|
Blog > Komentarze do wpisu
Tomasz Stańko "Dark Eyes" - moja płyta roku
Do kina nie lubię chadzać na filmy, o których aktualnie pisuje się dziesiątki recenzji, podobnie sam nie pisuję o płytach na fali licznych recenzji - pochlebnych jak i krytycznych. Aby mieć swoje własne zdanie, wolne od sugestii, czasami wolę chwilę poczekać. Posmakować, nacieszyć zmysły. Tak jak teraz.
O tym, że nasz znakomity trębacz Tomasz Stańko ma swój osobisty styl i brzmienie, nie trzeba przekonywać chyba nikogo. Ale to, że stworzy całkiem nową jakość w oparciu o własne znaki rozpoznawcze zaskoczyło chyba nawet jego fanów. A co się stało? Do sklepów właśnie trafia jego najnowszy album „Dark Eyes”, wydany podobnie jak poprzednie światowego zasięgu hity: „Balladyna”, „Litania”, „From The Green Hill” „Soul of Things”, „Suspended Night” i „Lontano”, przez słynną monachijską wytwórnię ECM. Stańko pozostaje tutaj wierny melodyjnej melancholii („So Nice”), a momenty eterycznych fraz, dźwięków płynących gdzieś z oddali jak choćby w „Terminal 7” (muzyka do sztuki Larsa Norena) nie przerywa już charakterystyczny, niemal rozdarty krzyk jego trąbki. Ten świat zbudowany jest z klimatów, zadumy i dźwięku na pograniczu ciszy. W gronie oryginalnych kompozycji lidera odnajdujemy bardzo energetyczne „The Dark Eyes of Martha Hirsch” temat stworzony pod wpływem obrazu Oskara Kokoschki, który kompozytor zobaczył w jednym z nowojorskich muzeów. Jest też odkurzony, wsadzony w nowe brzmieniowe ramy „Last Song” temat znany z „Balladyny, płytowego debiutu Stańki pod skrzydłami ECM w 1975 roku. Nie brak też odwołań do spuścizny Krzysztofa Komedy, jednak nie do komedowskich hitów, ale mniej znanych: „Dirde for Europe” oraz „Etiuda baletowa nr 3”. I za to przypomnienie – wielkie podziękowania. Ducha czasów gdy Stańko z Komedą współtworzyli jedną z najciekawszych formacji europejskiego jazzu niesie „Amsterdam Avenue”, dla mnie numer 1 albumu. Co zatem jest tutaj szokującego, odkrywczego, nowego? Środki wyrazu. Po latach współpracy z polskim – akustycznym trio, Stańko po pierwsze – zatrudnił muzyków skandynawskich. Po drugie – dwóch z nich, Jakob Bro (gitara) i Anders Christensen (bas) grają na instrumentach, które bez prądu się nie obywają. Efekt? Nowa jakość. Przestrzeni, typowego skandynawskiego oddechu dodał kwintetowi Fin, Alexi Tuomarila, pianista, który na jazzowej scenie istnieje samoistnie – udanie od dekady. Na uwagę zasługuje też niespełna 30-letni perkusista Olavi Louhivuori mający na koncie grę m.in. z guru swingującej awangardy Anthony Braxtonem i Kenny Wheelerem. Piotr Iwicki piątek, 18 grudnia 2009, jazz-gazeta
|
|