PIOTR IWICKI - niezależny serwis muzyczny - jazz, fusion, blues, jazzrock, koncerty, newsy.
Blog > Komentarze do wpisu
Sting - The Last Ship

ship

Sting wraca do dawnej formy



Po dziesięciu latach milczenia, ex-frontman  legendarnej formacji The Police powraca nowym albumem. Sting wydał właśnie znakomity  krążek „The Last Ship”. Dla całego przedsięwzięcia Pan Gordon Matthew Thomas Sumner - bo tak w rzeczywistości nazywa się 62. letnie autor - uknuł iście mistrzowski plan.

Płyta ukazała się jednocześnie w kilku wersjach pod względem objętościowym.  My z góry polecamy najobszerniejszą bo licząca 20 piosenek Exclusive Super Deluxe Edition (są też wersje krótsze oraz wydanie na tradycyjnych płytach winylowych). Oczywiście jak na XXi wiek przystało, albumu można słuchać wprost z internetowej chmury oraz ściągnąć w elektronicznych plikach. Ale to nie koniec. To co dostajemy na płycie to swoisty prolog do dalszych wydarzeń, bowiem w przyszłym roku na jednej z broadwayowskich scen pojawi sie musical. Jak zdradza sam Sting, w czasie pracy nad krążkiem (i musicalem) popełnił 30 piosenek, można więc spodziewać się kolejnej reedycji albumu z plikami dotąd niepublikowanymi. I tak dalej, jak widać  biznes pod szyldem "The Last Ship" bedzie sie kręcić klika lat. a już jest znakomicie, bowiem album pierwszego dnia sprzedaży (miniony wtorek) uzyskał w Polsce status Złotej Płyty! Na świecie jest w piątce najlepiej sprzedających się albumów, ustępując tylko Drake'owi, Cher i Kings of Leon. Ale to szybko się zmieni. zaręczam.

A jaka jest nowa muzyka? To piękna opowieść oparta na biograficznych wątkach, trochę jak ucieleśnienie sytuacji w której artysta siada z nami przed kominkiem i zadaje pytanie: Opowiedzieć Wam pewna historię? I zaczyna swoja opowieść m.in. o historii upadku przemysłu stoczniowego w Newcastle, który - jak sam wielokrotnie wspominał - odgrywał kluczowe znaczenie w rozwoju miasta i tamtejszej społeczności. O dorastaniu w cieniu stoczni Swan Hunters w Wallsend, o nie najprostszych relacjach międzyludzkich, roli rodziny jako portu do którego zawsze trzeba wrócić mimo najgorszych burz, i o tym, że warto miec przyjaciół. Niby rzeczy oczywiste, ale w ustach człowieka z tzw. bagażem doświadczeń brzmią przekonująco. Sting od strony muzycznej bawi się wszystkimi konwencjami, najchętniej wchodząc w świat delikatnej ballady (genialna "Practical Arrangement") lubi tez frazy lekko powiewające folkiem jak w "Language of Birds". Bywa, że kompozycje przywodzą skojarzenia z dawniejszymi dokonaniami artysty, jak choćby "August Winds" niemal echo "The Secret Marriage", pięknej ballady sprzed ćwierćwiecza (oryginalnie na albumie "...Nothing Like The Sun"). Typowy rock występuje tutaj niemal incydentalnie, choćby w "And Yet", naturalnej kontynuacji brzmień ostatnich krążków mistrza. atutem jest tez znakomite brzmienie albumu, a pracował nad nim Rob Mathes, wieloletni współpracownik nie tylko Stinga ale i Erica Claptona, Eltona Johna, Lou Reeda i Carly Simon. I to brzmienie, ciepłe, genialnie wtopione  w jesienną zadumę to atut bezsporny. dla mnie "The Last Ship" to jeden z najlepszych krążków Anglika, dorównujący siłą przekazu i artyzmem pierwszym trzem w solowym dorobku. I co najważniejsze, Sting już dawno nie nagrał płyty, która z założenia nie musi dogodzić wszystkim. Ta adresowana jest do odbiorców oczekujących od muzyki piękna, słuchaczy o odrobinę większej wrażliwości niż ta niezbędna do słuchania radiowej papki komercyjnych playlist.

Piotr Iwicki - Gazeta Polska Codziennie



piątek, 27 września 2013, jazz-gazeta

Polecane wpisy

Komentarze
2013/10/01 08:34:08
10 latach przerwy? Przegapiłeś jego trzy płyty dla Deutsche Grammophon ;]
-
2013/10/11 10:34:21
zgadzam się, że wraca do formy. Świetny album. Polecam
-
2013/10/11 11:30:02
Ja się również podpisuję! Dobra płyta! Uwielbiam Stinga. Ogólnie wydaje mi się, że kiepska promocja płyty była.