PIOTR IWICKI - niezależny serwis muzyczny - jazz, fusion, blues, jazzrock, koncerty, newsy.
Blog > Komentarze do wpisu
Prawdziwie czarny koń
Jeszcze chyba żadna polska wytwórnia fonograficzna, w tak krótkim czasie nie narozrabiała na rodzimym rynku jak warszawska For Tune. Jak jest jej recepta na sukces? Chyba ta sam co szekspirowskim "Hamlecie". W szaleństwie.

To co wydają kompletnie nie przystaje do komercjalizującego się z każdym rokiem coraz bardziej rynku. Nie idą na pasku radiowy playlist, nie mizdrzą się do masowego słuchacza, za to dopieszczają tych, którzy szukają nowych dźwięków, fraz nieprzewidywalnych. Eksperymentują, dają wolna rękę tym, którzy będą jutrem naszego jazzu czy muzyki improwizowanej. Swój manifest streścili w kilku liniach a sprowadza się ono do misji utrwalania tego, co przemijające - nagrywania, uwieczniania. Mówią wprost: "/.../Zbyt wiele znakomitej twórczości odchodziło w niebyt, żyjąc tylko we wdzięcznej – ale ulotnej i przemijającej – pamięci." Ale szybko tłumaczą, że nie są w stanie uchować od zapomnienia wszystkiego a to co robią, to tylko kilka ziarenek z tej pustyni. To co czyni ich wydawnictwem szczególnym to "unikanie hurtu i pracy taśmowej" przy jednoczesnym otwarciu na wszystko ze wszystkich stron świata. Jarek Polit, jeden z założycieli firmy zadziałał pod wpływem impulsu, woli uwiecznienia zaistnienia na naszej scenie formacji Power of the Horns pod wodzą "Damasia" czyli Piotra Damasiewicza. Doszło do koncertu, nagrania. Był rok 2011. Oficjalnie For Tune formalnie ruszyło rok później a album "Alman" tej właśnie formacji otwiera dumnie liczący już dzisiaj 28 pozycji katalog wytwórni. I trzeba przyznać, że każda kolejna płyta idzie tropem kamieni milowych ideii wydawnictwa: wydawać jak najwięcej muzyki „live”;  wydawać jak najwięcej realizacji w wersji audio; wydawać jak najwięcej zdarzeń aranżowanych specjalnie na potrzeby rejestracji fonograficznej. I tak tworzą zdarzenia artystyczne, kreują muzyczne byty. Ich płyty mają charakterystyczne wzornictwo, a jego spójność podobnie jak i jasny przekaz estetyczny przypominają koncepcję monachijskiego ECM Records. Jego twórca Manfred Eicher  miał jeden cel, pokazywać dźwięki najpiękniejsze, zaraz po ciszy. Czy można wróżyć poslkiej wytwórni podobnego sukcesu. stawiam, że tak. Dwa Fryderyki za album "Ravel" Dominika Wani pokazały, że droga obrana przez raptem cztery osoby tworzące nową jakość w naszej fonografii (obok Polita są to Witold Zińczuk – prezes firmy, jego zastępca Ryszard Wojciul i Aneta Sapilak), jest słuszna.

Krążki Jarka Bestera, Macieja Obary, Wiliama Parkera, Mazolewskiego i Gonzaleza, braci Oleś z Jorgosem Skoliasem, Wacława Zimpela, Anthony Braxtona (koncert z Warszawy) Pulsarusa, Marcina Maseckiego czy najnowsze ze znakomitym albumem The Intuition Orchestry "To The Inside", to wizytówka tego, co aktualnie cenne w naszej muzyce zapatrzonej w przyszłość. I nic dziwnego, że w obchodzącej właśnie drugie urodziny wytwórni upatruje się zjawiska, które wykreuje czwarte pokolenie niosących kaganek swingu, wolnej improwizacji, ducha jazzowych rewolt pokolenia Komedy, późniejszego Young Power czy yassu. A same statuetki Fryderka - dowód akceptacji i jednocześnie ocena dokonań pokazują, że rewolucja faktycznie już się dokonała. I niech trwa.

Piotr Iwicki - Gazeta Polska Codziennie



niedziela, 11 maja 2014, jazz-gazeta

Polecane wpisy