PIOTR IWICKI - niezależny serwis muzyczny - jazz, fusion, blues, jazzrock, koncerty, newsy.
Blog > Komentarze do wpisu
Yazzbot Mazut „W pustyni i w puszczy” Mulitikulti Project
Kilka miesięcy czekałem na to, aby polska elektrojazzowa płyta wbiła mnie w fotel i wprawiła w tak błogi nastrój. Powoli traciłem nadzieję aż tu nagle…

yazbot

„W pustyni i w puszczy” to dźwięki wybornie balansujące między wczesnym fusion, jazzrockiem a niedefiniowanym eksperymentem dźwiękowym w konwencji free. Trochę tu wczesnego Milesa Davisa, jest coś z psychodelicznego jazz rocka, czasami nasze skojarzenia zmierzając w stronę poczochranego Chicka Corei i jego Return To Forever, dzieje się tak za sprawą elektrycznego fortepianu i ostrej gitary. Poznańska grupa powstała po wyczerpaniu się formuły zespołu Prototyp a dziedziczy po nim gitarzystę Andrzeja Szawarę, basistę (Szczepan Kopyt) i perkusistę Piotra Kowalskiego, którym zawsze marzyło się silne nawiązanie do początków fusion. Umożliwiają im to teraz nowi instrumentaliści: grający na klarnetach Piotr Mełech i elektrycznym fortepianie i syntezatorach Darek Dobroszczyk. Zespoły - najprościej mówiąc - powstają jako połączenie sił kilku indywidualności, czasami jako układ silny lider i  towarzyszący u wyrobnicy, bądź tez jako układ towarzysko-spontaniczny, w którym entuzjazm grania dominuje nad wyrachowaniem i przekombinowanie. Tutaj wygrywa ten trzeci wariant ku chwale radości i energii muzykowania, stąd nie wyróżniam kogokolwiek, bo wszyscy w kwintecie wypadli na szóstkę. A efekt jest taki, że „Mao Tse-Tse” czy jego finalne echo - „Grube Ścieżki” to rzeczy, które należy puszczać zdołowanym frustratom bądź zaordynować jako lekarstwo na depresję. Zwłaszcza tę wczesnozmrokowo-błotnisto-zimową.

Piotr Iwicki

 

poniedziałek, 02 lutego 2009, jazz-gazeta

Polecane wpisy