PIOTR IWICKI - niezależny serwis muzyczny - jazz, fusion, blues, jazzrock, koncerty, newsy.
Blog > Komentarze do wpisu
Pograjmy na poważnie

str

Polska muzyka klasyczną stoi. Znakomite występy artystów na wszystkich kontynentach, płyty trafiające na półki w magazynach płytowych od USA pod Japonię, nazwiska trafiające do zestawień najbardziej wpływowych rankingów i laurów, z Grammy włącznie, to spektakularna demonstracja, że obok jazzu, właśnie muzyką poważną odciskamy polski ślad w świecie.

 

Choć radiowe playlisty, agresywna reklama w tzw. dobrych sklepach muzycznych oraz celebrycka obecność w telewizjach śniadaniowych czy na okładkach magazynów tak śliskich od płytkiego wazeliniarstwa jak ich lakierowane okładki, budują całkiem inny obraz naszego muzycznego biznesu, to najlepszym recenzentem jest i tak obecność w zestawieniach odtworzeń przesyłanych z zagranicy do organizacji tzw. zbiorowego zarządzania (czyli tantiemy dla artystów za puszczanie ich muzyki np. w radiu). Ot, nie wozi się drzewa do lasu, nasze gwiazdy popu i rocka, w większości wtórne do zachodnich oryginałów i wartościowe jak demoludowe podróbki coli, nie mają co szukać na falach eteru brytyjskich czy amerykańskich rozgłośni. Za to jazz, muzyka filmowa czy folk w konwencji world-music (vide np. Kapela ze wsi Warszawa, jazzowo-ludowe twórcze wycieczki Anny Marii Jopek czy multikulturowa estetyka Marii Pomianowskiej)  podobnie jak muzyka kolokwialnie nazywana "poważką", stają się ambasadorem naszej muzycznej kultury. Znamiennie brzmią tutaj słowa Czesława Niemena, które usłyszałem od niego w warszawskim klubie Stodoła w luźnej rozmowie o kondycji naszego muzycznego profanum:

- Oni nie szukają siebie, nie chcą grać siebie, oni robią wyścigi kto jest bardziej podobny do Anglików. Kto szybciej gra na gitarze i ma dziwniejsze spodnie. To co potem grają, jak grają, jak śpiewają, to nic jest. Szkoda włączać radio, prądu szkoda.

Wyspy piękna

Na szczęście są tacy, którzy równają do najlepszych, często wskakując na artystyczny muzyczny Olimp. Płyty, które ostatnio trafiły do rąk melomanów, to tyle samo radość dla ucha, co przykład, że na morzu nijakości trafiają się wyspy piękna.

temper

Gruppo di Tempera - powstała w 2007 roku i skupia czołowych muzyków-wirtuozów, od lat współpracujących ze sobą w rozmaitych formacjach kameralnych i orkiestrowych. Posiadając tak znakomity warsztat i doświadczenie, zmierzyli się wykonawczo z kameralną muzyką francuską. Agata Igras-Sawicka – flet; Sebastian Aleksandrowicz – obój; Adrian Janda – klarnet; Artur Kasperek – fagot; Tomasz Bińkowski – waltornia oraz Agnieszka Kopacka-Aleksandrowicz – fortepian na wydanym właśnie albumie porywająco interpretują dzieła Jacquesa Iberta, Dariusa Milhaud, Jana Françaixa a swoistym echem z przeszłości dla wielu czytelników będzie "Sekstet na flet, obój, klarnet, waltornię, fagot i fortepian" Francisa Poulenca. Kto pamięta legendarne czwartkowe spektakle telewizyjnej Kobry, ten świetnie rozpozna w pierwszym temacie znajome dźwięki. Choć zarejestrowane przez Gruppo di Tempera kompozycje to klasyka XX wieku, dzisiaj brzmi ona komunikatywnie a nazwiska Milhaud czy Ibert kompletnie nie odstraszają nawet mało obytych słuchaczy. Tak zwykle jest, gdy trudne dzieło trafia na wybornego wykonawcę.

