PIOTR IWICKI - niezależny serwis muzyczny - jazz, fusion, blues, jazzrock, koncerty, newsy.
Blog > Komentarze do wpisu
Cieszę się, że słychać to, co chciałem aby było słychać – zdradza JazzGazecie Tomasz Stańko

Tomasz Stanko

 

 

Dzisiaj koncertem w Filharmonii Narodowej w Warszawie rozpoczyna blisko półmiesięczne tournee po Polsce nasz najsłynniejszy jazzowy internacjonał, Tomasz Stańko. W czasie koncertów zabrzmi muzyka z jego ostatniego, wspaniałego albumu „Dark Eyes”. Dla mnie płyty, o ile nie ja lepszej w dorobku Mistrza, to na pewno tak dobrej jak „Balladyna” czy „Litania”. W tym gronie „Dark Eyses”  nagrana z tzw. nordyckim kwintetem jest zdecydowanie najbardziej komunikatywna, klimatyczna i… na tle akustycznych dokonań – elektryczna. A co na to nasz trębacz?

 

Tomasz Stańko: To słychać? Kurcze a bałem się, że to nie zostanie dostrzeżone. Cieszę się, że słychać to, co chciałem aby było słychać.

Piotr Iwicki: Niby dodałeś elektryczna gitarę, bardzo elektryczną gitarę (śmiech) ale ta muzyka nadal pozostała w sferze jazzu akustycznego.

Bo zmienił się arsenał, narzędzia, instrumenty, ale myślenie, estetyka pozostały te same. To jak malowanie, zmieniasz kolory ale forma i kształt twoich artystyczny wyobrażeń są nadal spójne z dotychczasowymi.

Jak bardzo twój wyjazd do USA czy raczej czasowe wyjazdy do Nowego Jorku zmieniły twoje postrzeganie na jazz, na to co robisz?

Znalazłem oddech. To nie tylko w sensie przestrzeni, bo z mojego apartamentu mam genialny, otwarty widok na Amsterdam Avenue, ale mam więcej czasu na skupienie. Ma czas na chodzenie do galerii, jak choćby tej opodal, maleńkiej gdzie zobaczyłem obraz Oskara Kokoschki, który był inspiracją do mojej kompozycji „The Dark Eyes of Martha Hirsch”…

Pięknej kompozycji, jednej z najfajniejszych na płycie…

Dziękuję. A wracając do Nowego Jorku to mam też czas na ćwiczenie na trąbce, nie zaniedbuję tego również w Polsce. Chyba już dawno, o ile nigdy wcześniej tyle nie ćwiczyłem. Jest też we mnie jakaś taka lekkość w pisaniu kolejnych tematów. To jak by same wchodziły mi do głowy i przelewały się na papier. Inna sprawa, że mój nowy zespół, bardzo inny brzmieniowo i estetycznie od tych z którymi grałem ostatnio, a w szczególności o tria z Marcinem Wasilewskim, więc otwierają mi się nowe pomysły wynikające z nowych możliwości brzmieniowych.

Twoja nowa muzyka świetnie pasuje do szerokiego nurtu muzyki klubowej, oczywiści jest to cały czas jazz, ale poprzez zmianę palety barw instrumentów wpasowuje się w klimaty chill-out.

To nie chcę się wypowiadać, bo to nie moja bajka, ale masz rację, że jest tu jakiś taki klimat, który nie podnosi adrenaliny. Skoro mówisz chill-out, niech tak będzie.

Oglądałem zdjęcia twojego apartamentu, bardzo fajny design. Twój?

(śmiech) Nie, nie. Kupiłem go w takim właśnie stanie. To klasyczny loft, który został zaprojektowany poprzez poprzedniego właściciela, a był nim wzięty projektant od Louisa Vuittona. Nic w zasadzie nie zmieniałem. To pewna zamknięta forma. Ja się w nią wpasowałem, bo ona zwyczajnie mi pasowała.

Chodzisz na koncerty?

Trochę, ale to co mnie dziwi, to fakt, że jestem na nich… rozpoznawany! W Nowym Jorku Man!

