PIOTR IWICKI - niezależny serwis muzyczny - jazz, fusion, blues, jazzrock, koncerty, newsy.
Blog > Komentarze do wpisu
Unforgettable Natalie
To dzięki Natalie Cole i jej ojcu, wielkiemu Nat King Cole'owi, słowo Unforgettable - niezapomniany, stało się muzyczna marką. Kiedy cały świat radował się z nadejścia 2016 i żegnał odchodzący 2015 rok, z dala od reflektorów odeszła od nas w wieku 65 lat na zawał serca Natalie Cole.

O takich postaciach jak Ona mówi się: ikona gatunku, gwiazda showbiznesu, bożyszcze tłumów. Jej każdorazowe pojawienie się w Polsce traktowane było jak wielkie muzyczne święto. Nic dziwnego. To była nie tylko znakomita wokalistka, ale również estradowa dama. Otoczona menagerami i asystentami, gdziekolwiek się pojawiła, szybko stawała w centrum uwagi. Pamiętam, jak 20 lat temu wielkim szokiem był jej "rider techniczny" czyli gruby załącznik do głównego kontraktu, opisujący wszystko: od czasu trwania koncertu, ilości bisów, koloru i wystroju sceny, po wyposażenie garderoby i spis napojów oraz posiłków serwowanych na zapleczu jej i zespołowi. Kiedy miałem okazję rozmawiać z nią kilka lat później (w dosyć niesztampowych okolicznościach) wróciłem do tego występu z lat 90. . Miałem mieć z Nią wywiad o określonej godzinie, ale prywatne zajęcia wokalistki sprawiły, że jej asystentka połączyła mnie z nią telefonicznie niemal godzinę później. I co z tego, że właśnie jechałem samochodem na własny koncert (!),  gdy oznajmiłem to Pani Cole, roześmiała się i zaproponowała abyśmy rozmawiali jak koledzy po fachu a nie dziennikarz z śpiewaczką. Zagroziła, że jeśli nie będę się zwracać dalej do niej Natalie, to się rozłączy. Ten zaszczyt spotkał mnie w okolicach warszawskiego ronda Zawiszy. Oczywiście zapytałem po co w kontrakcie był zapis - konieczność obecności stolarza cały czas na zapleczu Sali Kongresowej, który zszokował nawet najbardziej obytych w bojach naszych producentów koncertów.

- Kiedy wchodzisz na scenę, często okazuje się, że podesty dla sekcji rytmicznej są zbyt krótkie, jakiś element trzeba skrócić albo poprzednia ekipa, która koncertowała wcześniej, zostawiła powbijane w podłogę gwoździe, które podtrzymywały banery albo dekoracje. Wszedłeś kiedyś na coś takiego (śmiech)? - wyjaśniła Natalie.

Powiedziała też dlaczego precyzyjnie określa swoje menu.

- Kiedy jeździsz po świecie: od Japonii po Argentynę, musisz liczyć się z tym, że począwszy od masła skończywszy na serze, wszystko jest inne. Kiedy masz za chwilę wystąpić przed wielką publicznością, nie możesz mieć pokarmowych sensacji. Masz pewnie ulubioną wodę mineralną, sok czy ciastko, ja też, ale i tak uważam, że nie mam dziwnych upodobań. Znam gwiazdy, które określają, które żelki i w jakim kolorze mają być w garderobie i jak ma pachnieć mydło. Ja oczywiście chcę, aby w garderobie były kwiaty. Czasami ktoś wpada z aparatem robi sobie zdjęcie i co ma być w tle? Kartony i skrzynie od instrumentów albo puszki po napojach. Pewnie też wolisz kwiaty (śmiech).

Bardzo ciekawie mówiła o tym, że branża ma problem z jej "zaszufladkowaniem".

- Jedni mówią, że jestem wokalistką jazzową ale komercyjny sukces nie pasuje do wizerunku artystki jazzowej, takiejktóra sprzedaje w życiu jakieś 50 milinów płyt. Ale nie dbam o to. Ludzie przychodzą na koncerty i dokładnie wiedzą na co i na kogo przychodzą. Skoro przychodzą na Natalie Cole, dostają Natalie Cole.

Wówczas w pełni podzielałem taki tok myślenia, jednak po  kolejnych koncertach córki Nat King Cole'a w Warszawie widziałem, że ona sama szukała nowej drogi. Najbardziej zaszokowała występem w hali Torwaru (2007 rok), gdzie brzmieniem i stylem idealnie wpisała się w mieszaninę soulu, r'n'b i amerykańskiego popu.