skriab

Podobnie dzieje się w wypadku muzyki Aleksandra Skriabina, która pod palcami znakomitego pianisty Wojciecha Majewskiego, przemawia do nas pięknem tego, co Skriabin nam dał (dzisiaj przez wielu uznawany za najwybitniejszego kontynuatora romantycznego nurtu wynikającego wprost ze sztuki Fryderyka Chopina). Płyta artysty swobodnie poruszającego się po klasyce, jazzie i poetyckich klimatach, jest w całości poświęcona muzyce wielkiego rosyjskiego kompozytora. 34 miniatury m.in.: preludia, mazurki, etiudy, poematy, w chronologicznym układzie utworów - od dziecięcego „Kanonu”(1883) aż do ostatnich „5 Preludiów op.74” z 1914 roku - to zarówno znakomity przykład ewolucji stylu Skriabina ale i możliwość pokazani kunsztu przez solistę a pianistyka Skriabina to Himalaje wirtuozerii. Majewski pokazuje tutaj zarówno rewelacyjny warsztat jak również mentalną dojrzałość na miarę (niegdyś) wykraczających daleko za percepcję zwykłego melomana kompozycji. Pod palcami Majewskiego, Skriabin nie taki straszny, a i piękny!

Piąty element

Zwolennicy przekraczania granic zakochają się w albumie Atom String Quartet i Cezariusza Gadziny (nasz mieszkający w Brukseli wirtuoz saksofonów, światowego formatu) - "The Fifth Element". To coś jak bardziej wyrafinowany Jan Garbarek czy saksofonowy jazz ubrany w natchnione klasyczne instrumentacje. Tutaj światy się przenikają i nie widać stylistycznego szwu. Nastrojowa "Daraja" podobnie jak "Daily Sax", to kompozycje, które gdyby wydawnictwo miało amerykańską dystrybucje, bez wątpienia gościłyby wśród potencjalnych nominantów do Grammy. Podobnie jak cały album, bo to światowe granie jest!

fifth

Znamienne, że gdy do łączenia estetyk i konwencji zabierają się muzycy wszechstronni, a dodatkowo posiadający ugruntowany w uczelniach warsztat, to efekty są zazwyczaj porywające. Tak dzieje sie u Krzesimira Dębskiego na albumie wydanym przez Agencję Muzyczną Polskiego Radia, gdzie odnajdujemy trzy jego ciekawe kompozycje: Koncert skrzypcowy nr 3 (solista Łukaszem Błaszczyk); “Stories” na kontrabas i orkiestrę (tu Adamem Bogackim) oraz istne pomieszanie z poplątaniem - „Wariacje na temat K. Dębskiego”. Wszystko zostało nagrane efektowanie z towarzyszeniem Polskiej Orkiestry Radiowej pod dyrekcją kompozytora. Oblicze tego kompozytora, całkiem odmienne od stricte jazzowego czy twórcy muzyki filmowej, jest wielce intrygujące. Aż chce się krzyknąć: więcej!

krzes

Na koniec zostawiłem album, którym pozornie nie powinien stać się hitem. No bo chyba tylko Verdi, Faure, Bach i Mozart mogli budować swoją pozycję na fraza żałobnych. A tu proszę!

kwadro

Zespół Kwadrofonik wraz z śpiewającym Adamem Śtrugiem, sięgnęli po teksty pieśni pogrzebowych z XIX-wiecznego śpiewnika pelplińskiego, doprawili to elektronicznymi sztuczkami łącząc świat muzyki ludowej, tradycyjnej kościelnej z wszystkim, co atrakcyjne w muzyce współczesnej. "Requiem Ludowe - Kwadrofonik, Adam Strug" - płyta niby skazana na niszowość, stała się nie tylko hitem trafiającym do rąk odbiorcy  zakochanego w pięknie, poszukiwaniu i świeżości, również podbiła zestawienia krytyków. Dla mnie absolutny hit ostatnich miesięcy.

Zaręczam, sięgnijcie po opisane tutaj płyty. Raz, że są znakomite. Dwa, że wszystkie mają to coś tak istotnego: Dobre, Bo Polskie!

Piotr Iwicki - Gazeta Polska Codziennie - 9/10 stycznia 2016



niedziela, 10 stycznia 2016, jazz-gazeta

Polecane wpisy