A jak oceniasz koncert Chicka Corei i Gary Burtona, który odbył się dzieki twojej rekomendacji na festiwalu w Bielsku-Białej?

Zdumiewa mnie ich popularność w Polsce, zdumiewa łatwość z jaką „kupują” publiczność, z jaką grają i przy tym się świetnie bawią. Ale jest jeszcze coś innego, chyba najważniejszego. Oni grają „swoje”, ich własny stuff przy tym mając pełną świadomość czego oczekuje od nich słuchacz. I dzięki tym wszystkim sprawo, dzięki połączeniu tych aspektów odnoszą sukces niebywały. Słuchałem tego wszystkiego z wielka radością.

Teraz posłuchamy Ciebie.

Tylko z wyrozumieniem , Man (śmiech). My docieramy się w czasie koncertów, i ten program, choć grany już tyle raz, też. Przyjdź pod koniec trasy, to się zdziwisz.

To może nagrasz „live”?

Nie, nie lubię. Koncert to jest jak teatr, liczy się chwila i miejsce, koncert na płycie to substytut jazzu. Mam owszem sporo nagrań z koncertów, gdzies w szufladzie. Może wyda je córka.

A może załóż je w Internecie, niech fani ściągają, nawet za friko!

Świetny pomysł, chyba tak zrobię.

Nagrywasz dla potentata, kultowego ECM-u. Pewnie nie wiesz, ale jeden z czołowych polskich jazzmanów w czasie wiosennej konferencji w Katowicach oznajmił, że to co wydaje ECM, to nie jest jazz.

Tak, to jest bardzo małe, wypowiadanie podobnych opinii. Popatrz na katalog firmy, posłuchaj jej płyt, zobacz w jakich kategoriach pojawiają się w ankietach te płyty i ich wykonawcy, to sam zobaczysz, że jest zawsze – JAZZ. Zobacz na jakich pólkach leżą w sklepach płyty ECM’u – oczywiście na jazzowych. No wreszcie powiedz, że Corea, Metheny, Braxton, Jarrett, DeJohnette, Holland, Abercrombie, Rypdal, i całe te setki zespołów i solistów z naszym Marcinem Wasilewskim włącznie to nie jazzmani. To jakiś absurd! Ale ja to rozumiem. Dla niektórych jazz to skostniała, konserwatywna forma. Oni się zatrzymali wiele dekad temu w rozwoju swojego myślenia o jazzie. Czasami jest to wynik frustracji i zazdrości, ale wówczas warto pozostawić podobne nonsensowne opinie dla siebie. I tyle. Nie chcę więcej oceniać.

A co Ciebie zaskakuje z perspektywy ostatnich dwóch dekad wielkiego artystycznego i komercyjnego własnego sukcesu?

Co mnie zdumiewa? To, że tak wielu młodych ludzi przychodzi na koncerty, że są to takie tłumy!

Bo jesteś trendy!

(śmiech)

To życzę Tobie na koniec, aby tak zostało jeszcze na wiele lat.

Miło to usłyszeć od najlepszego krytyka jazzowego w Polsce (śmiech).

Głaszczesz moją męską próżność (śmiech).

Rozmawiał: Piotr Iwicki

 

Poniżej link do wszystkich danych koncertowej trasie Tomka Stańki.

KLIKNIJ TUTAJ

poniedziałek, 30 listopada 2009, jazz-gazeta

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: slawekbrzoz, *.internetdsl.tpnet.pl
2009/11/30 12:18:16
Pomysł z umieszczeniem nagrań koncertowych w internecie świetny. A któryż to muzyk mówił tak o ECM
-
Gość: mm, 188.33.53.*
2009/11/30 15:00:53
stuff, stuff, stuff :)
-
Gość: JazzGazeta, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/11/30 15:37:20
Oczywiście, że stuff, tyle, że edytor Word zmienia uparcie na Leopolda :-) Walczyłem z nim, walczyłem kilka razy zmieniałem, a ostatecznie wygrał :-) Ale już w we wpisie "dało radę". Dziękuje za szybką reakcję.