PIOTR IWICKI - niezależny serwis muzyczny - jazz, fusion, blues, jazzrock, koncerty, newsy.
Blog > Komentarze do wpisu
Genialny epigon Zappy - Piotr Iwicki - Gazeta Polska Codziennie - Polskie Radio
Bezkompromisowa zabawa formą, kosmiczna wirtuozeria i wizjonerstwo, to wszystko w skrócie streszcza klimat niedzielnego koncertu Adriana Belewa w warszawskim klubie Progresja. Ponadtysięczny tłum fanów gigant rocka potraktował jak przyjaciół.

belew-by-darek-kawka

fot: Darek Kawka

I coś w tym jest szczególnego. Filar legendarnej formacji King Crimson, gitarzysta który został wręcz namaszczony przez Franka Zappę (nieodżałowany ekscentryk rocka powiedział wręcz, że Belew zdefiniował elektryczna gitarę na nowo) udowodnił każdą frazą swojego występu, że muzyka nie zna granic a szceśc strun gitary nie ma dlań żadnych tajemnic. Czy wchodził w rejony kompozycji King Crimson czy grał swoje premierowe utwory, z jednakowa swoboda budował połamane struktury rytmiczne, łączył muzykę z teatrem dźwiękowym, pełnym odgłosów, rozmów, ot muzykę totalną, która tylko z racji na arsenał wykonawczy – sceniczny wpisana jest w nurt rocka progresywnego „do kwadratu” i artystycznego po granice wyrafinowania. Już przede koncertem wiedzieliśmy, że w celu dokonania swoistego podsumowania swojej twórczości, Belew powołał do życia Power Trio, w którym towarzyszy mu na koncertowej trasie dwoje rewelacyjnych muzyków: basistka Julie Slick i perkusista Tobias Ralph. Napisać, że byli rewelacyjni, to tylko w połowie oddać wirtuozerie kompanów lidera. O ile basistka pokornie wykonywała zawiłe podstawy basowe, budował solidne fundamenty i kontrapunkty o tyle Tobias Ralph był dla wielu objawieniem wieczoru. To perkusista na miarę największych gigantów tego instrumentu na świecie! Jego popisy zapierały dech. 

Prezentowana w niedzielę późnym wieczorem muzyka w sposób jaskrawy pokazała jak wielkie piętno na King Crimson wywierał i wywiera nadal Belew. Obecność na widowni licznych muzyków, którzy na co dzień obracają się w kompletnie odmiennych stylistycznie światach najlepiej dowodzi innowacyjnego podejścia gitarzysty do muzyki i

Mirosław Gil, wieloletni gitarzysta formacji Collage zachwycał się pomysłowością bohatera wieczoru, nie kryjąc podziwu dla skomplikowanych struktur kompozycji. Mirosław „Carlos” Kaczmarczyk, mieszkający od wielu lat w Oslo polski wirtuoz gitary koncert podsumował:

- Genialne w muzyce Andrew Belewa jest to, że on kompletnie nie wstawia swojego grania w jakieś ramy, nie szufladkuje, nie określa stylistycznie. Dzięki temu jest niezwykle atrakcyjna muzyka, trochę jak teatr w którym utwory są aktami, scenami. Przemienność tych pomysłów jest tak intensywna, że słuchacz jest co chwilę czymś zaskakiwany. Fajna jest spora dawka poczucia humoru, zabawy z publicznością. Ale, co najważniejsze, za tym wszystkim stoi fenomenalna technika i opanowanie elektroniki przez gitarzystę. Przed czymś takim można tylko schylić czoła. Nie dziwię się zachwytowi Zappy – dodał nasz gitarzysta. Równie ciepło o całym występie mówił obecny na nim wiceminister, kultury pan Jarosław Sellin:

- Od lat słucham King Crimson, nie mogłem pominąć tak świetnego koncertu – skwitował budząc jednocześnie pozytywne reakcje tych, którzy dopiero pod koniec zauważyli polityka na widowni. Sekretarz stanu na rockowym koncercie! Brawo!

Niestety, niedzielny koncert miał też swoją smutną stronę. Dzień wcześniej w tym samym miejscu grała gwiazdorska formacja The Winery Dogs. Wśród słuchaczy obecny był Piotr Grudziński, znakomity gitarzysta, założyciel i filar formacji Riverside. Muzyk zmarł nagle w niedzielę nad ranem. Kilka godzin wcześniej umawiał się, że wpadnie na Belewa. Ta wiadomość szybko obiegła rockowy świat. Giganci tacy jak Steven Wilson, dzisiaj chyba najbardziej prominentna postać ambitnego rocka na świecie czy Mike Portnoy, nie kryli szoku: „Moje najgłębsze kondolencje dla rodziny i przyjaciół gitarzysty i założyciela Riverside Piotra Grudzińskiego, który nagle zmarł ostatniej nocy w wieku 40 lat. Wiem, że wielu moich słuchaczy jest także fanami tego wspaniałego zespołu i mogę na nich liczyć. Kolejne smutne odejście znakomitego muzyka, tym bardziej szokujące, bo wciąż był bardzo młody. Spoczywaj w pokoju" Steven Wilson.

Piotr Iwicki

 



wtorek, 23 lutego 2016, jazz-gazeta

Polecane wpisy