PIOTR IWICKI - niezależny serwis muzyczny - jazz, fusion, blues, jazzrock, koncerty, newsy.
Blog > Komentarze do wpisu
Przesłuchanie w podróży – Jerzy Małek

Od czasu, kiedy ostatni album Torda Gustavsena wysłuchałem jadąc w przemiłym, artystycznym towarzystwie na trasie Radzyń Podlaski – Fajenty Nowe, przemierzając pradolinę Wisły w gęstej jak mleko mgle, pokochałem takie niespieszne przemieszczanie się pod dyktando wybitnych fraz. Tak było i teraz, tyle, że tematem zasłuchania i dysputy stał się album „Bop Beat” Jerzego Małka. Słuchanie to było  dwójnasób ciekawe, bowiem mój towarzysz podróży Muzyk Z Bardzo Daleka (w skrócie MZBD), kompletnie nie widział czego słucha, co więcej, nawet gdybym mu powiedział, to i tak naszego artysty nie zna. Co więcej, zarówno MZBD jak i ja płyty słuchaliśmy pierwszy raz, a potem drugi, trzeci…

Jerzy Małek

To co zdumiało MZBD, to fakt, że liderem nagrania nie jest … klawiszowiec grający na fenderze. Wprost uwierzyć nie chciał, że sprawcą albumu jest trębacz, i to w dodatku zaliczany do młodego pokolenia (choć to określenie jest o tyle nieprecyzyjne, że młodym pokoleniem jest się podobno do pięćdziesiątki).

- Kurcze, wielka powściągliwość, coś czego muzycy nabierają dopiero po trzech czy czterech solowych albumach – skonstatował.

I ma rację. Pierwszy, czy drugi skazane są na nachalność, zbytnie epatowanie słuchacza i przekonywanie niemal każdą nutą: słuchaj jaki jestem świetny! (nomen omen Małek na swoich wcześniejszych płytach tego nie uczynił). A na „Bop Beat”

Bop Beat

czegoś takiego nie znajdziecie (podobno to pierwsza z czterech dotąd niewydanych płyt lidera). Małek zdaje się być po prostu członkiem formacji, w której muzycy genialnie prowadzą dialog, na kilka chwil przejmując pałeczkę pierwszeństwa w improwizacjach. A fakt, że w pierwszej części płyty do głosu dochodzi fender (stylowy Jan Smoczyński) sprowadza na manowce myślenie, że własnie klawiszowiec jest liderem.

Album przekonuje też swoją autentycznością. Słychać, że muzycy wiedzą o jazzie wszystko, że kochają klimaty post-funkowe i chętnie mieszają je ze współczesnym straight-ahead jazzem. Co więcej, nie obcy jest im trip-hop i break-beat, które użyte jak przyprawa (a nie podmiot potrawy) czynią całość atrakcyjną i intrygującą. Tego się po prostu świetnie słucha. Jest na albumie tez rodzynek wokalny, czyli „Get Up” śpiewano-rapowane przez Mikę Urbaniak.

- Man, to chyba laska z NYC, ale barwa biała za to solidny akcent i swoboda – odpowiedział MZBD, gdy zagadnąłem go o to, czy kojarzy głos. Jak widać ma rację w 100 procentach. Zapytany kto to? Nie wiedział. No bo niby skąd miał wiedzieć.

No i nadszedł wreszcie czas na dywagacje „kto to trąbi”. I tu się zaczęło (było nawet przypuszczenie, że to dwóch muzyków, bo ten z „Street Dance” to na bank nie ten sam kolo co w „The Quay”). Po chwili tłumaczenia, że to ten sam człowiek, mój towarzysz podróży zaczął zgadywać kto to jest? „Red Neons” skłaniały go ku jakiemuś nieznanemu frikowi z Down Townu (oczywiście nowojorskiego), a w „The Quay” MZBD skonstatował: na bank Randy Brecker! Ale chwila zawahania przywiodła na usta inne słowa: Chuck Mangione, choć tutaj pewność uleciała. Przez chwilę było coś o: „być może jakimś nowym projekcie Nicolasa Paytona, bo podobno miał się zabrać ponownie za granie z sekcją elektroniczną”. Moje każdorazowe zaprzeczenie, wprawiało MZBD w osłupienie. Sprawy nie ułatwiał grający piknie, i jakoś tak inaczej  od tych który zna, wibrafonista (Dominik Bukowski, atut płyty). Śmiesznie zrobiło się też w „Street Dance” kiedy MZBD kompletnie zgłupiał i nie wiedział co powiedzieć, nawet przebąknął, że „to jak Randy, ale…”. I tyle sobie pogadał. Oczywiście zachwyciliśmy się fenderem pod palcami Sławka Jaskułke (i znowu ten „Street Dance” – chyba lokomotywa albumu podobnie jak „The Quay”). Mnie zdumiała łatwość  jaka Małek zmienia frazowanie i konwencję gry gdy tylko podłącza do instrumentu wah-wah a  grając barwą pastelową, przytłumiona przywodzi skojarzenia z artykulacją skrzypcową (vide „Don’t Ask Me Why”. Czy robi to  świadomie? Być może, wszak terminował u Michała Urbaniaka. A ten wiadomo, o skrzypcach „z prądem” wie wszystko. Inna sprawa, ze zawarta w tytule kwestia nie nakłania do dalszego zgłębiania etymologii tytułu.

