natomiast ‎potrzeba wprowadzenie dyrektywy dającej możliwość czerpania zysku z materiału, którym obracają inni, twórcom. Pamiętajmy, bo gdy upadnie kultura, upadnie państwo. Odwlekanie tego w czasie sprawia, że wielu twórców nie dożyje otrzymania zapłaty za swoją pracę. Oczywiście takie stanowisko spotkało się z riposta przedstawiciela Google. Marcin Olender: Nie każde odtworzenie generuje zysk. Użytkownicy blokując reklamy sprawiają, że nie zarabia YT i artysta. Oddajemy ponad połowę przychodu, 60% muzyków. Na linii między nami a artystą są jeszcze koncerny płytowe, to również od nich zależy ile ostatecznie z przekazanej przez nas kwoty trafi do artysty – tłumaczył zgromadzonym na panelu.
A jaka jest konkluzja po krynickim spotkaniu? Wszyscy liczą na to, że mimo niedoskonałości, dyrektywy będą procedowane dalej i nie wylądują 12 września w śmietniku. Zarówno w Warszawie jak i na Forum Ekonomicznym wszyscy mówili o jednym: niech nasi politycy staną na wysokości zadania i staną w obronie kultury, naszej tożsamości, dziedzictwa. Nikt nie dopuszcza myśli, że jednogłośnie parlamentarzyści PiS i PO znowu zagłosują przeciw dalszym pracom na dyrektywą.
Jean-Noël Tronc podkreślił, że twórcy to wpływowe środowisko, a parlamentarzystom – politykom powinno zależeć na reelekcji. A jak będzie, przekonamy się za tydzień.

Piotr Iwicki - Krynica



sobota, 08 września 2018, jazz-gazeta

Polecane wpisy

  • Posłuchajcie koniecznie!!!

    KONCERT SEONG-JIN CHO ORAZ RAI SYMPHONY ORCHESTRA – WIDEOTRANSMISJA NA ANTENIE POLSKIEGO RADIA CHOPIN W czwartek 22 marca cyfrowe Polskie Radio Chopin zap

  • Przyjedzie Lizz Wright

    Jest piękna, zmysłowa, obdarzona niezwykłym, matowym głosem i nikt w taki sposób, jak ona, nie potrafił połączyć jazzu, muzyki gospel i spirituals z bluesem z D

  • Nula Stankiewicz - Byle nie o miłości

    W czasach zalewu marności fonograficznej, odwołującej się do schedy po Agnieszce Osieckiej, płyt które niejednokrotnie, nigdy nie powinny się ukazać (choćby z s