PIOTR IWICKI - niezależny serwis muzyczny - jazz, fusion, blues, jazzrock, koncerty, newsy.
Blog > Komentarze do wpisu
Jef Neve w Polsce

W piątek, koncertem w radiowym studiu im. Agnieszki Osieckiej w Warszawie, rozpocznie trzydniową trasę koncertowa po Polsce Jef Neve, spełniona nadzieja europejskiego jazzu i swingującej pianistyki.

W kolejne dni odwiedzi Kalisz i Rybnki.

 

Jef Neve fot. Piotr Iwicki

fot. Piotr Iwicki

Jazz jest dla mnie jedną z dróg, którą podąża muzyka. Cały czas szukam tej, która potrafi uczynić z dźwięków jedność, bez zbędnego podziału na style czy gatunki. Jako muzyk, pianista, z jednakową miłością traktują muzykę Bacham Chopina czy Skriabina, ale gdy siadam i gram jazz, ta wiedza i miłość nie ulatują, One są ciągle we mnie. Jest tez pewna jedność między klasyczną pianistyka a jazzem, to kameralność i osobistość wykonania. W takiej formule każda nuta ma swój sens i znaczenie. Każdy dźwięku buduje napięcie, emocje te zaś składają się na dramaturgię poszczególnych kompozycji i całych koncertów. Stąd zarówno na kompozycję i muzykę podobnie jak nam koncert patrzę jako na całość. Musi być zachowana forma, musi być scenariusz, ale musi tez być miejsce na emocje wyrażane w improwizacjach. Bez nich jazz nie miałby sensu. Muzyka nie miałaby sencu.

(Jef Neve dla Jazzgazety)

 

Jef Neve urodził się 8 marca 1977 roku. Studiował w belgijskim Louvain, gdzie w 2000 roku otrzymał dyplom z tytułem Master of Music w klasie fortepianu klasycznego i jazzowego. W 2001 roku otrzymał dyplom z wyróżnieniem na wydziale muzyki kościelnej.