„Bop Beat” to album który czekał blisko trzy lata na wydanie, i powiem wprost, gdyby przeleżał się jeszcze w szufladzie nic nie straciłby ze świeżości, bowiem jest zagrany w sposób nie odwołujący nachalnie do jakiejkolwiek modnej konwencji. Cieszy świeżością i radości wspólnego muzykowania. Widać (czy raczej słychać) że artyści z listy płac są obok tego, że ze sobą muzykują, kuplami (głupio by mi było, gdybym się mylił). Pewnie nie mniej głupio, jak mojemu MZBD, gdy oznajmiłem mu, że to polska produkcja, bez udziału wszechobecnych Amerykanów, a artyści mają jeszcze sporo lat do pięćdziesiątki.

No może słowo „głupio” tutaj zabrzmiało, bo zwyczajnie MZBD zwyczajnie zachwyciły się w następstwie oznajmienia o pochodzeniu krążka grą Polaków. Niewiele brakował, a zabrałby mi płytę! Nic z tego. Dlaczego? Bo to bardzo fajna płyta jest!

Piotr Iwicki – JazzGazeta

Jerzy Małek,

trębacz jazzowy, kompozytor urodzony w 1978 r. w Elblągu. Początki gry na instrumencie wiążą się z grą w orkiestrze dętej, do której zapisał się w wieku 13 lat W 1996 r. Jerzy Małek zaczął profesjonalnie zajmować się muzyką uczestnicząc w życiu muzycznym jazzmanów z Trójmiasta. Grał w pierwszym stałym zespole z muzykami takimi jak: Dominik Bukowski, Adam Żuchowski, Zdzisław Kalinowski, z którymi zdobył pierwsze laury na Konkursie Zespołów Jazzowych i Bluesowych w Gdyni.

Z początkiem studiów wiążą się dwa ważne wydarzenia w karierze muzyka: zaproszenie przez Jarka Śmietanę do współpracy przy projekcie muzycznym, którego efektem było nagranie płyty „African Lake” z udziałem legendarnego alcisty amerykańskiego Gary'ego Bartza, oraz założenie przez trębacza pierwszego własnego zespołu. Był to kwintet w skład którego wchodzili czołowi muzycy młodego pokolenia: Tomasz Grzegorski, Michał Tokaj, Romuald Twarożek, Sebastian Frankiewicz.

W 2002 r. muzyk nagrał swoją drugą płytę zatytułowaną „Gift”,wydaną przez Not Two rec. W 2004 r. Jerzy Małek zdobył trzecie miejsce na Międzynarodowych Zmaganiach Instrumentów Dętych w Szczecinie, w których udział brali muzycy z Europy i USA. Miał wtedy okazję zagrać z Billy Harperem i jego zespołem.

TUTAJ link do profilu artysty na MySpace

wtorek, 17 listopada 2009, jazz-gazeta

Polecane wpisy

Komentarze
2009/11/18 09:31:36
Z tego, co piszesz produkcja warta gorącego wsparcia. Stąd moje następne pytanie: gdzie można nabyć drogą kupna to szlachetne wydawnictwo? Pozdrowienia i dzięki za ciekawy post :-)
-
Gość: JazzGazeta, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/11/18 10:49:29
Spieszę z informacją - płyta osiągalna we wszystkich dobrych sklepach muzycznych.
-
2009/11/18 11:57:23
Ok, jutro jestem w Bydogoszczy i pojadę taksówką do Empiku. To chyba dobry sklep muzyczny, nie? Jak nie dostanę tej płyty to prześlę Ci rachunek za przejazd :-)
-
Gość: JazzGazeta, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/11/18 16:20:56
To ja go następnie prześlę do wydawcy, który zapewnia, że płyty są właśnie w Empikach. Trzymam kciuki.
-
2009/11/22 15:52:21
I udało się :-) Rzeczywiście fajny materiał. Dzięki za polecenie.
-
Gość: aa, *.chello.pl
2009/11/22 20:35:37
Płytę mozna kupić w Lokalu Użytkowym w Warszawie, ul. Brzozowa 27/29