- Bałem się jak przyjmie to publiczność - zdradził wówczas szef festiwalu Warsaw Summer Jazz Days - Mariusz Adamiak - ale okazało się, że chyba wszyscy chcieli w końcu usłyszeć Natalie Cole w czymś więcej niż stare hity i wspólnie wyśpiewane z ojcem frazy. Ona sama również w takiej konwencji ponownie rozkwitła. 

Ostatni warszawski koncert w 2013 roku, był już mieszaniną jazzu, piosenek śpiewanych po angielsku i hiszpańsku, były wtrącenia z Michaela Jacksona, Whitney Houston, nie zabrakło wspólnego hitu jej i ojca. Ale nic dziwnego, słynna sztuczka z krążka "Unforgettable... with Love", gdzie śpiewała z nieżyjącym od 1965 roku tatą, to już dzisiaj kanon technologii muzycznej, chętnie stosowany przez współczesne nam gwiazdy (ostatnio Kylie Minogue zaśpiewała tak z Frankiem Sinatrą). To coś ikonicznego jak teledyski Michaela Jacksona czy śpiewający sam ze sobą Bobby McFerrin.

"Natalie stoczyła zaciekłą, odważną walkę, umierała tak, jak żyła: z godnością, siłą i honorem. Nasza ukochana matka i siostra, będzie nam jej brakować i pozostanie na zawsze niezapomniana w naszych sercach" - ten oficjalny komunikat wystosowali: syn Robert Adam Yancy, oraz siostry Timolin i Casey Cole. Przywołane w tytule artykułu jak i przeboju Natalie Cole  słowo unforgettable, nabrało tutaj symbolicznego znaczenia.

Jej nagłe odejście przypomniało nam, że była też ta druga - mroczna strona jej życia. Problemy z narkotykami opisane w autobiografii "Angel on My Shoulder", konflikt z matką, która uważała, że córka buduje sławę na grobie ojca oraz trzy nieudane małżeństwa. Miała żółtaczkę typu C, pokłosie narkotykowych lat, w 2009 roku przeszła przeszczep nerek i skwitowała to w swoim stylu: Wreszcie przestanę czas dzielić na przeloty, zmiany hoteli, koncerty i ... trzy dializy tygodniowo. Dziewięciokrotna laureatka Grammy (łącznie 21 nominacji) autorka 26 albumów w tym 3 koncertowych, przechodzi do historii jako ikona stylu i elegancji. Elysa Gardner z USA Today skwitowała wprost: Miała klasę i styl, których nie da się wyuczyć. Pięknie i głęboko zareagowała muzyczna branża i przyjaciele. Cher napisała: "Głos z nieba został wezwany do swego domu", amerykański polityk - demokrata Jesse Jackson określił ją ukochaną siostrą, ucieleśnieniem ducha. Randy Jackson (młodszy brat Michaela Jacksona, członek The Jacksons) określił Natalie Cole jako jedną z najbardziej utalentowanych osób jakie znał. W podobny stylu wypowiedział się Mc Hammer, dodając, że jej głos poruszał cały świat. Geniusz funky Bootsy Colins złożył na Facebooku fanom noworoczne życzenia dopełniając kroplą smutku: "/.../po odejściu Pani Natalie Cole, która udała się do domu by tam śpiewać". Diane Warren zareagowała spontanicznie: "Oh no not Natalie Cole!!!!! Fuck." a Patti Label oznajmiła: Będę tęsknić ale jej światło będzie lśnić zawsze. Lenny Kravitz pod wielkim zdjęciem gwiazdy na swoim instagramowym profilu napisał: "Odszedł anielski głos, perfekcyjny głos Natalie Cole, prawdziwej damy". Sam Tony Bennett podkreślił wieloletnią przyjaźń z Nią i jej ojcem i co więcej rozwiał wszelkie wątpliwości branży:

-  Natalie była wyjątkową jazzową wokalistką, a za zaszczyt uznaję fakt, że mogłem z nią występować wiele razy przy rozmaitych okazjach.  

Bennett nie może sie mylić, odeszła od nas gwiazda jazzu.

Piotr Iwicki - Gazeta Polska Codziennie



poniedziałek, 04 stycznia 2016, jazz-gazeta

Polecane wpisy