W lokalnych zespołach zaczął grać jako czternastolatek, w tym czasie skomponował wiele utworów na fortepian solo i orkiestrę. Jako siedemnastolatek grał w popularnym zespole funkowym Mr. Zebedee, kontynuując jednocześnie współpracę ze składami jazzowymi, orkiestrami symfonicznymi, zespołami muzyki pop. Pracował również jako muzyk sesyjny i komponował muzykę do spektakli teatralnych.
Występował też z Flamandzką Orkiestrą Symfoniczną pod dyrekcja Michela Tilkina. W 2002 roku, przez rok pracował jako pianista i kompozytor dla teatru tańca DATHE w Londynie. Historia jego trio, w którym współpracuje z basistą Pietem Verbistem i perkusistą Teunem Verbruggenem rozpoczęła się w 2002 roku, ich pierwszy album Blue Saga, chwilę po wydaniu w 2003 roku stał się bestsellerem. Kolejny album It's gone trafił na pierwsze miejsce listy sprzedaży płyt jazzowych w Belgii. W 2005 roku album ten otrzymał prestiżową nagrodę dla najlepszego międzynarodowego albumu jazzowego, przyznawaną przez Belgijskie Radio.
W 2006 roku, po podpisaniu umowy z Universalem, Jef wydał trzeci album "Nobody is Illegal", który stał się kolejnym bestsellerem i zebrał doskonałe recenzje na całym świecie. Płyta została przyjęta tak entuzjastycznie, iż wytwórnia zdecydowała się na wydanie jego płyt w ponad 20 krajach. Francuski magazyn Jazzman nadał jego płycie tytuł "CHOC", w duńskim "Politiken" płyta otrzymała 5 gwiazdek, a brytyjski "Guardian Monthly" określił go mianem jednego z 5 najlepszych nowych albumów. Podobnie niemiecki "MusickAnSich.de" przyznał albumowi Nobody is Illegal najwyższą notę (20 punktów) określając go jako coś najlepszego co przytrafiło się w europejskim jazzie.
Rok 2008 przyniósł kolejny album tria "Soul in a Picture", który został wydany w 24 krajach. Trasa koncertowa promująca nowy album została wyprzedana w m.in. w Brukseli, Antwerpii, Hasselt i innych miastach, a koncerty grupy przyjmowane były z niezwykłym entuzjazmem na całym świecie.
W swojej karierze trio Jefa Neve występowało na wielu ważnych festiwalach, m.in. Paris Jazz, North Sea Jazz, Vienna Jazz, Montreal Jazz, Vancuver Jazz, Veneto Jazz, Blue Note Gent, Audi. W 2008 roku zespół po raz pierwszy grał w Japonii, gdzie odniósł spory sukces oraz wziął udział w nagraniu materiału na nowy album popularnego japońskiego artysty TOKU. Był to również rok, w którym podczas koncertów na Monterey Festival, muzycy dwukrotnie grali na scenie głównej. Podczas koncertu na Mexico City Jazz Festival, ich koncert nagrodzony został standing ovations przez czterotysięczną publiczność. Błyskotliwa kariera Jefa Neve jako muzyka jazzowego rozwija się równolegle z jego karierą w świecie muzyki klasycznej.
W 2005 roku opracował Wariacje Goldbergowskie Bacha, dzięki którym zyskał rozgłos i uznanie miłośników muzyki klasycznej. Ponadto regularnie gra koncerty wraz z oboistą Pietem van Bockstalem. W 2007 roku z Flamandzkimi Filharmonikami grał Gershwina, do realizacji tego programu został zaproszony ponownie w maju 2009 roku, tym razem we współpracy z Takuo Yuasa jako dyrygentem. Koncert odbył się w Sali Królowej Elżbiety w Antwerpii. W maju 2009 roku premierę miał jego pierwszy koncert fortepianowy, podczas którego towarzyszyli mu brukselscy filharmonicy pod batutą Michela Tabachnika. Oba wyprzedane do ostatniego miejsca koncerty - w Brukseli i Gent - publiczność nagrodziła standing ovations.
Poza współpracą z triem oraz karierą muzyka klasycznego Jef Neve występuje w duecie z wibrafonistą Pascalem Schumacherem, owocem tej współpracy będzie album, wydany przez wytwórnię ENJA w 2010 roku. W zespole Groove Things Jef gra na organach Hammonda, ponadto współpracuje z wokalistą Jose Jamesem, z którym przygotowuje projekt poświęcony Coltrane'owi. Jef Neve jest również autorem dwu ścieżek dźwiękowych do filmów "Dagen Zonder Lief" (2007) oraz "De Helaasheid der Dingen", który prezentowany był na festiwalu w Cannes w 2009 roku.
