PIOTR IWICKI - niezależny serwis muzyczny - jazz, fusion, blues, jazzrock, koncerty, newsy.
Blog > Komentarze do wpisu
Śpiewanie jak mgła - Stacey Kent - Tenderly

 

 

tender

Jest tak ulotna i delikatna jak jej głos. Jednak nie przeszkadza to jej wyjść na scenę w pięknej, tiulowej sukience do której przywdzieje punkowe glany. Stacey Kent, jedna z najwybitniejszych wokalistek jazzowych naszych czasów, właśnie wydała album "Tenderly". Piękny, nastrojowy, nie nachalny.

Artystka posiada niepowtarzalny głos, a charakterystyczny sposób prostych interpretacji bez zbędnych zawijasów czy wodospadów lejących się na słuchacza nut, to jej markowy znak. Liczne koncerty i płyty często pozbawione są wsparcia perkusji, co czyni ostateczny efekt bardzo kameralnym. To trochę jakby w kąciku naszego mieszkania usiadła w puszystym fotelu wokalistka, która nie chce nam wykrzyczeć a raczej wyszeptać do ucha to, co każdy mężczyzna chciałby usłyszeć od swojej wybranki (i vice versa). 

Ale ten styl wolny od gromkiego forte, za to bogaty w pięknie lejące się nutki, ma tyle samo fanów ilu krytyków. A to już jest coś! Stacey Kent nie pozwala przejść nad swoim śpiewem obojętnie. "Jej głos jest miękki, nieskazitelny i klarowny jak nigdy dotąd a ona sam przekonującą i ujmująca" - napisał entuzjastycznie w "The Guardian", Dave Gelly. Tego entuzjazmu nie podziela "The Times", który piórem Chrisa Pearsona oznajmia:

"Spotkanie z gitarzystą Roberto Menescalem, współtwórcą bossa-novy, procentuje dwunastoma utworami niemal wyszeptanymi, jednak mało oryginalnymi, wręcz kalkami stylu". Minusem ma tu być zbyt kurczowe trzymanie formuły wypracowanej przez Stana Getza i Joao Gilberto. Ale czy to wada równać do najlepszych, ikon stylu? Nie zgodzę się z Pearsonem, bowiem choć album ma w sobie sporą dozę latynoskich klimatów, to nie jest to płyta stricte bossova. To bardziej balladowe ujecie jazzu w jego soczystości i kameralności niż wejście do świata synkop i gorących rytmów. Jak widać, coś co jednych zachwyca, innych mierzi. Ale formuła interpretacji Stacey Kent zawsze była (i jest) oparta na bardzo zmysłowym, właśnie takim niemal wyszeptywanym interpretowaniu ballad bądź klasycznych swingujących tematów. I to sprawiło, że ma bardzo wielu fanów, którzy po całodniowym zagonieniu uwielbiają sobie puścić jej krążek w domu. Ot dla wyciszenia, zbudowania klimatu nadchodzącego zmierzchu.

kj

Bezdyskusyjnie ktoś, komu album przypadł do gustu jest Dionizy Piątkowski, człowiek, który już niejednokrotnie sprowadzał artystkę do Polski:

- I tym razem Stacey Kent nie zaskakuje słuchaczy – jest najdoskonalsza w swej charakterystycznej, muzycznej pozie i  choć  wokalistka unika forsownych skojarzeń z bossa-novą, to „Tenderly jest – tak sądzę - jej niezwykle ważnym nagraniem. Amerykańska wokalistka nie siląc  się na oryginalność, z dużą dozą jazzowej nostalgii śpiewa standardy a wtórujące jej trio: Roberto Menescal- gitara, Jeremy Brown—kontrabas oraz asystujący prawie każdemu nagraniu Stacey, saksofonista Jim Tomlinson (prywatnie jej życiowy partner) tworzą niezwykle ciekawe brzmienie i spójny nastrój całego albumu - dodaje producent.

Można powiedzieć, że to muzyka zbudowana z wzajemnej miłości i jednakowego odczuwania jazzu. Stacey Kent swojego męża i saksofonistę "w jednym" czyli Jima Tomlinsona poznała w Anglii. Współpraca z błyskotliwym i zdolnym muzykiem  zaowocowała  nagraniem wspólnie wielu płyt. Jej pierwszy album, „Close Your Eyes” ukazał się w 1997 roku. Pojawiała się gościnnie na płytach Tomlisona – ostatnio na płycie “The Lyric” (2005), która otrzymała nagrodę “Album of the Year” 2006 na BBC Jazz Awards. „Tenderly” to dziesiąty album studyjny w dorobku Stacey Kent.

"A vida é a arte do encontro, embora haja tanto desencontro pela vida" - życie jest sztuką spotkania ale też jest wiele w nim rozbieżności, cytuje Vinicius de Moraes, mistrza bossa-novy artystka w materiale promującym album.

"Kolejna płyta, przy której zwyczajnie można usiąść i zrelaksować się", napisał spontanicznie jeden z fanów Stacey Kent w internetowym komentarzy płyty, a ktoś inny skwitował, że jest tak nudna, że chyba odda ją na cele dobroczynne. Z tym ostatni się zdecydowanie nie zgadzam.

Piotr Iwicki - Gazeta Polska Codziennie



środa, 27 stycznia 2016, jazz-gazeta

Polecane wpisy