Od stycznia 2008 roku Jef prowadzi program radiowy, który jest jednym z najpopularniejszych programów poświęconych muzyce jazzowej w Belgii.
Jego muzycy:
PIET VERBIST (1961), studiował na Antwerp Jazzstudio, gdzie jego nauczycielami byli Dave Pike, Dannis Luxion, Hein Van de Geijn. W 1994 roku uzyskał dyplom Brukselskiego Konserwatorium na wydziale jazzu. W 1995 roku był uczniem Dave'a Hollanda. Jest jednym z najbardziej aktywnych muzyków na belgijskiej scenie, ma własną wytwórnię Contour Records, ponadto wykłada w antwerpskim konserwatorium.
TEUN VERBRUGGEN (1975) ukończył w 1999 roku konserwatorium pod kierunkiem Hansa Van Oosterhouta. Następnie był uczniem Dre Pallemaertsa i Johna Engelsa. Poza triem Jefa Neve gra we własnym składzie Othin Spake, Futhark. Ponadto współpracuje z Alexi Tuomarilą, Peterem Jonesem, Iggym Popem.
Jef Neve
"To po mnie zostanie"
Specjalnie dla uczestników koncertów z cyklu "Jazz raz po raz" z Jefem Nevem rozmawia Agnieszka Antoniewska.
AGNIESZKA ANTONIEWSKA: Kiedy najczęściej słuchasz muzyki?
JEF NEVE: Najczęściej w samochodzie, odkąd tyle podróżuję. To właściwie jedyne miejsce, w którym jestem całkiem sam i nikt mi nie przeszkadza. Także w samolocie. Jestem w trasie jakieś cztery miesiące w roku. I oczywiście w domu, w nocy, kiedy nastaje cisza. Dzięki niej śpię spokojnie.
AA: Co wtedy wybierasz?
JN: Jak się pewnie domyślasz, nie tylko jazz.
AA: Dlatego pytam...
JN: Uwielbiam Thoma Yorke�a, szczególnie jego ostatni solowy album �The Eraser�.
AA: Znam go na pamięć.
JN: Ja też. Poznałem go w lutym w Brukseli. Przyjechał na konferencję na temat globalnego ocieplenia. Co za spotkanie! Dlatego nie warto się zamykać, tylko szukać takich pereł w różnych gatunkach muzycznych. Słucham też dużo klasyki. Na przykład Bacha. Ale również w jazzie muszę być na bieżąco.
AA: Domyślam się, skoro prowadzisz w radiu Klara swój własny program...
JN: No właśnie. Lubię zapraszać młodych muzyków, którzy ze swoim materiałem dopiero wkraczają w muzyczny świat. Niedawno był u mnie izraelski pianista, Yaron Herman. Dzięki audycji dostaję dużo płyt. Mnie samego bardzo to inspiruje, bo trafiam na wyjątkowe albumy artystów z różnych stron Europy i świata. Być może, w innych okolicznościach nie miałbym takiej szansy.
AA: Masz czasem takie wrażenie, że gdyby słuchanie muzyki było wyłącznie Twoją pasją, a nie również zawodem, wciąż słuchalibyśmy tych samych starych, dobrych albumów Milesa, Coltrane�a...
JN: Shortera... ale ja go ciągle słucham! Zwłaszcza że ostatnie lata były szczególne w jego karierze. Jest legendą, to prawda, ale wciąż się rozwija i poszukuje. I to jak!
AA: Rozumiem, że od początku wiedziałeś, że to właśnie jazz, a nie inny gatunek muzyczny, jest tą właściwą dla Ciebie drogą...
JN: Nie, odkryłem go dość późno. Jako dziecko słuchałem głównie muzyki klasycznej.
AA: Jako dziecko?!
JN: Nie dziw się, moi rodzice uwielbiają klasykę, rozbrzmiewała w naszym domu codziennie. Może dlatego zacząłem grać na pianinie jako czteroletni brzdąc. To było takie naturalne. Najpierw chciałem po prostu naśladować moją mamę, która lubiła grać na pianinie w naszym salonie. Mimo że nie jest wykształcona muzycznie, gra pięknie. Pamiętam jak na dobranoc, układając mnie do snu, opowiadała mi historie o małym Mozarcie... W efekcie, wstyd się przyznać, ale chciałem być Mozartem, marzyłem o komponowaniu. Wydawało mi się to zresztą całkiem realne. Poza tym, dzieci są takie otwarte. Nie można chyba powiedzieć, że jakaś muzyka jest dla nich za trudna. To stereotyp.
AA: W tych pierwszych latach rzeczywiście wiele zależy od naszych rodziców.
JN: Kiedy nuty przestały być dla mnie dziwnymi znakami, zacząłem komponować. Moja mama nie traktowała tego jako coś wyjątkowego, tłumaczyła, że to łatwe. Dlatego gra na pianinie nie była dla mnie męczarnią, jak dla wielu moich kolegów. Równie wcześnie zacząłem improwizować, a to było najprzyjemniejsze.
TUTAJ cały wywiad
środa, 25 listopada 2009, jazz-gazeta

Polecane wpisy